poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział dwudziesty trzeci

Omar's pov.

Nie zdążyłm nawet zareagować. Elen zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Zrezygnowany skryłem twarz w dłoniach. Nie miałem ochoty jej doganiać. Nie chciałem się tłumaczyć. Z pewnością moje słowa ją uraziły, ale ja również czułem się dotknięty jej oskarżeniami. Najbardziej bolało mnie to, że miała całkowitą rację. To wszystko tylko upodobniło mnie do tych idiotów. Czułem się podle. Nie miałem wątpliwości. Byłem winny.
Wstałem i z ociąganiem wyszedłem z knajpy. Chłodny wiatr owiał moją twarz. Wolnym krokiem ruszyłem w stronę hali. Nie miałem dla siebie żadnego wytłumaczenia. Oprócz tego oczywistego: chciałem żeby zapłacili za to, co zrobili Elen i jej przyjaciółkom. Tylko bezduszni lub bezmózgowi faceci biją kobiety. Oni należeli niewątpliwie do obydwu z tych grup.
Okazało się, że szedłem o wiele szybciej niż mi się wydawało, bo już po chwili stałem w wejściu do budynku. Otworzyłem drzwi i podreptałem do środka. Uderzył mnie zapach spalenizny i muzyka, tak głośna, że już po kilku sekundach myślałem, że kompletnie ogłuchłem. Z pierwszej chwili pomyślałem, że się pali. Ogarnięty paniką zacząłem biegać po pokojach i szukać chłopaków. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy siedzieli w kuchni. Chociaż słowo ,,siedzieli" w tym przypadku kompletnie nie pasowało do stanu rzeczy. Z wrażenia aż cofnąłem się do holu.
Na stole, który ktoś przytaszczył z naszego malutkiego saloniku stali: Felix, Ogge i Eve. Wszyscy tańczyli i głośno śpiewali (a raczej ,,darli się z całej siły tak przeraźliwie, że do jutra pewnie stracą głos") nasze piosenki. Fałszowali przy tym niemiłosiernie, śmiejąc się po każdym słowie. Po zobaczeniu tej sceny uśmiech sam zagościł na mojej twarzy i po chwili zacząłem się śmiać. Jakimś cudem Eve mnie dostrzegła (w trakcie piruetu, który był dość ryzykowny, ze względu na wielkość stołu) i pomachała mi. Podniosłem rękę i kiwnąłem do niej głową. Nagle znowu poczułem tem zapach. Wślizgnąłem się do środka kuchni i zobaczyłem Oscara stojącego nad patelnią. Był właśnie w trakcie spalania kolejnego naleśnika. On także mnie zobaczył i krzyknął mi do ucha:
-PRZEGRANY ROBI OBIAD!
Zrobiłem minę pełną współczucia i poklepałem go po ramieniu. Pokiwał głową, po czym wrócił do przypalania naleśników. Dopiero teraz zauważyłem, że był ubrany w różowy fartuch, który z pewnością należał do Eve. Zaśmiałem się i odwróciłem, by dołączyć do wielkiej dyskoteki.

-
-
-

Elen's pov.

Kiedy wybiegłam na ulicę, poczułam łzy na policzku. Byłam roztrzęsiona. Nie mogłam uwierzyć, że on to zrobił. Po pierwsze to nie było do niego podobne. Nigdy nie widziałam żeby uciekał się do przemocy. Po drugie....ta cała sytuacja wydawała mi się bezsensowna. Omar tak po prostu osaczył i pobił trzech kolesi? Oczywiście rozumiałam, że to tylko niewarci niczego idioci. Jednak mimo wszystko...Poza tym prosiłam go żeby tego nie robił. A on szanował moje zdanie. Im więcej o tym myślałam, tym gorzej się czułam.
Na dworze było bardzo zimno. Na początku nie zauważyłam tej nagłej zmiany temperatury, ale teraz zaczęła mi ona doskwierać. Zwolniłam kroku. Moje nogi i dłonie nadal lekko się trzęsły. Stres opanowywał moje ciało. Czułam się jak w kokonie. Tylko, że wcale nie miałam się zmienić w motyla. Miałam zostać strawiona przez ogromnego pająka. Zatrzymałam się na środku ulicy. Czułam, że zawadzam przechodniom. Co chwilę ktoś trącał mnie łokciem w ramiona. Powoli zeszłam z chodnika i stanęłam pod ścianą jakiegoś budynku. Nerwowo odgarnęłam włosy z czoła. Chciałam się uspokoić. Tylko nie za bardzo mi to wychodziło.
-Elen. Musimy pogadać.
Ruben wyrósł przede mną tak niespodziewanie, że gdy usłyszałam jego głos podskoczyłam ze strachu.
-Wszystko wporządku?- spytał, patrząc na mnie z niepokojem.
-Śledzisz mnie? Całkiem ci odbiło?- a oto właśnie ja rujnująca każdą przeciętną konwersację.
-Muszę ci coś powiedzieć.
Popatrzył na mnie wyczekująco jakby oczekiwał mojego pozwolenia.
-Słucham.
-To co ci powiedział Omar to nieprawda.- już po tym zdaniu czułam się jakby ktoś mnie kopnął w brzuch. Jedyne co zdołałam w tej chwili wydusić z siebie, brzmiało:
-Podsłuchiwałeś nas?
Ruben westchnął ciężko widocznie niezadowolony, że musi to tłumaczyć komuś tak głupiemu jak ja.
-Można to tak ująć. Darliście się na całą knajpę.
Teraz nie odpowiedziałam nic. No cóż, miał rację.
-Więc jak brzmi prawda?
Westchnął ponownie.
-Omar nie pobił tych chłopaków. Ja to zrobiłem.
Teraz poczułam jak moje wnętrzności robią serię fikołków. Z wrażenia nie mogłam wykrztusić ani słowa.
-Tak wiem jak to brzmi. Planowaliśmy to razem. Właściwie to był jego pomysł. On chciał ich ukarać. Kiedy już znaleźliśmy tych drani, stwierdził jednak, że nie da rady tego zrobić. Powiedział, że to tak jakbyśmy wymierzali na nich sąd. Wyśmiałem go i powiedziałem, że jest tchórzem. Próbował mi to odradzić, ale ja...nie mogłem. Nie chciałem żeby coś takiego uszło im płazem. Dlatego kiedy każdy z nich był sam, po kolei...
Urwał nagle. Postanowiłam go wyręczyć.
-Pobiłeś ich.
Skinął głową.
-Dopiero potem zdałem sobie sprawę z tego jakie to było idiotyczne. Omar miał rację.
-W takim razie dlaczego powiedział mi, że on to zrobił?
-On dalej czuje się winny. On to wszystko zaplanował.
Tym razem ja westchnęłam. Myślałam, że znając prawdę poczuję się lepiej. Było jeszcze gorzej. Miałm okropny mętlik w głowie.
-Dlaczego.....dlaczego to zrobiłeś?- zadałam pytanie, które cisnęło mi się nieubłagalnie na usta. Od razu tego pożałowałam. Ruben spojrzał mi w oczy.
-Ty wiesz.
Powiedział to i odszedł. Tak po prostu. Zostawił mnie samą w centrum zimnego Nowego Yorku z dwoma słowami, które w mojej głowie brzmiały jak wyznanie.

