piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział czternasty

Elen's pov.

-Całowaliście się?!- Hanna powtarzała to już piąty raz. Rozglądnęłam się po uczniach. Nikt nie zwrócił na nas uwagi.
-Tak. Możesz w końcu przestać? Nie chcę żeby wiedziało o tym pół szkoły.
Rosie zachichotała. Obie zachowywały się jak pokręcone- skakały wokół mnie domagając się opisu mojej randki. Cierpliwie po raz trzeci opowiadałam o zdarzeniu na Statule. Słuchały z zapartym tchem. Popatrzyłam na nie krzywo.
-Weźcie się ogarnijcie.
-Ale Elen!!! To super!! W końcu kogoś masz!- stwierdziła Rosie. Uśmiechnęłam się. Przepychałyśmy się między uczniami, starając się dojść do szafek. Gdy się nam udało, zabrałyśmy książki i pobiegłyśmy na lekcje.
Dzisiaj znowu nie mogłam się skupić. Wracałam myślami do mojego spotkania z Omarem. Było cudownie.... chciałabym to powtórzyć. Z drugiej strony czułam nawracające wyrzuty sumienia: Omar nie wiedział, że dla nich piszę. Nie wiedziałam jak na to zareaguje. To w sumie nic wielkiego, ale..... co jeśli pomyśli, że umawiałam się z nim tylko po to żeby mnie zatrudniali? Miałam nadzieję, że nie wpadnie na taki głupi pomysł.
Od wczoraj czułam się niezbyt dobrze. Chyba się przeziębiłam. Od czasu do czasu przechodziły mnie dreszcze i ciągle kichałam. Cieszyłam się, że nie stało się to w dniu mojej randki z Omarem, bo wtedy z pewnością musiałabym ją przełożyć.
Kiedy lekcje w końcu dobiegły końca zdecydowałyśmy, że pójdziemy na spacer. Nawet Rosie na to przystała. Widocznie chciała słuchać moich dalszych opowieści o randce. Stwierdziła również, że musimy obgadać naszą zemstę na Angeli. Początkowo myślałam, że nie wzięła tego na seio- właściwie to co miałyśmy jej zrobić? Zamordować ją i ukryć jej ciało w koszu na śmieci? Kiedy tak o tym rozmyślałam, doszłam do wniosku, że ona nic takiego mi nie zrobiła. Owszem była wredną i głupią blondynką (nie popieram wierzenia w stereotypy, chodzi tylko o kolor jej włosów), ale to chyba jej jedyna ,,wina." Kilka razy miałyśmy spięcia, ale w sumie kto ich nie miewa? Nie jestem typem osoby mściwej. Byłam gotowa jej to przebaczyć.
Po wyjściu ze szkoły stwierdziłyśmy, że pójdziemy do ,,mojej" kawiarni. Było tam na tyle cicho, że mogłyśmy spokojnie porozmawiać bez konieczności przekszykiwania hałasu ulicznego. Tam też się skierowałyśmy.
-No, to opowiadaj.- powiedziała Hanna dzisiaj już piąty raz, siadając na mojej ulubionej kanapie. Westchnęłam.
-No więc wyszliśmy z kina...
-Kto wybierał film?- przerwała mi natychmiast Rosie.
-No ja. I potem poszliśmy..
-A na tym filmie Omar dawał ci jakieś znaki?- spojrzałam na Hanne z dziwnym wyrazem twarzy.- No w sensie: patrzył się na ciebie, trącał nogą albo łapał za rękę jak się bałaś?
Popatrzyłam na nią zrezygnowana.
-To była komedia!
-Aaaa to już inna sprawa.
Starając sie zachować spokój zaczęłam jeszcze raz.
-I potem poszliśmy...
-Dzień dobry. Co chciałyby panie zamówić?
Miałam ochotę rzucić w kelnera popielniczką. W porę jednak się opanowałam i zobaczyłam, że przed nami stał Ruben. Popatrzył na mnie i się zaczerwienił. Ja chyba też.
-Poprosimy trzy kawy latte.- odpowiedziała za nas Rosie. Zawsze zamawiałyśmy latte.
-Oczywiście. Coś jeszcze?
-Nie dziękujemy.- uśmiechnęła się. Zobaczyłam, że Ruben znów na mnie zerkał. Pewnie czuł się dziwnie po tym co się stało w łazience. Ja też byłam bardzo skrępowana tym ,,wypadkiem." Naszczęście już po chwili go nie było. Jak na złość poczułam pieczenie na dekolcie. Stwierdziłam jednak, że dam radę wytrzymać i za żadne skarby nie pójdę do łazienki.

-
-
-
Omar's pov.

Ciągle myślałem o tym co się wydarzyło między mną a Elen. Było bardzo fajnie. Czułem się swobodnie w jej towarzystwie. Nasza randka minęła zdecydowanie za szybko. Już planowałem żeby wyskoczyć z nią na następną.
Gdy tylko wstałem rano Oscar już siedział przed komputerem z tym samym, smutnym wyrazem twarzy. Zaczynałem się o niego poważnie martwić.
-Stary weź daj już z tym spokój. Siedziałeś wczoraj cały dzień przed kompem. Już wystarczy.
-Masz rację.- Oscar pokiwał głową. Nie odłożył jednak laptopa i cały czas wlepiał w niego wzrok.
Stwierdziłem, że dalsza dyskusja z nim o jego zachowaniu nie ma najmniejszego sensu. Zmieniłem temat.
-To co: może sobie zapuścimy jakiś film?- zapytałem zacierając ręce. Felix uśmiechnął się.
-Spoko. Zrobię nam popcorn.
Już po chwili siedzieliśmy razem przed telewizorem. Z ulgą zobaczyłem, że Oscar usiadł koło nas. Uśmiechnąłem się do niego. Odwzajemnił słaby uśmiech.
Kilka minut później z rozbawieniem oglądałem tą samą komedię, co wczoraj z Elen.

*
*
*
Witam! Mam nadzieję, że podobał się rozdział. Jeśli tak to proszę o skomentowanie. 10 komentarzy=następny rozdział.
Ustalam tą zasadą, bo wiem, że będzie to trwało wieki zanim tyle osiągnę XD (jeśli w góle tak się stanie). Do usłyszenia za milion wieków!

wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział trzynasty

Witam! Jeśli ktoś to w ogóle czyta to przepraszam za straszne opóźnienia w dodawaniu rozdziałów. No, ale cóż mogę powiedzieć- szkoła! W każdym bądź razie postaram się to ogarnąć XD

Elen's pov.

