Elen's pov.
-Całowaliście się?!- Hanna powtarzała to już piąty raz. Rozglądnęłam się po uczniach. Nikt nie zwrócił na nas uwagi.
-Tak. Możesz w końcu przestać? Nie chcę żeby wiedziało o tym pół szkoły.
Rosie zachichotała. Obie zachowywały się jak pokręcone- skakały wokół mnie domagając się opisu mojej randki. Cierpliwie po raz trzeci opowiadałam o zdarzeniu na Statule. Słuchały z zapartym tchem. Popatrzyłam na nie krzywo.
-Weźcie się ogarnijcie.
-Ale Elen!!! To super!! W końcu kogoś masz!- stwierdziła Rosie. Uśmiechnęłam się. Przepychałyśmy się między uczniami, starając się dojść do szafek. Gdy się nam udało, zabrałyśmy książki i pobiegłyśmy na lekcje.
Dzisiaj znowu nie mogłam się skupić. Wracałam myślami do mojego spotkania z Omarem. Było cudownie.... chciałabym to powtórzyć. Z drugiej strony czułam nawracające wyrzuty sumienia: Omar nie wiedział, że dla nich piszę. Nie wiedziałam jak na to zareaguje. To w sumie nic wielkiego, ale..... co jeśli pomyśli, że umawiałam się z nim tylko po to żeby mnie zatrudniali? Miałam nadzieję, że nie wpadnie na taki głupi pomysł.
Od wczoraj czułam się niezbyt dobrze. Chyba się przeziębiłam. Od czasu do czasu przechodziły mnie dreszcze i ciągle kichałam. Cieszyłam się, że nie stało się to w dniu mojej randki z Omarem, bo wtedy z pewnością musiałabym ją przełożyć.
Kiedy lekcje w końcu dobiegły końca zdecydowałyśmy, że pójdziemy na spacer. Nawet Rosie na to przystała. Widocznie chciała słuchać moich dalszych opowieści o randce. Stwierdziła również, że musimy obgadać naszą zemstę na Angeli. Początkowo myślałam, że nie wzięła tego na seio- właściwie to co miałyśmy jej zrobić? Zamordować ją i ukryć jej ciało w koszu na śmieci? Kiedy tak o tym rozmyślałam, doszłam do wniosku, że ona nic takiego mi nie zrobiła. Owszem była wredną i głupią blondynką (nie popieram wierzenia w stereotypy, chodzi tylko o kolor jej włosów), ale to chyba jej jedyna ,,wina." Kilka razy miałyśmy spięcia, ale w sumie kto ich nie miewa? Nie jestem typem osoby mściwej. Byłam gotowa jej to przebaczyć.
Po wyjściu ze szkoły stwierdziłyśmy, że pójdziemy do ,,mojej" kawiarni. Było tam na tyle cicho, że mogłyśmy spokojnie porozmawiać bez konieczności przekszykiwania hałasu ulicznego. Tam też się skierowałyśmy.
-No, to opowiadaj.- powiedziała Hanna dzisiaj już piąty raz, siadając na mojej ulubionej kanapie. Westchnęłam.
-No więc wyszliśmy z kina...
-Kto wybierał film?- przerwała mi natychmiast Rosie.
-No ja. I potem poszliśmy..
-A na tym filmie Omar dawał ci jakieś znaki?- spojrzałam na Hanne z dziwnym wyrazem twarzy.- No w sensie: patrzył się na ciebie, trącał nogą albo łapał za rękę jak się bałaś?
Popatrzyłam na nią zrezygnowana.
-To była komedia!
-Aaaa to już inna sprawa.
Starając sie zachować spokój zaczęłam jeszcze raz.
-I potem poszliśmy...
-Dzień dobry. Co chciałyby panie zamówić?
Miałam ochotę rzucić w kelnera popielniczką. W porę jednak się opanowałam i zobaczyłam, że przed nami stał Ruben. Popatrzył na mnie i się zaczerwienił. Ja chyba też.
-Poprosimy trzy kawy latte.- odpowiedziała za nas Rosie. Zawsze zamawiałyśmy latte.
-Oczywiście. Coś jeszcze?
-Nie dziękujemy.- uśmiechnęła się. Zobaczyłam, że Ruben znów na mnie zerkał. Pewnie czuł się dziwnie po tym co się stało w łazience. Ja też byłam bardzo skrępowana tym ,,wypadkiem." Naszczęście już po chwili go nie było. Jak na złość poczułam pieczenie na dekolcie. Stwierdziłam jednak, że dam radę wytrzymać i za żadne skarby nie pójdę do łazienki.
-
-
-
Omar's pov.
Ciągle myślałem o tym co się wydarzyło między mną a Elen. Było bardzo fajnie. Czułem się swobodnie w jej towarzystwie. Nasza randka minęła zdecydowanie za szybko. Już planowałem żeby wyskoczyć z nią na następną.
Gdy tylko wstałem rano Oscar już siedział przed komputerem z tym samym, smutnym wyrazem twarzy. Zaczynałem się o niego poważnie martwić.
-Stary weź daj już z tym spokój. Siedziałeś wczoraj cały dzień przed kompem. Już wystarczy.
-Masz rację.- Oscar pokiwał głową. Nie odłożył jednak laptopa i cały czas wlepiał w niego wzrok.
Stwierdziłem, że dalsza dyskusja z nim o jego zachowaniu nie ma najmniejszego sensu. Zmieniłem temat.
-To co: może sobie zapuścimy jakiś film?- zapytałem zacierając ręce. Felix uśmiechnął się.
-Spoko. Zrobię nam popcorn.
Już po chwili siedzieliśmy razem przed telewizorem. Z ulgą zobaczyłem, że Oscar usiadł koło nas. Uśmiechnąłem się do niego. Odwzajemnił słaby uśmiech.
Kilka minut później z rozbawieniem oglądałem tą samą komedię, co wczoraj z Elen.
*
*
*
Witam! Mam nadzieję, że podobał się rozdział. Jeśli tak to proszę o skomentowanie. 10 komentarzy=następny rozdział.
Ustalam tą zasadą, bo wiem, że będzie to trwało wieki zanim tyle osiągnę XD (jeśli w góle tak się stanie). Do usłyszenia za milion wieków!