*
*
*

Dziękuję za poświęcony czas oraz miłe komentarze! Postaram się o sprawniejsze dodawanie rozdziałów :D

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział dwudziesty drugi

Elen's pov.

Nie mogę uwierzyć, że on to zrobił. No co za cyrk! Od kilku godzin dreptałam w kółko wkurzona na maksa, powtarzając sobie w myślach, że nienawidzę idioty. Dobrze jednak wiedziałam, że wmawiam sobie kompletne brednie. Omar nie był idiotą i zdecydowanie nie czułam do niego nienawiści. Czułam jedynie gorzki smak rozczarowania.
Omar jakby nic się nie stało odprowadził mnie do domu, obiecując wizytę kolejnego dnia. Potem poszedł do hali. Zostałam sama przepełniona pustką, zmęczeniem i bólem głowy. Niewiele się zastanawiając, przespałam całe popołudnie.
Kilka dni upłynęło całkiem spokojnie. Właściwie nic ciekawego się nie zdarzyło. Omar odwiedzał mnie regularnie. Aż do piątkowego poranka. Wtedy w szkole panowała swoista atmosfera, która następowała zawsze po jakimś skandalu. Myślałam, że znów gadają o moim siniaku, na którego temat wysłuchałam się wielu teorii spiskowych (podobno w mojej rodzinie panowała przemoc, drudzy mówili, że to Angela mi przywaliła, a ja jej tak oddałam, że od tamtego czasu nie ma odwagi przyjść do szkoły, inni jeszcze twierdzili, że uderzył mnie Matt). Wszyscy gapili się na mnie i szeptali sobie do ucha. Wkrótce jednak kiedy spotkałam Rosie wszystko się wyjaśniło.
-To nie słyszałaś? Pupile Angeli nieźle oberwali.
Spojrzałam krzywo na przyjaciółkę.
-Kto?
-Och no ci trzej idioci co nas chcieli pobić.
-Co im się stało?- spytałam czując narastający niepokój.
-Niewiadomo. Cała szkoła plotkuje już od rana. Twierdzą, że to my ich pobiłyśmy.
Jakby na potwierdzenie jej słów przechodzący obok uczniowie spojrzeli na nas z przestrachem i wyminęli nas szerokim łukiem. Popatrzyłam na Rosie, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-To chyba najlepsza teoria jaką słyszałam.- roześmiałam się.- Trzy dziewczyny ważące po 50 kilo kontra trzech mięśniaków o wadze ponad 80. Naprawdę musiałyśmy im skopać tyłki.
-No wiem. Niezłe jesteśmy.-powiedziała Rosie, złapawszy oddech.- Swoją drogą zastanawiam się kto to zrobił. Może mamy jakiś wielbicieli w szkole? Jacyś faceci uznali to za bezprawie i napadli naszych oprawców?
Więcej nie musiała mówić. Stanęłam jak wryta, połączywszy wzyzstkie fakty w całość. Poczułam, że robi mi się słabo. Rosie szybko zrozumiała o co mi chodzi. Zrobiła się blada jak ściana.
-Myślisz, że....to on?- spytała zaniepokojona.
Popatrzyłam na nią z nielepszą miną. Lekko kiwnęłam głową.
-O kurde....
W szkole przesiedziałam wszystkie zajęcia, będąc myślami w całkiem innym miejscu. Omar mnie wkurzył i zastanawiałam się co w tej sprawie zrobić.
Po przyjściu do domu bezsensownie krążyłam w kółko po moim salonie. W końcu stwierdziłam, że muszę się z nim spotkać. Wyjęłam telefon z torby po czym szybko napisałam.
,,Możemy się spotkać?"
,,Tak jasne. Przyjadę za pół godziny."
Poszło mi dość szybko i nadal za bardzo nie wiedziałam co mam robić. Rozejrzałam się wokoło. Stwierdziłam, że nie ma szans bym uprzątnęłam dom w pół godziny. Po głębszym zastanowieniu napisałam jeszcze raz.
,,Może lepiej spotkajmy się w kafejce?"
,,Dobra wporząsiu."
Odetchnęłam z ulgą i rzuciłam telefon do torebki. Szybko zarzuciłam na siebie kurtkę i włożyłam buty. Wyszłam z domu. Chciałam być wcześniej w kafejce. Poza tym stwierdziłam, że świeże powietrze pomoże mi poukładać myśli. Omar pobił trzech mężczyzn. Poczułam, że po plecach przebiegł mi dreszcz. Zobaczyłam mojego chłopaka w całkiem innym świetle. Nigdy nie sądziłam, że jest on w stanie posunąć się do przemocy. Ci goście byli tego warci, to już inna sprawa. Nie powinien tego robić. Tym bardziej, że go prosiłam. Znowu poczułam zawód.
Po kilku minutach zajęłam swój ulubiony stolik i od razu pożałowałam tego, że tu przyszłam. Ruben stał przy barze i świdrował mnie spojrzeniem. Uśmiechał się też zawadiacko. Przełknęłam ślinę. Od jakiegoś czasu kelner nabrał pewności siebie. Zaczynało mnie to denerwować i sprawiało, że czułam się niekomfortowo. Już ruszał w moim kierunku, kiedy do środka wszedł Omar. Uśmiech na twarzy kelnera przygasł. Omar powitał go skinieniem głowy. Zobaczył mnie i usiadł się na mojej kanapie.
-Witaj słonko.- powiedział, całując mnie w policzek.
-Cześć.-  odpowiedziałam, tradycyjnie reagując zaczerwienieniem. Kątem oka zobaczyłam, że Ruben się wycofał i stał teraz przy barze.
-Co tam u ciebie królewno?- zagadnął, zakładając mi kosmyk włosów za ucho.
-Musimy pogadać.- odpowiedziałam, starając się by brzmiało to jak najbardziej poważnie.
-Po to tutaj przyszedłem.- uśmiechnął się.
Odetchnęłam głęboko.
-Prosiłam cię o coś...ale ty mnie nie posłuchałeś.- zaczęłam powoli.- Było to dla mnie ważne.
-O co chodzi?- spytał ze zdziwieniem.
Stwierdziłam, że muszą zacząć mówić konkretnie.
-Pobiłeś tych chłopaków.
Popatrzył na mnie spokojnie.
-Tak.
Zdziwiło mnie jego opanowanie.
-Dlaczego to zrobiłeś?- spytałam, czując, że zaraz się rozpłaczę.
-Zasłużyli na to. Elen o co ci chodzi? Nie widzisz co ci zrobili? Nie czujesz do nich żalu?- wyczułam, że Omar zaraz się uniesie.- Masz zamiar mnie opieprzać, a ich będziesz usprawiedliwiać?
-Nie. Nie będę ich usprawiedliwiać. Chodzi mi o to, że oni w odróżnieniu do ciebie są idiotami i nie spodziewałam się, że zachowasz się na ich poziomie.
Zapadła cisza. Poczułam, że przesadziłam i to znacznie.
-Twierdzisz, że jestem idiotą?- zapytał. W jego głosie można było usłyszeć ironię.
-Nie...- poczułam, że głos więźle mi w gardle. To nie miało sensu. Moje zdolności konwesacyjne znowu sprawiły mi kłopoty.
-Elen. Nie rozumiem w czym masz problem. Wydawało mi się, że dobrze się dogadujemy.
-Chodzi mi o to....szukałeś zemsty za coś, co cię nawet nie dotyczy. Wyrządziłeś im większą krzywdę niż oni mi. Poza tym...prosiłam cię...
-Wiesz co, Elen? Zachowujesz się dziwnie. Mówisz mi, że ja jestem idiotą, a sama zachowujesz się jeszcze bardziej infantylnie. Udajesz, że im wybaczyłaś, ale w głębi duszy czujesz do nich nienawiść. Ja nie potrafię skrywać swoich uczuć. Powiedz mi: czy pochwalasz ich zachowanie? Chciałabyś żeby cię jeszcze raz uderzyli?
Spojrzałam na niego czując ból zadany przez jego słowa.
-Chyba masz coś z nimi wspólnego. Kiedy ich pobiłeś, zachowałeś się identycznie jak oni.
Po czym wstałam, chwyciłam moją torebkę i wybiegłam z kafejki.