Strasznie się spieszyłam! Hanna i Rosie wybrały dla mnie tą sukienkę. Szczerze mówiąc nie przepadałam za nią. Przypominała mi ona o moich pechowych wakacjach. Wolałam nie wracać do nich wspomnieniami. Niestety była to moja najładniejsza sukienka. Muszę przyznać, że nie wyglądałam w niej najgorzej.
Gdy tylko dobiegłam na Time Square od razu zobaczyłam Omara. Prezentował się cudownie....był taki przystojny! Moja mina szybko zbladła: czy mu się spodobam? Prawdopodobnie nie. Ruszyłam w jego stronę. Chyba mnie nie zauważył. Szlag. Zły znak. Z zawrotną prędkością wymijałam ludzi stojących mi na drodze. W końcu stanęłam przed nim.
-Cześć Omar!- powiedziałam.
Zaczerwienił się. Ja również. Zawsze to tak na mnie działa.
-Hej.....wyglądasz ślicznie!
Byłam teraz jeszcze czerwieńsza niż moja sukienka. Zastanawiałam się czy powiedział prawdę czy skłamał żebym się lepiej poczuła? Brawo ty wszytsko potrafisz zniszczyć- skarciłam się w myślach.
-Dzięki! Ty też!- byłam strasznie zdenerwowana. Miałam nadzieję, że wszystko będzie wporządku. Liczyłam już dwunasty raz do dziesięciu. Nie pomagało. Uśmiechnęłam się nerwowo.
-To dla ciebie.- wręczył mi bukiet róż. Poczułam, że moje policzki wręcz płonęły. Były takie piękne....zapatrzyłam się w nie. Widziałam kropelki wody osadzone na szczytach płatków. Kolce były duże i majestatyczne, ale nie wydawały mi się groźne. Czułam delikatny i aromatyczny zapach kwiatów. Uspokajał mnie...
-Coś się stało?- głos Omara wyrwał mnie z zamyślenia. Szybko spostrzegłam, że stoję schylona nad kwiatami w bezruchu. Podniosłam się natychmiast.
-Nie, wszystko ok...są takie piękne....dziękuję.- wyjąkałam zawstydzona i radośnie przyjęłam kwiaty w swe ramiona.
-Cieszę się, że ci się podobają.- kiedy Omar mówił patrzył mi prosto w oczy. Ja również zawsze gdy z kimś rozmawiam muszę utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. W jego oczach zobaczyłam ciekawe lśnienie.
-Może się przejdziemy?- zaproponował Omar.
-Jasne.- skinęłam głową. Ruszyliśmy w stronę parku. Było tu o wiele mniej ludzi. Postanowiłam rozpocząć rozmowę.
-Jaki-
-Co my-
Roześmialiśmy się. Co za żenada. Nie jestem dobra w tych sprawach. Naszczęście Omar mnie wyręczył.
-Czym się interesujesz?
-Hm...no cóż...ogólnie to muzyką i sztuką.
-Czyżbym miał doczynienia z artystką?- roześmiał się.
-Z duszą artystki. Tylko zdolniści brak.- odwzajemniłam uśmiech.- A ty jakie masz pasje?
-Muzyka, taniec. Mam zespół z kumplami.
-Serio? Jaki?- w mojej głowie powstawała już wizja: Omar przy mikrofonie, ja za pianinem albo z notesem w ręku komponująca tekst. Jak zwykle baaardzo realne.
-The Fooo Conspiracy. Może coś o nas słyszałaś.- zamarłam. Czy ja się właśnie spoufalam z moim pracodawcą? Nie może się dowiedzieć, że dla nich piszę. Wyglądałoby to niezdrowo. Na pewno zaraz by ze mną zerwał. Przynajmniej tak to jest w filmach. Uspokoiłam się szybko.
-Super! Moja przyjaciółka mi o was mówiła. Bardzo was lubi.- Rosie faktycznie coś tam wspominała.
-Fajnie haha. A ty co robisz? Grasz gdzieś? Może śpiewasz?
Zastanowiłam się przez moment. Stwierdziłam, że nie będę kłamać.
-Gram na pianinie i skrzypcach. I czasem piszę....w chwili natchnienia.
-Wow serio artystka.- pokiwał z uznaniem głową.- Często miewasz te chwile natchnienia?- wypowiedział te słowa z namaszczeniem. Widocznie bawił go mój sposób mówienia. Roześmiałam się.
-Zdarza się.- rozglądnęłam się.- Gdzie my właściwie idziemy?
Zbaczaliśmy coraz bardziej ze ścieżki w jakieś chaszcze. Zaczęłam mieć dziwne przeczucia.
-Na skróty do kina.- odpowiedział Omar. Zlustrowałam gąszcz wzrokiem znawcy.Odetchnęłam z ulgą. To przecież tylko skrót. Idiotka ze mnie.
-Na jaki seans?
-Hmmm....pomyślmy. Dzisiaj grają horror, komedię i jakąś strzelaninę. Wybieraj.
-A tobie co najbardziej pasuje?- spytałam dyplomatycznie. Nie umiem dokonywać wyborów.
-Jesteś damą. Ty wybierasz.- dygnął lekko przede mną. Uśmiechnęłam się.
-Niech będzie komedia.

*

Po dwóch godzinach wypadliśmy z kina na ulicę. Nie mogłam przestać się śmiać. Film był wyjątkowo zabawny, ale najbardziej rozśmieszał mnie Omar. Czułam się cudownie. Cały czas żartowaliśmy. Od śmiania zrobiło mi się ciepło i szłam teraz z rozsuniętą kurtką. Z pewnością byłam też czerwona. Pomiędzy napadami nagłej głupawki, zerkałam dyskretnie na Omara. Był uśmiechnięty. Widocznie dobrze sie bawił. Po tych kilku godzinach spędzonych razem czułam się jakbym znała go od lat. Był taki prosty ,,w użyciu"- miły, zabawny, inteligentny. Nie to co ja, mieszanka kilku osób, kilku charakterów. 
-Masz jakiś pomysł gdzie idziemy?- spytał, przerywając moje rozmyślania. Zastanowiłam się.
-Hmm....szczerze to nie. Chociaż możemy pojechać na Statuę.- wyrwało się to ze mnie zanim zdążyłam się powstrzymać. Lubiłam bardzo to miejsce. Było wprawdzie pełne od turystów, ale stamtąd rozciągał się taki piękny, malowniczy widok! Gdy byłam mała chciałam jeździć tam z rodzicami na okrągło. Obecnie byłam tam jakiś rok temu.
-W sumie czemu nie? Możemy popłynąć.- Omar przystał na mój pomysł. Zdziwiło mnie, że się tak często ze mną zgadza. Chyba, że robił to tylko z uprzejmości.
-Jeśli nie ch-
-Chcę, chcę!- roześmiał się.- Jakbym nie chciał, to bym powiedział.- Chodźmy! Mam znajomego, który nas tam przewiezie o wiele szybciej niż normalnie.
Ruszyliśmy w stronę łódek. Kupiliśmy bilety. Miałam ochotę zapłacić, ale Omar zrobił to za mnie.
-Damy nie płacą!- zawołał.
Weszliśmy na łódkę. Woda wieczorem była taka piękna. Falowała leciutko. W jej tafli odbijały się światła wierzowców. Pod  powierzchnią widać było srebrne łuski małych rybek. Płwały beztrosko, ścigając się raz w jedną, raz w drugą stronę. Istniał tam inny, magiczny świat.
-Czyżbym był świadkiem twojej chwili natchnienia?- zapytał Omar. Dopiero wtedy zorientowałam się co robię- pochylałam się nad wodą i wyciągałam w jej stronę rękę. Szybko ją cofnęłam. Łódka zachybotała się niebezpiecznie. Spadłam w tył i wylądowałam prosto w ramionach Omara. Zaczerwieniłam się.
-Sorki...
Śmiał się w najlepsze.
-Hahaha jesteś komiczna!
Uznałam to za komplement jednak przemilczałam komentarz, udając nadąsaną. To rozśmieszyło go jeszcze bardziej. Odwróciłam jego uwagę od tego, że ewidentnie mnie obejmował. Czułam jego silny i pewny uścisk. Wywoływał on we mnie poczucie bezpieczeństwa. Byliśmy podobnego wzrostu. Znacznie utrudniało to mi wtulenie się w jego kurtkę. Nie przeszkadzało mi to jednak zupełnie. I tak czułam się cudownie. Omar dopiero po chwili zorientował się, że mnie przytula. Lekko się zaczerwienił lecz nie wypuścił mnie ze swoich ramion.
Łódka dotarła do celu. Omar wysiadł z niej pierwszy i podał mi rękę. Stwierdziliśmy zgodnie, że chcemy wejśc wyżej. Zaczęła się nasza wędrówka na szczyt- latarnię. Po kilkunastu minutach w końcu dotarliśmy do celu. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Dookoła nas roztaczała się piękna panorama Nowego Yorku. Zapatrzyliśmy się w odległe światła, budynki, ludzi. Wszystko było takie piękne. Poczułam dotyk Omara. Wziął mnie za rękę. Obróciliśmy się do siebie. Nie potrzeba było żadnych słów. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował.

*
*
*

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział dwunasty

Witam wszystkich. Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce, która usunęła swojego bloga. Mam nadzieję, że to czytasz. Jeśli tak to wiedz, że jestem na ciebie wkurzona.

Elen' s pov.

Jakimś cudem wysiedziałam w szkole. Chwilami było ciężko. Czułam jak głowa opadała mi bezwładnie na ramiona. Szybko ją podnosiłam tylko po to, by za chwilę znów ją zwiesić. W dodatku cały czas chciało mi się kichać. W końcu minęły lekcje, a później koza. Z przerażeniem stwierdziłam, że mam tylko półtorej godziny do randki z Omarem. Cudownie. Wyszłam z sali powszechnie zwanej ,,Torturnicą." Nazewnątrz zobaczyłam Rosie. Czekała na mnie. Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
-A ty co tu robisz? Nie chciało ci się iść do domu?- zaśmiałam się.
-Hah miałyśmy się zemścić na Angeli. To jest warte poświęceń.
-Niestety to nie dziś. Muszę się przygotować. Idę na randkę z Omarem!!- zapiszczałam. I szybko skrytykowałam się w myślach- zachowuję się jak idiotka.
-Wow super. Gratulacje. No cóż zemsta może poczekać...trzeba cię zrobić na bóstwo!- powiedziała z akcentem rodem z reklamy proszku do prania. Wyjęła telefon.
-Co robisz?- zapytałam.
-Dzwonię po posiłki. Przyda nam się pomoc Hanny.
-Nie!! Ona ma ,,spotkanie" z Mattem. Nie chcę im przerywać...- zaprostestowałam.
-Matta ma na codzień. Ty codziennie się nie chajtasz.- mrugnęła do mnie.
Przyznałam jej cicho rację.
Po chwili we trójkę pędziłyśmy do mojego mieszkania. Gby dobiegłyśmy zasapane, szybko otworzyłam drzwi i wpuściłam dziewczyny do środka. Naszczęście było tu wmiarę czysto. Kumpele same się rozgościły- Rosie podeszła do szafy, a Hanna usiadła na kanapie. Jako ta, która miała z nas największe doświadczenie z chłopakami, pełniła ona tu rolę doradcy. Rosie wyjęła z szafy jakieś 10 moich sukienek.
-Przymierzaj.- powiedziała lakonicznie i wcisnęła mi je do rąk. Posłusznie wlazłam do łazienki. Już po chwili wyszłam z niej ubrana w to coś. Sukienka ewidentnie była przymała- jej rękawy sięgały mi łokci, materiał opinał mi się ciasno na dekolcie (ledwo oddychałam) i spod spodu widać mi było majtki.
-Hahahaha dalej! Wyglądasz jak dziwna postać z anime!- Hanna miała łzy w oczach.
-Chyba, że jesteś bardzo zdesperowana.- Rosie turlała się po podłodze ze śmiechu. Poczułam się skompromitowana. Łypnęłam na nie spode łba. Szybko wlazłam do łazienki. Wyszłam z niej znowu jako ktoś inny. Zaprezentowałam się z gracją dziewczynom. Sukienka sięgała mi do kolan. Miała fioletowy kolor i kołnierzyk pod szyją. Rękawy był długie. Całość wyglądała dość oldschoolowo.
-Yyyy..... nie. Trochę zbyt staroświecka.- rzekł nasz ekspert. Weszłam z powrotem do łazienki. Mam tak mało czasu!!

-
-
-

Omar's pov.