*
*
*
Dziękuję bardzo za poświęcony czas. Wiem, że nie było mnie wieki. Kiedy powróciłam i zobaczyłam ile osób skomentowało moje ostatnie wypociny, aż mnie zatkało. Moja mina była niezapomniana XD Jeszcze raz dziękuję. Postaram się pisać częściej.

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy

Elen's pov.

Co tu się dzieje? Leżałam w ramionach Rubena, ale przecież....nie byłam w kafejce. Dopiero po chwili zrozumiałam o co chodzi. Uratował mnie. Nadal kręciło mi się w głowie. Przed oczami widziałam czarną plamę.
-Skąd...się tu wziąłeś?- wyjąkałam z trudnością.
-Cii....- wyszeptał.- Dorabiam jako woźny. Jak się czujesz?
-Boli mnie trochę głowa i jakoś tak....mi dziwnie. Gdzie on się podział?- spytałam przypominając sobie o kolesiu, który mnie uderzył.
-Spłoszyłem go.- powiedział zaciskając pięści.- Ale jeszcze go dopadnę.
-Co? Po co?- spytałam czując, że kręci mi się jeszcze bardziej w głowie.
-Żeby dać mi nauczkę..
Były to ostatnie słowa, które usłyszałam zanim zemdlałam.

****
-Pieprzony idiota!
-Cicho bądź, bo ją o budzisz!
-Sory...
-Co ty tu właściwie robisz?!
-Możecie się w końcu ogarnąć?
-Cisza!
Powoli otworzyłam oczy. Minęła chwila zanim zrozumiałam co się dzieje. Leżałam w szpitalu. Znowu. Czułam się tak jakby moja głowa miała zaraz eksplodować. Zauważyłam kilka postaci stojących nad moim łóżkiem. Rosie, Hanna......Omar i Ruben?! Co to do cholery ma być?
-Co się stało?- spytałam słabym głosem.
-Elen! Obudziłaś się!
-Boże nic ci nie jest?
-Jak się czujesz?
-Przepraszam to przez nas...- Hanna zwiesiła głowę.- Ten cały pomysł był idiotyczny.
Uśmiechnęłam się.
-Wporządku. A co....z Mattem?
-Nie wiemy....nie widziałyśmy go potem.- odpowiedziała Rosie.- Jak się czujesz?
-Nie jest źle.- odpowiedziałam z uśmiechem.
-To może...my wyjdziemy?- Hanna zwróciła się do Rosie.
-Jasne.- odpowiedziała tamta i zniknęły za drzwiami. W pokoju został Ruben i Omar. Mierzyli się wzrokiem. Nie wyglądało to dobrze.
-Omar zostawisz nas na chwilę?- czułam się nieswojo wypraszjąc go, ale musiałam pogadać z Rubenem w cztery oczy. Był trochę zaskoczony, ale posłusznie wyszedł.
-Dziękuję.- powiedziałam patrząc Rubenowi w oczy. Zawstydził się i odwrócił wzrok.
-Wporzadku. Nie ma za co.
-Jest. Gdybyś wtedy mi nie pomógł na pewno skończyłoby się to o wiele gorzej. Chcę żebyś wiedział, że mam u ciebie dług wdzięczności.
-Haha. Już nie mogę się doczekać aż go spłacisz.- powiedział z uśmiechem. Czy on właśnie ze mną flirtował? Byłam całkowicie zbita z tropu.
-W każdym bądź razie pójdę już. Zdrowiej!- powiedział i pogłaskał mnie po głowie. Zszokowana nie mogłam wydobyć w siebie słowa. Chwilę później do środka wszedł Omar.
-Cześć kochanie! Powiedz bardzo cię boli?- powiedział podchodząc do mojego łóżka. Wciąż jeszcze nie ochłonęłam po spotkaniu z Rubenem. Pokręciłam przecząco głową.
-To dobrze. Już nie mogę się doczekać aż spiorę tyłek temu idiocie.
-Komu?- spytałam nie do końca przytomnie.
-Temu kolesiowi, który cię tak urządził. Pożałuje, że się urodził.
Spojrzałam na niego lekko zdenerwowana. Siedział na moim łóżku i widać było, że jest wkurzony. Trochę się przestraszyłam.
-Omar...nic mi się nie stało. Nie denerwuj się tak.
-Nie mogę uwierzyć, że tak mówisz. Co za kompletnym dupkiem trzeba być żeby uderzyć dziewczynę z pięści w twarz?!
-Nie chcę żebyś mu cokolwiek zrobił.
Spojrzał na mnie krzywo.
-Co?!
-Wiem, że to dupek, ale poniesie za to karę. Na pewno zawieszą go w prawach ucznia...czy coś. Także nie martw się już tak. Uspokój się.
Westchnął głęboko.
-Jestem spokojny. Po prostu nie mogę uwierzyć, że ktoś zrobił ci coś takiego.
Wywróciłam oczami.
-Nie przesadzaj. Przecież nie umieram. To tylko siniak. Dwa tygodnie i będzie po sprawie.
Pokręcił głową.
-Nie wierzę, że tak to odbierasz.- zbliżył się do mnie. Odgarnął z mojej twarzy kosmyk włosów zasłaniający czoło. Delikatnie podtrzymał mi brodę.
-Jesteś niesamowita.- powiedział i cmoknął mnie w usta. Byłam nieco zaskoczona tym gestem. Czułam, że moje policzki płoną.
-Odpoczywaj sobie. Przyjdę po ciebie koło czwartej.
-Nie....nie chcę mi się tu siedzieć. Umrę z nudów!- zaczęłam narzekać.
Uśmiechnął się.
-Nie marudź tylko odpoczywaj. Zobaczymy się popołudniu.
I wyszedł. Siedziałam sama na tym trzeszczącym łóżku. Jak ja teraz usnę?