Od rana jeździliśmy z Oscarem po mieście. Było świetnie! Wszyscy się zrelaksowaliśmy i powygłupialiśmy. Nawet Oscar zapomniał o swych zmartwieniach. Bawił się razem z nami.
Nieuchronnie zbliżał się czas mojej randki. Przed nią muszę jeszcze wpaść do ,,domu" i się przygotować. Później podjadę na Time Square tak jak ustaliliśmy.
Czas dalej mijał. Była 15:30. Muszę się wymsknąć. Nie chcę jednak by chłopcy się zdenerwowali. Cholera.
-Wiecie co? Ja chyba wracam do hali.- odezwał się Oscar. Uff. Wyręczył mnie. Chłopcy nie podzielali jego zdania. Idealna szansa.
-Pójdę z tobą.- zadeklarowałem szybko. Oscar się ucieszył, Felix i Ogge też. Wszyscy szęśliwi. Stwierdzili, że jeszcze pospacerują. My ruszyliśmy w stronę hali.
Po kilku minutach już tam byliśmy. Wjechaliśmy do środka. Oscar od razu zajął się komputerem więc nawet nie zwracał uwagi na to co robię. Zapytałem go czy nie będzie mu przeszkadzać jeśli wyjdę, po czym opuściłem mieszkanie. Wątpiłem czy to w ogóle zauważył.
Miałem zamiar pojechać naszym wozem, ale stwierdziłem, że lepiej będzie jeśli użyję zwykłej taksówki. Szybko ją złapałem. Tym razem nie zapomniałem o kwiatkach- trzymałem właśnie w rękach piękny i wyjątkowo okazały bukiet róż. Miałem nadzieję, że spodoba się on Elen. Wpatrywałem się w okno taksówki zastanawiając się czy postępuję właściwie. Wydawała mi się ona miłą dziewczyną. Była także ładna. Nie wiedziałem jednak czy będzie z tego coś większego. W moich myślach pojawiło się właśnie bardzo niezręczne pytanie: W takim razie po co? Nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. Z jakiegoś powodu czułem, że muszę tam pojechać. Muszę się z nią spotkać.
-Jesteśmy na miejscu.- głos taksówkarza wyrwał mnie z zamyślenia.
-OK. Dziękuję.- odpowiedziałem niepewnie. Z trudem otworzyłem drzwi. Na placu roiło się od ludzi. Ciężko było znaleźć miejsce, w którym można by było spokojnie stanąć, nie narażając się na potrącenie lub uderzenie łokciem w twarz. Westchnąłem. Jak ja ją tu znajdę?
-Płaci pan 10$.- znów wtrącił się taksówkarz. Wyciągnąłem kasę i mu ją wręczyłem. Odjechał. Stałem bezradny i nieco zmieszany pośród wielkiej masy ludzi. Byłem dziesięć minut przed czasem. Elen pewnie jeszcze nie przyjechała. Stwierdziłem, że ulokuję się pod jakimś drzewem. Stał tam już spory tłumek, ale według moich ,,kalkulacji" ja powinienem się jeszcze wcisnąć.
Zastanawiałem się jak wyglądać będzie Elen. Ja byłem ubrany w białą koszulkę (oczywiście przykrytą kurtką) i jeansy. Nie chciałem przesadzić z elegancją, ale także wyglądać na niechluja. Stwierdziłem, że to najbardziej odpowiedni zestaw.
Zbliżał się czas naszego spotkania. Rozglądałem się po tłumie, miejąc, prawdę mówiąc, niewielkie szanse, że ją wypatrzę. Właśnie miałem sięgać po telefon do kieszeni gdy nagle coś, a raczej ktoś, przykłuł moją uwagę. Dziewczyna była piękna. Miała na sobie czerwoną, koronkową sukienkę, kozaki oraz brązowy płaszczyk. Jej włosy delikatnie powiewały na wietrze. Wyglądała olśniewająco. Szybko odsunąłem od siebie te myśli. Jestem przecież umówiony na randkę. Nie będę fantazjował o innych kobietach. Idiota.
Zaskoczony zauważyłem, że piękność zbliżała się w moją stronę. Przykłuwała ona wzrok wielu mężczyzn, którzy z ciekawością się jej przyglądali. Pomimo jej wyglądu wydawała się być dość nieśmiała- szybko wymijała przechodniów i ,,szerokim" łukiem obchodziła wpatrzonych w nią facetów. Podchodziła coraz bliżej. Poczułem, że moje nogi stają się miękkie. Zobaczyłem, że na mnie patrzy. Natychmiast zarumieniłem się.
-Cześć Omar!- powiedziała Elen.

*
*
*

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział jedenasty

Oscar' s pov.

Wstaliśmy dzisiaj dość późno. Spało mi się bardzo dobrze. Po tych lekach noga bolało mnie o wiele mniej, a czasami całkiem zapominałem o bólu. Niestety gips skutecznie utrudniał mi poruszanie- nie wychodziłem z hali. Ba nie ruszałem się nawet z łóżka.
Ciągle myślałem o Elen. Moją nową obsesją stało się sprawdzanie umieszczonego w internecie ogłoszenia. Robiłem to średnio co pół godziny. ,,Pasujących" do mojego opisu nie brakowało. Przez noc nazbierało się ich 5 tysięcy. Większość osób odrzucałem po kilku sekundach- wystarczyło spojrzeć na zdjęcie. Na prawdę pasujących znalazłem 50. Jednak żadna z nich nie była Elen. Jedne miały zbyt zadarty nos, drugie bardziej wąskie usta lub całkiem inne rysy twarzy. Wkrótce skończyłem. Z rozpaczą stwierdziłem, że jej nie ma.
-Ej stary zostaw w końcu tego laptopa!- odezwał się Felix wyrywając mnie z zamyślenia.- Idziemy na miasto!
Popatrzyłem na niego dziwnie.
-To raczej beze mnie. Jak widzisz tymczasowo jestem kaleką.
Roześmiał się.
-No właśnie w tej sprawie...
-Ta da!- do pokoju wkroczyli Omar i Ogge. Musiałem dwa razy się upewnić czy to co trzymają w rękach jest tym co na prawdę myślę. Był to spory wózek inwalidzki.
-Oto twój tron!- roześmiał się Omar.
-Nie mam zamiaru na to wchodzić.- odpowiedziałem posępnie. Popsuli mi jeszcze bardziej humor.- Nie chcę być uważany za nieudacznika.
-Ogarnij się Oscar! Wsiadaj na to już!- zakomenderował Felix.- To wózek króla, nie ofiary.
Popatrzyłem na niego. Niestety mówił poważnie.
-O co wam chodzi? Nie chcę być dla was ciężarem.
-Oscar przecież nie jesteś!- zawołał Ogge.- Chcemy w końcu gdzieś z tobą wyjść. Nie możesz tu wiecznie siedzieć.
Westchnąłem. W myślach przyznałem mu rację. Minęły wprawdzie dopiero dwa dni, ale czułem, że dłużej tu nie wytrzymam.
-No dobra.- odpowiedziałem.
Ucieszyli się. Natychmiast pomogli mi wejść na wózek.
-No to ruszamy na poszukiwanie przygód!- wykrzyknął Omar.

-
-
-

Elen' s pov.

Tak się cieszyłam! Z podekscytowania nie spałam pół nocy. Rano zaspałam z powodu braku budzika. Wstałam jednak i miałam wrażenie, że unoszę się w powietrzu ze szczęścia. ,,Frunąc" nad ziemią szybko ubrałam się i wyszłam z domu. Z roztargnienia zapomniałam wziąć czapki. Trudno. To się teraz nie liczyło. Myślałam o tym w co się ubrać i jak pomalować żeby się podobać Omarowi. Wciąż był grudzień i nie było zbyt ciepło więc sukienka raczej nie wchodziła w grę. Chyba, że założę grube rajstopy. Z drugiej strony nie wiedziałam czy takie mam. Nie chcę wyglądać jakbym się za bardzo starała, ale mimo wszystko muszę się postarać. I to bardzo. Dawno nie byłam na randce. Na tą myśl zakłuło mnie w sercu. Przypomniałam sobie mojego byłego. Miał na imię Tom. Był bardzo przystojnym i mądrym chłopakiem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nasz związek był długi- chodziliśmy razem przez rok. Wszystko wydawało mi się wtedy takie idealne i kolorowe. Niestety w rocznicę naszego pierwszego spotkania, okazało się, że kręcił na boku z Angelą. Po tym wydarzeniu przeżywałam długą i głęboką traumę. Zawsze uznawałam wyższość Angeli nade mną pod względem wyglądu. Naszczęście przewyższałam ją w sprawach intelektualnych. Widocznie Tom uznał wygląd za ważniejszy. Zastanawiałam się czy tak samo będzie z Omarem. Czy zostawi mnie po roku znajomości? Czy może spławi mnie na samym początku? Miałam nadzieję, że nie.
Nagle uderzyłam w coś stopą. Potknęłam się. Nie zdążyłam zapanować nad sytuacją. Spadłam na ziemię. A dokładnie- prosto w śnieg. Poczułam, że mokną mi ubrania. Czułam także ból spowodowany upadkiem.
-Hahahaha. Uważaj jak leziesz!- usłyszałam pogardliwy śmiech. Od razu go poznałam- to była Agela. Wszystko nagle stało się jasne. Szybko się podniosłam, starając zachować chociaż resztki mojej godności. Angela i jej świta stały obok mnie. Domyśliłam się, że któraś z nich podstawiła mi nogę. Co za idiotki.
-Bawi was to?! Nie macie nic innego do roboty?
Zaczęły się śmiać. Znów. Chyba kiedy nie wiedzą co powiedzieć śmieją się. Nie miałam zamiaru tracić więcej czasu. Podniosłam plecak z ziemi i je wyminęłam. Kiedy już wchodziłam do szkoły, poczułam, że ktoś mocno złapał mnie za rękaw. Odwróciłam się. Stałam twarzą w twarz z jakimś facetem.
-Gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać.- był to jakiś mięśniak. Wyglądał jakby brakowało mu piątej klepki. Od razu skojarzyłam go z Angelą- to pewnie jej nowa ,,zabawka."
Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
-W ogóle nie zaczęliśmy rozmawiać. I już nie zaczniemy.
Szarpnęłam z całej siły ręką. Jakimś cudem wyrwałam się z jego uścisku. Szybko pobiegłam w kierunku szafek. Wyjęłam książki i wbiegłam do klasy.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie!- powiedziałam zasapana.
Nauczycielka spojrzała na mnie krzywo.
-Elen wiesz, że jest już 25 minut po dzwonku?
Zdębiałam. Cholera. To przez te idiotki na polu. Całkowicie straciłam poczucie czasu.
-Yyyy...bardzo przepraszam.
-Przykro mi. Będziesz musiała zostać dzisiaj po lekcjach.
Nie. No bez jaj! Tylko nie dziś! Spojrzałam z nadzieją na nauczycielkę. Po jej minie wnioskowałam, że nie mogę się z nią targować. Poddałam się.
-Dobrze.
Usiadłam w ławce. Rosie spojrzała na mnie pytająco. Szybko zobaczyła moje zamoczone rzeczy. Załapała, że chodzi o Angelę. Przysunęła się do mnie.
-Dorwiemy ją.- szepnęła. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością.
-No to wojna.- odpowiedziałam.

-
-
-

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział dziesiąty

Elen's pov.

Było świetnie. Pochodziliśmy sobie po Nowym Yorku, śmiejąc się i rozmawiając. Wyciągnęliśmy nawet Rosie, która zwykle lubi zaplanowane wyjścia i raczej nie przepada za improwizacją. Wszyscy dobrze się bawiliśmy. Połaziliśmy po galeriach i poprzeciskaliśmy się przez zatłoczone ulice w godzinach szczytu. Podsumowując było super oprócz jednego szczegółu- zaczęły mnie znów piec oparzenia. Stwierdziłam jednak, że wytrzymam.
Poszliśmy do parku. Z zachwytem przyglądałam się ośnieżonym drzewom. Były takie piękne! Pospacerowaliśmy trochę, co chwilę rzucając w siebie śnieżkami. Byłam okropnym strzelcem, tak więc szybko stałam się celem wszystkich ataków. Miałam skostniałe palce, bo przemokły mi rękawiczki, a moją twarz pokrywały rumieńce. Musiałam wyglądać okropnie.
Hanna i Matt odłączyli się od nas zaraz po wizycie w parku. Rosie także powiedziała, że wraca do domu. Wkrótce zostałam sama. Pieczenie moich łusek nasilało się. Byłam zbyt daleko  mieszkanka- do głowy przychodziła mi moja kawiarnia. Była najbliżej. Jest tam mała łazienka dla klientów, o której istnieniu rzadko kto wie. Stwierdziłam, że to najlepszy pomysł. Przy okazji może coś napiszę..... Popędziłam, by przemyć moje pęcherze zimną wodą. Weszłam do środka. Zrzuciłam z siebie kurtkę. Zamówiłam herbatę (tym razem) i ukradkiem przemknęłam do łazienki. Było to małe pomieszczenie z kabiną, zlewem i lustrem. Zdjęłam chustkę z szyji. Okazało się, że to nie wystarczy- bluzka ciągle zasłaniała większość oparzeń. Nie namyślając się długo ściąnęłam ją. Na szczęście nie było tu zimno. Szybko podeszłam do kranu. Puściłam wodę. Zamoczyłam w niej ręce i przemyłam nią dekolt. Poczułam ulgę. Przyjrzałam się sobie w lustrze i stwierdziłam, że pęcherzyki trochę się zmniejszyły. Jeeej! Może niedługo będę się mogła umówić z Omarem? Mam nadzieję. Codziennie rozmawialiśmy. Niestety były to bardzo krótkie rozmowy. Miałam wrażenie, że mnie zbywał. Zasmucało mnie to okropnie. Ale przecież to on rozpoczynał nasze konwersacje. Nikt go do tego nie zmuszał. Gdyby nie chciał do mnie pisać, nie musiałby. Ten argument pozwalał mi wierzyć, że moje podejrzenia to tylko głupie spekulacje. Oby.
W tej chwili otworzyły się drzwi i ujrzałam twarz Rubena. Odruchowo zakryłam się rękami. Cholera! Jaka ze mnie idiotka.
-Yyyy...przepraszam.- oblał się rumieńcem i odwrócił się.
-Co ty tutaj robisz?!- zapytałam z pretensją w głosie. Jakby to on był winny temu, że stoję rozebrana na środku publicznej łazienki. Szybko sięgnęłam po bluzkę i zaciągnęłam ją na siebie. Co za wstyd.
-Ja...pomyliłem drzwi.- wymamrotał.- Przepraszam!- powiedział i natychmiast wyszedł. Świetnie. Co to miało być? Jestem kretynką. Mogłam chociaż zamknąć drzwi! Jakoś o tym nie pomyślałam. Zamyśliłam się tylko na chwilę... Swierdziłam, że jestem już dostatecznie skompromitowana. Ubrałam kurtkę, zapłaciłam za nietkniętą herbatę (coż za bezsensowne marnowanie pieniędzy) i wyszłam nazewnątrz. Popędziłam do domu. Czułam się okropnie! Mam nadzieję, że Ruben nie widział zbyt wiele.... Szybko weszłam do domu. Rozebrałam się. Usiadłam do laptopa. Dawno nie pisałam. Najlepiej wychodziło mi to pod wpływem emocji.Miałam zamiar sprawdzić czy uda mi się to gdy byłam zażenowana. Gdy weszłam na internet zobaczyłam, że na mojej skrzynce znajduje się jakaś wiadomość. Od Marii. Szybko ją przeczytałam. Okazało się, że wyjazd do Szwecji odbędzie się dopiero w styczniu. Haha! Mam jeszcze miesiąc życia! Cudowna wieść. Dziwne, że Maria napisała maila- nie mogła po prostu zadzwonić? Co by było gdybym nie weszła na pocztę? Idiotyczne rozwiązanie. Widocznie nie chciała się fatygować. Wylogowałam się i zaczęłam pisać.