-
-
-

Omar's pov.

Jestem wkurzony. Cholernie wkurzony. Zabiję tego idiotę. Jak on ważył się ją w ogóle tknąć?! Nie zostawię tak tego. Wiem, że Elen chce uniknąć jakichkolwiek kłopotów. Ale ja nie mam nic do stracenia. Dopadnę go i oddam za to co zrobił. Muszę porozumieć się z tym kelnerem. Nie za bardzo go trawię, ale teraz mamy wspólny cel. Poza tym on wie kim jest lub chociaż jak wygląda ten koleś. Powiniem się zgodzić żeby mi pomóc.
Znów poczułem nawracające wyrzuty sumienia. Elen wyglądała dzisiaj tak ślicznie. Nawet ten wielki siniak nie odebrał jej twarzy piękności. Obiecałem sobie, że to zakończę....ale chyba nie potrafię. Czuję, że to jest coś poważnego. Czuję, że mógłbym zrobić dla niej wszystko. Z drugiej strony wyobrażałem sobie minę Oscara kiedy dowie się o tym wszystkim. W końcu kiedyś to nastąpi. Nie będę mógł ukrywać mojej relacji z Elen przez nieskończoność. Czy może Oscar pogodzi się z losem? Wstąpiła we mnie nadzieja. Przecież widział ją tylko raz. To nie może być miłość. Pewnie tylko tymczasowe zauroczenie. Uśmiechnąłem się. Tak! To jest to! A nawet jeśli nie.....przepraszam cię Oscar.

*
*
*
Dziękuję za uwagę. Ostatnio poważnie zastanawiam się nad istnieniem tego bloga. Jest on, że tak powiem....nieco wyludniony XD No cóż będę się starała pisać rozdziały częściej.

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział dwudziesty

Elen's pov.

Nieuchronnie zbliżałyśmy się do szkoły. Rosie z Hanną szły na przedzie i ciągnęły mnie za sobą za ręce. Czułam się jak więzień. Starałam się odwieść je od tego idiotycznego pomysłu. Niestety nie podziałało. Widać było już budynek szkoły. Nieudacznie wbijałam pięty w bruk żeby spowolnić naszą wędrówkę.
-Dziewczyny....nie sądzę żeby to był dobry pomysł...- zaprotestowałam zasapana.
-To jest idealny pomysł!! Niech pożałuje, że się urodził!!- wykrzyknęła Hanna z nutką zaciętości w głosie.
-Tak jest!!!- odpowiedziała Rosie ciągnąc mnie jeszcze mocniej za rękaw. Zrezygnowana poddałam się. Kilka sekund później stałyśmy przed wejściem.
-Skąd wiecie, że on tu w ogóle jest?- spytałam. Miałam cichą nadzieję, że Matt już stąd poszedł.
-Oczywiście, że tu jest! To przecież jego auto.- powiedziała Hanna wskazując stare, niebieskie audi na poboczu.  W myślach przyznałam jej rację. Dyskretnie zbliżyłam się do Rosie.
-Co ty wyprawiasz?!- syknęłam jej do ucha.- Robimy z siebie wariatki.
-Musimy pomóc Hannie.- odsyczała.- To jedyny pomysł, który wpadł mi do głowy.
-To nie mogłaś zapytać mnie?!- spytałam z pretensjami w głosie.
-Sory. To się działo zbyt szybko. Teraz już się nie wycofamy.
-Aha!- krzyknęła Hanna.-Mamy go!- powiedziała celując palcem w Matta wychodzącego właśnie z budynku. Westchnęłam. Zanim się obejrzałam Hanna już biegła w stronę chłopaka, a Rosie podążała za nią. Szybko do nich dołączyłam. Matt nas zauważył. Jego uśmiech powoli bladł kiedy zobaczył, że we trójkę pędzimy wprost na niego. Hanna dorwała go pierwsza.
-Co ty wyprawiasz?!- krzyknął Matt.
-To się nazywa zemsta.- powiedziała i przywaliła mu z liścia. Zatkało mnie. Jego chyba też. Spojrzał na nią jak na wariatkę.
-Myślisz, że nie widziałam? Wiem wszystko! Zdradzałeś mnie z jakąś dziewczyną z kółka geograficznego!- po czym oddała mu w drugi policzek.
-To nie tak jak myślisz!- powiedział zdesperowany.- Daj to sobie wytłumaczyć!
-Nie potrzebuję twojego tłumaczenia! Nie jestem idiotką. Potrafię takie rzeczy zrozumieć sama!
-Ooo kogo ja tu widzę!- usłyszałam znajomy denerwujący głos. Angela ze swoją świtą stały zaraz koło nas.
-Kudłata pokłóciła się ze swoim psem?- spytała drwiącym głosem. Wydało mi się to ironiczne, bo przecież to ona w moich wyobrażeniach była psem.
-Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!- krzyknęła wkurzona Rosie. Angela zaśmiała się głupkowato.
-Przyszłam wyrównać rachunki.- powiedziała. Dopiero teraz zobaczyłm stojących za nią trzech mięśniaków. Cholera. Zaczęli się do nas zbliżać.
-Zostawcie chłopaka! Do niego nic nie mam.
Patrzyłyśmy zdezorientowane na to co się działo. Trzech kolesi zmierzało właśnie w naszą stronę. Pierwszy dotarł do mnie. Spanikowałam. Kompletnie nie wiedząc co robię walnęłam go pięścią w nos. Poczułam ból w ręce. Jednak nie wygląda to tak jak na filmach- pomyślałam. Chyba się tego nie spodziewał. Nikt inny też. Wszyscy zastygli w ciszy czekając na jego następny ruch. Odwrócił się on do mnie i wycedził:
-Ty mała gnido....już nie żyjesz!
-Biegnij!- krzyknęła w tym samym momencie Rosie. Nie musiała mi tego dwa razy powtarzać. Szybko zaczęłam biec w stronę wyjścia. Słyszałam jego kroki. Miałam wrażenie, że zaraz mnie złapie. Dopadłam drzwi. Obróciłam się. Rosie i Hanna widocznie pobiegły w innym kierunku. Zobaczyłam twarz gościa, który mnie gonił. Przestraszyłam się. Był cholernie wkurzony. Dało mi to wystarczającą motywację do jeszcze szybszej ucieczki. Wybiegłam na plac. Zdesperowana szukałam jakiekolwiek osoby, która mogłaby mi pomóc. Nikogo takiego nie zobaczyłam. Nagle poczułam szarpnięcie za rękę.
-Mam cię szmato!- krzyknął koleś. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Cholera. Odwrócił mnie do siebie i przywalił mi w twarz. Zawirowało mi przed oczami. Powoli ugięły się pode mną kolana. Osunęłam się na ziemię.
Znów poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Ten uścisk był jednak pewny i delikatny. Podniósł mnie do góry. Chwilę później usłyszałam krzyk mojego oprawcy i jego szybką ucieczkę.
-Już wszystko wporządku.- powiedział Ruben głaszcząc mnie po ramieniu.