-
-
-
Oscar's pov.

Chłopcy szybko wrócili. Tak jak obiecali. Kupili jakieś leki przeciwbólowe. Natychmiast je łyknąłem w nadziei na poprawę. Przynieśli także sushi. Nie przepadałem za nim, ale nie narzekałem. Wszyscy byliśmy głodni.
Zastanawiałem się co teraz zrobimy. Jeśli nie będę ćwiczył nie wystąpię w teledysku. W naszym teledysku. Omar żartował, że posadzą mnie na złotym tronie i będą wokół mnie tańczyć. W sumie to miałoby sens. Ogge twierdził, że najlepiej wynająć dublera. Miałby on mnie udawać. Uznałem ten pomysł za chory- nie mam zamiaru oszukiwać naszych fanów. Felix natomiast ciągle wierzył, że  do tego czasu wyzdrowieję. Trzymałem go za słowo.
Myślałem o Elen. Zastanawiałem się czy istnieje chociaż cień szansy, że ją jeszcze raz zobaczę. Nie miałem pojęcia jak ją odnaleźć. Chodzenie po ulicach rzeczywiście było bez sensu. Teraz było to dla mnie wręcz niewykonalne. Myślałem o umieszczeniu w internecie jednego z tych ,,zabawnych ogłoszeń." Zdesperowani ludzie pisali tam kogo poszukują- opisywali jego wygląd i zachowanie oraz to gdzie go ostatnio widzieli. Ten pomysł wydawał mi się głupawy jednak nie miałem innego wyjścia. Z nadzieję napisałem to ogłoszenie i umieściłem je na stronie. Miałem nadzieję, że to coś da.

-
-
-
Omar's pov.

Wcinaliśmy sushi. W sumie nie było takie złe. Oscar wydawał się szcześliwy. Może mniej go bolało.
Poczułem wibracje mojego telefonu w kieszeni. Ukradkiem wyjąłem go i spojrzałem na ekran. Wiadomość od Elen. Uśmiechnąłem się. Po mojej sprzeczce z chłopakami w szpitalu, starałem się ją odstawić na drugi plan. W końcu moi kumple byli od niej ważniejsi......teoretycznie. Miałem zamiar zerwać z nią kontakt. Nie zrobiłem tego jednak. Z jakiegoś powodu chciałem koniecznie ją bliżej poznać.
,,Hej co tam u ciebie?"- napisała.
,,W porządku. Jak się czujesz?"
,,Ok. Jest już coraz lepiej. Oparzenia prawie zanikły."
Ucieszyłem się. W sumie minęły dopiero dwa dni, ale....
,,To super! W takim razie może się spotkamy?"
Nie za bardzo wiedziałem co robię.
,,Jasne! Kiedy ci pasuje?"
Zgodziła się. Uffff.
,,Jutro o 18?"
,,A nie mogłoby to być wcześniej? Tak o 16 na Times Square?"
Miałem ochotę się roześmiać. Co ona znowu wymyśliła?
,,Ok może być haha. Skąd ten pomysł? Będzie tam bardzo tłoczno o tej porze."
,,Ok to super! Tak jakoś...."
Niezbyt zrozumiałem o co jej chodzi, ale dyplomatycznie zgodziłem się. Lubiłem jej dziwne pomysły.
Chłopcy stwierdzili, że czas na próbę. Położyłem telefon na toaletce. Zaczęliśmy tańczyć.

*
*
*

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział dziewiąty

Elen's pov.

Weszłam do klasy i szybko zajęłam swoje miejsce. Byłam podekscytowana- chciałam zobaczyć moje przyjaciółki, które wczoraj były na wycieczce. Miałam zamiar zasypać je opowieściami o tym dość nieszczęśliwym dla mnie weekendzie, ale przede wszystkim- o Omarze. Usiadłam obok jednej z moich kumpeli- Rosie. Była to dziewczyna o włosach w kolorze ciemnymblond i zielonych oczach. Przyjaźniłyśmy się od podstawówki. Rosie była bardzo mądra, a ja dziwna. Jakimś cudem tworzyłyśmy zgrany zespół. Ona interesowała się przedmiotami ścisłymi, ale także plastyką.  To ostatnie było naszą wspólną pasją.
-Hej. Zaspałaś?- powiedziała z uśmiechem Rosie.
-Cześć. Tak jakby.- odpowiedziałam. Rosie niecierpi Angeli tak samo jak ja i napewno by się zdenerwowała gdybym jej powiedziała o ataku naszego wroga. Postanowiłam o tym nie wspominać. Niestety jak to zwykle bywa u przyjaciół, Rosie sama się domyśliła o co, a raczej o kogo chodzi.
-Co ta idiotka znowu zrobiła?!
-Nic takiego. Przetrzymała mnie chwilę na dole i tyle.- zapewniłam ją natychmiast.
-Co za kretynka.
-Taaa.
Rozejrzałam się po klasie. Trzy ławki za mną siedziała moja druga przyjaciółka, Hanna. Właśnie upinała swoje kręcone, brązowe włosy w kucyka. Zobaczyła mnie i pomachała. Skończyło się to tym, że musiała robić sobie fryzurę ponownie. Obok niej siedział jej chłopak Matt, który również należał do naszej paczki. Był to przystojny szatyn o niezwykłym spojrzeniu. Nie widział mnie, bo przyglądał się z rozbawieniem wkurzonej Hannie. Co za sadysta. Haha.
Lekcja matematyki była baardzo nudna. Tak samo jak angielski i reszta dzisiejszych zajęć. Czekałam z niecierpliwością na ich koniec żeby pogadać z dziewczynami. Po pięciu godzinach męk spełniło się moje marzenie. Wybiegłyśmy z klasy i zaczęłyśmy gadać. Dziewczyny wiedziały już o mojej katastrofie z laptopem (Hanna spytała, czy Oscar był przystojny, co mnie z jakiegoś powodu rozwścieczyło), o mojej, kolejnej zresztą wpadce, tym razem w kawiarni i o oparzeniach.
-Oparzyłaś się?!- Rosie wydarła się na pół korytarza. Naszczęście większość uczniów znajdowała się już na dworze.
-Boże nie drzyj się! Tak.
-Serio? Boli cię??- zapytała Hanna.
-Nie, już jest lepiej.
-Zakochałaś się w facecie, ktory cię oblał wrzątkiem? Wow na serio jesteś dziwna.- powiedziała Rosie. Popatrzyłam na nią smutnymi oczami.- Hahahahah wiesz, że żartuję.
-No wiem. Nie reaguj na to tak gwałtownie, bo nie chcę żeby o tym wiedziało pół szkoły.
-Hahahaha za późno.- zza zakrętu wyłoniła się Angela. Super.
-Czego chcesz?- zapytała Hanna, którą tak samo jak nas denerwowała ta idiotka.
-Trochę grzeczniej się odzywaj kudłata.- powiedziała z drwiną w głosie ta idiotka.
-I wice wersa lafiryndo.- do akcji wkroczył Matt, który nie miał zamiaru dać obrażać swojej dziewczyny. Angeli zbladła mina. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś się jej przeciwstawia. A szczególnie chłopcy- większość z nich śliniła się patrząc na jej push-up niczym na azteckie złoto.
-Możesz już stąd iść?- kontynuował nasz bohater. Chuiaua została właśnie przebita mieczem przez rycerza w lśniącej zbroji. Tak właśnie widziałam Matta w mojej wyobraźni. Ratował on osoby, które kochał przed wrednymi kretynkami. W tym przypadku my znalazłyśmy się w ogniu jego ,,miłości"- marsjanka, naukowiec i jego wybranka. Cóż za trio.
-Haha. Jesteście żałośni.- prychnęła Angela po czym odwróciła się na pięcie i zostawiła nas w błogim, świętym spokoju. Odetchnęliśmy z ulgą.
-Och dzięki ci nasz wybawco!- ukłoniłam mu się głęboko z uśmiechem. Dziewczyny zaczęły się śmiać.
-Haha nie ma za co.- odpowiedział Matt.- Nienawidzę tej jędzy.
-To chyba nasza wspólna cecha.- Hanna też wydawała się rozbawiona.
-No, skoro już zostałyśmy uratowane, to może wyskoczymy sobie razem na miasto?- zaproponowałam.
-Hmm ja nie wiem czy mogę....- Rosie jak zwykle nie chciała nigdzie iść.- Umówiłam się z siostrą....
-No weź nie daj się prosić! Idziemy już! W tej chwili!- rozkazałam, po czym złapałam ich za kurtki i wypchnęłam ze śmiechem ze szkoły.

-
-
-
Oscar's pov.

Czuję się bardzo źle. Przeze mnie chłopcy są smutni i niewyspani. Podobno przez całą noc pojękiwałem z bólu. Budziłem się co chwilę. Noga okropnie mnie bolała. Miałem ją usztywnioną w jakiegoś rodzaju gipsie, ale wciąż odczuwałem mrowienie. Jestem beznadziejny. Nasz wyjazd do Szwecji został przesunięty o kolejne dwa tygodnie więc odbędzie się za miesiąc. W styczniu. Opóźniony przeze mnie. Nie możemy ćwiczyć- przeze mnie. Omar, Ogge i Felix są smutni- przeze mnie. Boli mnie noga- przez moje roztargnienie.
-Oscar przestań się w końcu obwiniać!- powiedział Felix. Zupełnie jakby czytał mi w myślach.- Nic się nie stało.
-No właśnie. Najwyżej będziesz tańczył w gipsie.- zaśmiał się Omar.
-Najgorsze jest to, że cię boli.- powiedział zatroskany Ogge.- Pójdziemy zaraz do apteki i kupimy ci jakieś proszki.
-Dobry pomysł! Ok Omar zbieraj się! Wychodzimy.- zarządził Felix.
-Czy ja w ogóle mam coś do powiedzenia?- zapytałem.
-Nie.- odpowiedzieli zgodnie razem i roześmiali się.
-Poczekasz tu sobie chwilę.- powiedział Ogge.- Wrócimy z lekami i z jakąś chińszczyzną. Już pora na obiad.
-Supcio! Mi pasi- sushi trzeci dzień z rzędu.- marudził Omar.
-Wolałbyś meksykańskie żarcie?- spytał Felix.- Nie wychodziłbyś z łazienki przez tydzień. Haha.
-To pa Oscar!- pożegnał mnie Ogge, przerywając ich dyskusję.
-Cześć.- odpowiedziałem. Żadna próba protestu tutaj nie zadziała. Cierpliwie na nich zaczekam.

*
*
*

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział ósmy

Felix's pov.