*
*
*

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział dziewiętnasty

Elen' s pov.

-Hej...po prostu się uspokój...- powiedziałam niepewnie głaszcząc Hannę po ramieniu. Siedziałyśmy na podłodze w jej pokoju. Wokół nas leżały rozrzucone chusteczki. Hanna opierała się o ścianę cicho pochlipując. Nigdy nie była typem histeryczki. Zwykle przeżywała wszystko ,,w sobie". Teraz najwyraźniej było inaczej.
-Jak on mógł mi to zrobić?!- zapytała. Oczywiście nie znałyśmy odpowiedzi. Sama nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Mój mózg nie przyswajał tej wiadomości. Jakim cudem Matt ją zdradził?!
-Powiedział, że nie możemy się spotkać....miał coś załatwić z nauczycielką z geofrafii....stwierdziłam, że zrobię mu niespodziankę i przyjadę po niego do szkoły...i wtedy zobaczyłam go....z inną dziewczyną.....- w tym momencie jej głos się załamał. Rosie podała jej kolejną chusteczkę.
-Skąd wiesz, że on z nią coś kręci? Szli sobie tylko razem ze szkoły...- niepewnie zasugerowałam.
-Trzymali się za ręce, a on ją obejmował....dlaczego mi to zrobił?! Przecież dobrze nam było razem! Czemu musiał szukać jakiejś innej laski?!
Nic nie odpowiedziałyśmy. Może dlatego, że nie miałyśmy bladego pojęcia. Hanna i Matt byli ze sobą już kilka lat. Czasami miewali kłótnie, ale zwykle szybko się godzili. Nie rozumiałam dlaczego nagle coś takiego jej zrobił.
- A właściwie co mnie to obchodzi?! Niech sobie z nią będzie!! Mam go gdzieś!!- patrzyłam jak Hanna przerzuca się na rodzaj 3. Osobiście wyróżniałam 4 typy smutku: 1- ciche popłakiwanie, 2- bycie zbyt miłym dla innych (w szczególności dla osoby, której dotyczy ten stan), 3- gniew, agresja, często wręcz rozpacz, oraz stan krytyczny- 4 czyli inaczej stan depresyjny. Cała moja wiedza została oczywiście pozyskana z filmów i poparta paroma przykładami z rzeczywistości. Teraz bezczynnie patrzyłam jak Hanna przeklina Matta w akcie desperacji. Popatrzyłam bezsilnie na Rosie. Jej wyraz twarzy był zdeterminowany i zacięty.
-I co?! Zamierzasz się tak użalać nad sobą?! Ruszaj tyłek i się ogarnij!! Idziemy po zemstę.- osłupiałam. Patrzyłam jak obie moje kumpele stają się chore psychicznie. W mojej wyobraźnie ubrane były w mundury wojskowe i stały pod amerykańską flagą, powiewającą na wietrze. Wytrzeszczyłam na nie oczy.
-Jesteś z nami czy nie!?- Rosie z karabinem na plecach wyciągnęła do mnie rękę. Nadal trwałam w osłupieniu i nie za bardzo wiedząc co robię podałam jej rękę.
-Naprzód marsz!!!!- bojowy krzyk Rosie brzmiał w moich uszach jak dźwięk chińskiego gongu i nie zamierzał ucichnąć.- Skopiemy mu tyłek!!!- zostałam pociągnięta za przyjaciółkami. Przeczuwałam, że będą z tego wielkie kłopoty.

-
-
-

Omar's pov.

Siedzieliśmy razem w hali. Wszyscy zajadali się pizzą i byli szczęśliwi- oprócz mnie. Słowa Oscara bębniły w mojej głowie. Próbowałem wymyślić jakiś plan. Już kilka razy myślałem co powiem Elen gdy spotkamy się twarzą w twarz. Widziłem jej smutną minę. Czułem ucisk w gardle. Nie chciałem z nią zerwać. Bardzo ją lubiłem. Wszystko było na dobrej drodze. Ale teraz....nie mogę tak okłamywać Oscara. Jego przyjaźń jest dla mnie cenniejsza niż moja znajmość z Elen. Powtarzałem to sobie cały czas. Nie sądziłm jednak, że dam radę jej to powiedzieć. Zacisnąłem mocno zęby. Muszę.
-Ej stary żyjesz??- usłyszałem radosny głos Felixa.- Wpadłeś w stan katatoni czy co?
-Haha nie...wszystko gra. Po prostu się zamyśliłem.- powiedziałem przywołując na twarz wymuszony uśmiech.
-To co? Gramy jeszcze raz?- spytała Eve z szerokim uśmiechem.
-Dobra, ale tym razem na pewno wygram!!- krzyknął Felix.
-Taaaa jaaaasne.- zaśmiał się Ogge. Uśmiechnąłem się lekko. Miałem właśnie dosiąść się do nich, kiedy usłyszałem sygnał smsa. Wyciągnąłem telefon z kieszeni. Widomość od Elen. Przełknąłem ślinę.
,,Jak można wyleczyć złamane serce?"

*
*
*

Długo mnie nie było wiem. Czekałam na 10 komów, ale niestety moje nadzieje okazały się płonne XD teraz pozostało mi tylko odejść w stronę słońca..... Nie pytajcie. Nie wiem co mi odwala XD

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział osiemnasty

Omar's pov.

Zamurowało mnie. Przez kilka sekund nie wiedziałem co powiedzieć. Stanąłem w miejscu i próbowałem połączyć ze sobą fakty. Czy Oscar mówił o mojej Elen? Czy to możliwe, że się spotkali? Czy to w niej się zakochał? I czy ona w nim też? Poczułem  potworny ucisk w gardle. Mimo przełykania śliny, nie znikał on. Wręcz przeciwnie- czułem go jeszcze bardziej. To uczucie sprawiło, że śniadanie podeszło mi do gardła. Wyrzuty sumienia. Ogromne. Miałem ochotę uciec stąd i zapomnieć o całej tej sytuacji. Czy ja chodzę z dziewczyną, w której zakochał się mój kumpel? Przełknąłem ślinę. Nie. To nie może trwać ani chwili dłużej. Nie mogę tak ranić Oscara. Gdy tylko się spotkamy powiem jej, że to koniec. Przecież na dobrą sprawę widzieliśmy się tylko kilkanaście razy.... Poczułem się trochę lepiej.
-Ej stary żyjesz?- Oscar wyrwał mnie z zamyślenia.- Widziałeś ją kiedyś?
-Nie. Przykro mi.- stanowczo skłamałem. Prosto w oczy mojego kumpla.
-Szkoda...-Oscar westchnął.
-Znajdziesz ją jeszcze. Wracajmy już, bo trochę zimno.
-Taa masz rację. Jeszcze mamy trochę czasu do wyjazdu.- odpowiedział Oscar otulając się szalikiem.- Chodźmy.

-
-
-
Felix's pov.

-Nie no znów wygrałaś! Jak ty to robisz?- spytałem śmiejąc się z lekkimi wyrzutami sumienia.
-No wiesz...mam swoje sposoby.- odpowiedziała zaczepnie Eve mrugając do mnie. Roześmiała się.- Przegrany robi obiad!
-No właśnie Felix. A to już trzeci raz z rzędu!- zawtórował jej Ogge.
-No dobra, dobra.- zrezygnowany wstałem znad planszy Eurobiznesu.- Nie mogę czegoś zamówić? Pójdzie na mój koszt.
-Hahaha niestety. Nie taka była umowa.- roześmiała się Eve. Podniosłem pionka z podłogi i wycelowałem w nią.
-Jesteś pewna?
-Tak. Żaden szantaż na mnie nie wpłynie.- odpowiedziała pewna siebie. Westchnąłem i rzuciłem pionka prosto w jej czoło.
-Ał! Haha Felix! Co ty robisz?- zapytała z udawaną złością. Roześmiałem się.
-No ok. Zamówimy coś.- zgodził się Ogge.- Na co macie ochotę?
-Pizza?- spytała z nadzieją w głosie Eve.
-Znowu?- zajęczałem. Szybko jednak zamilkłem widząc jej surowe spojrzenie.- Dobra niech będzie.
-Ok.- zgodził się Ogge i zniknął w kuchni.
-Co to miało być?- spytała roześmiana Eve. Podszedłem do niej i lekko przyciągnąłem ją do siebie.
-Zemsta.- powiedziałem jej do ucha.
-Za co?
-Jesteś za dobra w tę grę.
Zaśmiała się.
-Serio mówię. Jakim cudem zawsze kupujesz całą Austrię???
-Haha no widzisz..- przysunęła się do mnie bliżej.- bo ty kupujesz Grecję.-powiedziała po czym pstryknęła mnie lekko w czoło. Roześmiałem się.
Byliśmy razem od dwóch lat. Eve chodziła ze mną do klasy. Tak się poznaliśmy. Od tamtej chwili byliśmy nierozłączni. Wyjeżdżała razem z nami na wszystkie trasy koncertowe. Tak samo było i tym razem. Niestety z powodu egzaminów szkolnych musiała przyjechać trochę później. Zrobiła to więc dwa tygodnie po nas. Teraz mieszkała razem z nami w hali.
-O czym tak rozmyślasz?- powiedziała przysuwając swoją twarz do mojej.
-O tobie oczywiście.- uśmiechnąłem się.
-Ta jasne. Już ja wiem jakie głupoty ci chodzą po głowie.- roześmiała się.
Miała krótkie, czarne włosy. Jej oczy były błękitne. Usta delikatnie różowe. Była o wiele niższa ode mnie. Przez to wyglądaliśmy razem słodko.
-Pizza zamówiona.- powiedział Ogge wchodząc do pokoju.
-To czekamy.- odpowiedziałem wciąż wpatrując się w oczy Eve.

-
-
-
Elen' s pov.

Zajęcia szybko się skończyły. Kilka minut później siedziałam już w swoim mieszkanku odrabiając zadania. Nauczyciele popędzali nas z materiałem- w kóńcu w tym roku matura. Trudziłam się nad zadaniem z matmy, a później nauczyłam się na chemię. Potem tylko biologia i tyle. Zmęczona usiadłam na kanapie. Cieszyłam się, że wszystko mam już z głowy. Zastanawiałam się czy nie umówić się z Omarem. Za chwilę zadzwonił telefon, jakby czytając w moich myślach. Podbiegłam do kuchni i odebrałam.
-Halo?
-Elen? Mamy sytuację kryzysową.- usłyszałam zdenerwowany głos Rosie w słuchawce.
-Co się stało?- zapytałam zaniepokojona. Miałam złe przeczucia. Nasiliły się one gdy usłyszałam cichy płacz Hanny.

*
*
*

Tak wiem jestem wkurzająca XD tym razem proszę, a wręcz błagam o 10 komentarzy. Będzie to równoznaczne z wstawieniem nowego rozdziału.

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział siedemnasty

Omar's pov.