Pojechaliśmy do szpitala. Strasznie się martwię. Oscara okropnie bolało. Zanieśli go na jakiś noszach do sali. Mieliśmy tam nie wchodzić żeby nie przeszkadzać. Ze zniecierpliwieniem staliśmy pod pokojem. Przechodziła tam jakaś pielęgniarka. Zatrzymała się i uśmiechnęła się do Omara.
-Ty znowu tutaj?
-No cóż wypadki chodzą po ludziach...
-Jak tam twoja dziewczyna?
Zamurowało nas. Omar kogoś ma?
-Yyy....w porządku.- był zmieszany.
-Pożycz jej zdrowia.
-Dziękuję.
Pielęgniarka odeszła. Spojrzaliśmy na niego pytającym wzrokiem. Nie odezwał się. Staliśmy przez chwilę w milczeniu.
-Omar masz dziewczynę?- zapytał w końcu Ogge.
-Ja......nie.
-To o co chodziło tej pielęgniarce?- naciskał.
-To długa historia..
-Mamy czas.- powiedziałem.
Omar westchnął.
-Pamiętacie kiedy poszliście z Oscarem szukać jego laski? Ja wtedy poznałem kogoś.
-Co?!- wykrzyknęliśmy.
-Czy dobrze rozumiem: nie chciałeś pomagać Oscarowi, bo byłeś zajęty szukaniem sobie dziewczyny?!- zapytałem.
-Co? Nie....to nie tak.
-To może nam wytłumaczysz jak?- zdenerwowałem się.
-Ja...yyyyy....
-Wiesz jak mu zależy na znalezieniu jej. Omar to przecież twój przyjaciel! Nie mogłeś mu po prostu pomóc?- nie rozumiałem go.
-Ja.....przepraszam- Omar się poddał.- Powinienem wam pomóc.
Popatrzyliśmy na niego. Poczułem się źle, że tak na niego naskoczyłem. Chciałem go przeprosić, ale wtedy otworzyły się drzwi do sali. Wyszedł stamtąd lekarz. Podeszliśmy do niego.
-Wasz kolega ma skręconą kostkę. Bandaże trzeba zmieniać codziennie. Nie może zbytnio nadwyrężać nogi. Za jakiś miesiąc wszystko powinno wrócić do normy.
Wytrzeszczyliśmy oczy.
-Za...za miesiąc?- wyjąkałem.
-Tak. Raczej do tego czasu wyzdrowieje.
Doktor odszedł. Załamaliśmy się.
-Co z wyjazdem do Szwecji?- spytał Ogge.
Nikt nie odpowiedział. Teraz cała podróż stanęła pod znakiem zapytania. Wiadomo było, że z tańczenia nici. Byliśmy zszokowani.
-Wiecie mogło być gorzej.- odezwał się Omar.- Mógł ją złamać. Teraz wyjazd nie jest najważniejszy. Najwyżej go przesuniemy.
Miał rację. Skinąłęm lekko głową. Weszliśmy do pokoju. Oscar leżał na łóżku.
-Jak się czujesz?- spytał Ogge.
-Nadal boli, ale już lepiej.-powiedział Oscar. Widać było, że kłamie.- Przepraszam was. Przeze mnie nie polecimy do Sz-
-Weź przestań stary!- przerwał mu Omar.- Przecież to nie twoja wina.
-A czyja? To ja skręciłem kostkę.
-To mogło sie zdarzyć każdemu z nas.- powiedziałem.- Weź się w garść i przestań się obwiniać za niewiadomo co.
Spuścił wzrok. Cholera. Nie wiem dlaczego jestem dzisiaj taki zdenerwowany.
-Najwyżej polecicie sami. Ja tu zostanę.
-Co ci odbija?! Nigdzie bez ciebie nie polecimy.- Omar chyba też się wkurzył.- A teraz masz odpoczywać i się o nic nie martwić.
Oscar westchnął.
-Powiedzieli, że wypiszą mnie wieczorem.
-W porządku. Poczekamy na ciebie.
-Przecież nie będziecie tu tyle siedzieć.- powiedział Oscar.- Idźcie do-
-Nie Oscar nigdzie nie idziemy. Poczekamy na ciebie.- powtórzyłem tracąc już cierpliwość.- A ty tu zostaniesz i poleżysz.
-To rozkaz.- dodał z uśmiechem Omar.
Atmosfera stała się trochę mniej napięta.
-No to ustalone! Odpoczywaj.- powiedział Ogge.
Wstaliśmy i szybko się oddaliliśmy zanim Oscar zdążył zaprotestować. To będzie długa noc.

-
-
-

Elen's pov.

Słońce wdzierało mi się przez zasłony do pokoju niczym zawistny ninja, któremu zależy tylko na tym by mnie zdenerwować. Wychodziło mu to świetnie. Sięgnęłam po poduszkę i przywaliłam nią sobie w twarz. Skutecznie odpierała ataki wojownika. Aaaaa w końcu mogłam spać. Uśmiechnęłąm się do siebie. Nagle zadzwonił budzik. Cholera! Teraz to się wkurzyłam. Ninje osiągnęły swój cel.
Wstałam i walnęłam z całej siły w budzik moją poduszką. Spadł na podłogę i roztrzaskał się na płytkach. Jezu co ja wyprawiam? Zebrałam resztki budzika i położyłem je na szafce nocnej. Szybko wygrzebałam z szafy jeanse i bluzkę z długim rękawem. Na szyje planowałam zarzucić jakąś chustkę. Ogarnęłam swoje włosy i twarz po czym wrzuciłam do plecaka śniadanie, ubrałam kurtkę i buty i wybiegłam z mieszkania.
Do szkoły dotarłam w 10 minut. Akurat na czas. Weszłam do środka. Po przebraniu się poszłam w stronę szafek. Wyjęłam kluczyk z plecaka. Miałam właśnie otworzyć szafkę gdy jej drzwiczki przygniotła czyjaś ręka z paznokciami pokrytymi różowymi tipsami. Cudnie.
-Wybierasz się gdzieś dziwadło?- usłyszałam drwiący głos Angeli. Była to blondynka mojego wzrostu. Cechował ją kompletny brak biodek i ogromne miseczki push-upu wypychające jej koszulkę. Nie dało się pominąć tego detalu. Otaczała ją grupa dziewczyn o takim samym poziomie inteligencji. Była ona w drużynie cheerleaderek i uważała się za królową wszechświata. W moich wyobrażeniach przypominała małą, rozwydrzoną chiuaue, ubraną w różową spódniczkę. Była do niej całkiem podobna.
-Tak idę na lekcje.
-Hahahaha nigdzie nie pójdziesz.
-Założymy się?- nie mam czasu na sprzeczki z tą idiotką. Bez trudu wyszarpnełam drzwiczki z jej uścisku. Spojrzała na mnie jak oparzona.
-Co ty wyprawiasz?! Jeszcze tego pożałujesz.- powiedziała z pretensją w głosie.
-Już się boję.- wymsknęło mi się.
-Powinnaś.- syknęła i odeszła. Za nią poczłapała jej asysta. Jak narazie dzień zapowiada się cudownie.

*
*
*