Obudziły mnie promienie słońca. Powoli przekręciłem się na bok i leniwie otworzyłem oczy. Zobaczyłem, że chłopcy wciąż spali. Tylko łóżko Oscara było puste. Szukałem go wzrokiem po pokoju, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. Zrezygnowany wstałem. Najciszej jak mogłem wyszedłem z pokoju. Już po chwili usłyszałem zawzięte klawiszowanie. Dochodziło ono z okolicy kuchni. Zakradłem się tam na paluszkach. Tak jak przewidywałem Oscar siedział na krześle uparcie wbijając wzrok w ekran laptopa. Przewróciłem oczami. Zakradłem się do niego od tyłu.
-Cześć stary!- znienacka walnąłem go ,,po przyjacielsku" w plecy. Oscar podskoczył na krześle i zakrztusił się. Roześmiałem się.- Pobudka! Znów siedzisz przed ekranem? W końcu ci się wzrok  popsuje. Będziesz musiał nosić okulary, a wtedy to cię żadna panna nie zechce!
-Hahaha. Daj spokój, prawie dostałem zawału!- Oscar także się roześmiał. Ucieszyło mnie to. Od jakiegoś czasu był strasznie ponury i smutny. Chciałem się dowiedzieć dlaczego. Kontynuowałem więc swoją tajną misję.
-Co tam oglądasz?- zapytałem dosiadając się do niego i zaglądając mu przez ramię.
-Hmmmm... ciężka sprawa.- Oscar zaczerwienił się natychmiastowo.- Szukam dziewczyny....
-Serio chłopie? Tyle jest super lasek w realu, a ty je wyrywasz online? Wstawaj i ruszamy na miasto!
-N-nie.. znaczy to nie tak. Poznałem kogoś w realu......ale.......
-Ale??- miałem jakieś złe przeczucia.
-No, bo widzisz...- Oscar był jeszcze bardziej czerwony.- My się widzieliśmy tak jakby....... tylko raz. Później nie mogłem jej nigdzie znaleźć......
-Czekaj, bo nie za bardzo rozumiem. Zakochałeś się w dziewczynie, którą widziałeś raz na oczy?- nie mogłem w to uwierzyć.
-Nie....znaczy tak. Tak. A teraz nie wiem jak ją znaleźć.- Oscar momentalnie posmutniał i spuścił głowę. Poczułem, że wzywają mnie moje przyjacielskie obowiązki.
-Nie martw się stary. Znajdziesz ją.
-Wątpię.
-Ej nie bądź taki pesymistyczny.- klepnąłem go po plecach.
-Mówię serio. Szukam jej już dwa tygodnie i nic. Przepadła.
-Hej to przecież Nowy York. Wiadomo, że będzie ją trudno znaleźć. Ale w końcu się uda, zobaczysz.
-Tak uważasz?- Oscar znów się uśmiechnął. Od razu poweselał i znów się zaczerwienił.
-No jasne! Skąd wiesz, że nie spotkacie się choćby dzisiaj? Przecież idziesz zdjąć gips.
-O ja! Całkiem o tym zapomniałem!!- natychmiast zerwał się z krzesła i odsunął stolik.
-Hahaha co ty wyprawiasz?- spytałem.
-Muszę się przygotować! Przecież nie mogę tak wyglądać!- z rozbawieniem przyglądałem się Oscarowi, który ogarnięty jakąś nagłą paniką latał po całej kuchni.
Jakieś dziesięć minut później szliśmy już razem w stronę szpitala. Znaczy ja szedłem, a Oscar siedział na wózku, który pchałem. Miał wypieki na policzkach i nieustannie się wiercił. Do szpitala weszliśmy tylko na chwilę. Opuściliśmy go po 10 minutach. Oczywiście za namową Oscara, który przeczesywał wzrokiem ulicę. Uśmiechnąłem się do niego. Nagle zatrzymał się.
-Tu się spotkaliśmy.- powiedział. Staliśmy pośrodku zatłoczonego chodnika. Szczerze mówiąc nie różnił się on niczym od reszty ulicy.
-Jak się spotkaliście?- zapytałem.
-Wpadłem w nią. Śpieszyłem się na próbę i trochę się zagapiłem....okazało się, że z nią wszystko wporządku. Tylko jej laptop się rozwalił.
-Co?!- przysłuchiwałem się mu z coraz większym zdziwieniem.
-Poszliśmy do naszej siedziby.....chciałm go naprawić, ale nic z tego nie wyszło. Ona się strasznie zdenerwowała i wyszła. Koniec historii.
-Wow...szczerze mówiąc nie wiem co powiedzieć. To mega dziwne.
-No trochę.
Postaliśmy chwilę w tym miejscu,po czym znów zaczęliśmy iść. Oscar dalej przeczesywał ulicę wzrokiem.
-Ej chłopie to weź mi chociaż powiedz jak ona wygląda. Może bym ci trochę pomógł.
-Hmm.. ok. Ma rude włosy, jest wysoka, szczupła i wtedy miała na sobie puchową kurtkę.....  O i tak w ogóle nazywa się Elen.

*
*
*

Dziękuję za poświęcony czas. Tym razem będę wiecznie czekać na 5 komentarzy XD mam nadzieję, że się uda!

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział szesnasty

Elen's pov.

-Że co zrobił?!- pytanie Hanny potoczyło się echem przez cały korytarz, odbijając się od ścian niczym mała piłkeczka. Przewróciłm oczami.
-Możesz się ogarnąć?- zapytałam zniecierpliwiona.
-Opowiedz wszystko jeszcze raz!- poprosiła z maślanymi oczkami Rosie. Westchnęłam i zaczęłm opowiadać tą samą historię piętnasty raz.
Dzisiaj wróciłam do szkoły po tygodniu przerwy. W końcu przestałm gorączkować i skończył mi się katar. Ten tydzień spędziłam leżąc w łóżku i pijąc malinowe herbatki. Wykonywałam także krótkie spacery: z sypialni do łazienki i z powrotem. Czułam się okropnie. Te 7 dni można by było nazwać najnudniejszymi w moim życiu gdyby nie jeden fakt.
Omar w końcu (po długich negocjacjach) wydusił ze mnie informacje o moim miejscu zamieszkania. Byłam wtedy w stanie krytycznym fizycznie jak i psychicznie. Kiedy byłam prawie pewna, że zerwie ze mną gdy mnie tylko zobaczy, spotkała mnie miła niespodzianka. A było to tak......
-Już idę!- wrzasnęłam chrapliwym głosem i szybko podeszłam do drzwi. Serce waliło mi w piersi tak mocno, że myślałm, że połmie mi żebra. Dźwięk dzwonka do drzwi brzmiał w mojej głowie jak wezwanie na egzekucję. Westchnęłam po raz ostatni i powoli otworzyłam drzwi.
-Cześć piękna.- przywitał mnie Omar. Zatkało mnie. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Natychmiast się ocknęłam.
-Nie dotykaj mnie, bo się zarazisz!- odskoczyłam od niego. Zaśmiał się, a ja tradycyjnie spłonęłm rumieńcem.
-Czym? Gorączką?- uśmiechnął się.
-No na przykład... katarem.- spuściłam głowę czując, że moje policzki płoną ze wstydu.
-Widać, że jesteś chora.- Omar wyszczerzył się przede mną.- Wpuścisz mnie?- zapytał. Zrobiłam się jeszcze czerwieńsza. Przesunęłam się i wpuściłam go do środka. Omar rozebrał się i wyjął coś z torby.
-Ugotowałem rosół.... Znaczy starałem się haha. Mam nadzieję, że się nie otrujesz.- podał mi do rąk mały garnek. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Kiedy ty to zdążyłeś zrobić?- spytałam zszokowana.
-No wiesz zupki chińskie się szybko szykuje.- zaśmiał się. Ja też uśmiechnęłm się blado.- Tak w ogóle to chyba należy mi się jakieś podziękowanie, co?- zapytał zaczepnie.
-D-dzięki.- wyjąkałam, biorąc od niego zupę i wstawiając ją na gaz. Zapaliłm pod garnkiem.- Chcesz herbaty czy coś?- zapytałam.
-Ty już leć się połóż księżniczko, bo wyglądasz jakbyś się miała zaraz przewrócić.- zaśmiał się i pogłaskał mnie po głowie.
-Nnie... Spoko dam ra-
-No już. Wskakuj pod pierzynę. Poradzę sobie.
Posłusznie udałam się na kanapę wciąż jeszcze rumieniąc się ze wstydu.
Kilka minut później Omar przyniósł mi cieplutką miseczkę rosołu. Z wdzięcznością przyjęłm ten ,,dar".
-Fajne masz mieszkanko.- powiedział podając mi rosół.
-Dzięki.- odpowiedziałam łapczywie sięgają po miskę.
-Sama tu mieszkasz?
-Nie. Właściwie to ja tu mieszkam tylko tymczasowo....
-Yhm rozumiem.- zrobił minę, która prezentowała coś całkiem odwrotnego.
Gadaliśmy i żartowaliśmy cały dzień. Omar zebrał się około 18 i obiecał, że będzie przychodził do mnie codziennie. Tak też robił. To, że teraz czułam się lepiej było zasługą przede wszystkim jego rosołków. Teraz czułam się trochę głupio, że musiał na mnie poświęcać tak dużo czasu. Obiecałam sobie, że tym razem ja go gdzieś zaproszę.
-I tak codziennie? Przychodził codziennie?- zapytała rozmarzona Rosie.
-Tak.- odpowiedziałm z dumą w głosie, że mam takiego chłopaka. Zaraz po tej myśli zastonowiłam się głęboko. To jest mój chłopak. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Och chciałabym być jeszcze dłużej chora!

*
*
*

poniedziałek, 9 lutego 2015

Liebster Arward!

Liebster Arward!

Witam. Mój blog został nominowany przez: felixsandmanff.blogspot.com (1) oraz czasna-na-obrone.blogspot.com (2). Wielkie dzięki :D
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga który Cię nominował.

(1)

1.Jaki jest twój ulubiony zespół?
-Maroon 5
2.Gdybyś mogła się przeteleportować, to gdzie?
-Zwiedziłabym cały świat :D
3.Jaki jest twój ulubiony youtuber?
-Pewdiepie i Smosh
4.Wolisz spędzać czas na świeżym powietrzu, czy siedzieć w domu?
-Raczej na świeżym powietrzu.
5.Gybyś mogła zmienić jedno wydarzenie w swojej przeszłości, zrobiłabyś to?
-Może...
6.Dlaczego piszerz blogi?
-Bo lubię :D
7.Masz rodzeństwo?
-Tak.
8.Gdybyś mogła, przefarbowałabyś się? Jeśli tak, to na jaki kolor?
-Na rudo.
9.Wolisz spódnice czy spodnie?
-Spodnie!
10.Włosy długie, czy krótkie?
-Obojętne..
11.Morze czy góry?
-Morze.

(2)

1.Co najbardziej lubisz w sobie?
-Moje obojczyki :D
2.Przyjaźń, czy miłość?
-Najlepiej oba!
3.Co zainspirowało cie do napisania bloga?
-Moja kuzynka ;)
4.Gdybyś mogła zmienić swoje imię, to na jakie?
-Laura lub Anna.
5.Z jakim zwierzęciem się utożsamiasz?
-Z pandą!
6. Jesteś Otaku? Jeśli nie, to co o nich sądzisz?
-Nie jestem. Nie przeszkadzają mi.
7. Gdybyś mogł/a być jakimś superbohaterem to jakim?
-Catwomen :D
8. Ulubiony film/serial?
-Film: Atlas chmur, serial: Sherlock.
9.Jesteś samotnikiem, czy raczej duszą towarzystwa?
-Kimś pomiędzy.
10.Wierzysz w duchy?
-Tak.
11.Często kłamiesz?
-Staram się nie...

Niestety nie znam prawie żadnych blogów... więc jakkolwiek dziwnie to brzmi: nie nominuję nikogo.

Rozdział piętnasty

Rosie's pov.

Z ciekawością przysłuchiwałyśmy się opowieści Elen. Hanna miała wypieki na twarzy i zachłannie chłonęła każde jej słowo. Uśmiechnęłam się. Ona kochała takie rzeczy. Historie miłosne, wyciskacze łez, nawet te najbardziej pokręcone, zawsze ją ekscytowały. Przypomniałam sobie kiedy pierwszy raz spotkała Matta. Gadała nan o nim cały czas! Ciągle słyszałam w głowie jej wesoły szczebiot.  Jaki on zabawny, jaki mądry, jaki przystojny... Nagle poczułam dziwne ukłucie w sercu. Z naszej trójki tylko ja nigdy nie miałam chłopaka. Nie szukałam żadnego na siłę. Czekałam cierpliwie aż się zakocham i znajdę ,,tego jedynego." Nigdy mi nie przeszkadzało to, że byłam singielką. Nie byłam zazdrosna o to, że dziewczyny kogoś mają. Cieszyłam się ich szczęściem. N

-
-
-

Elen's pov.

Po godzinie z ulgą opuściłam kawiarnię. W końcu opowiedziałam dziewczynom całą historię. Zmyły się one szybko zaraz potem. Nie miałam ochoty siedzieć sama w kawiarni- nie miałam weny i denerwował mnie Ruben, który ciągle się na mnie gapił. Poza tym znów piekły mnie moje ,,łuski." Pobiegłam do domu żeby je przemyć wodą.
Ze zgrozą stwierdziłam, że kilka pęcherzy pękło. Ich zawartość pokrywała teraz moją bluzkę. Z obrzydzeniem umyłam dekolt i szybko założyłam inną koszulkę. Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze i się przestraszyłam. Wyglądałam okropnie! Miałam czerwony nos i policzki, wory pod oczami i załzawione oczy. Szlag. Teraz już wiedziałam na sto procent, że jestem chora. Poszłam do kuchni po termometr. Zgodnie z moimi obawami okazało się, że mam gorączkę. Od razu, aby tylko nie zapomnieć wysłałam do mamy sms-a, że wszystko u mnie wporządku. Ona nie może się dowiedzieć. Zaczęłaby wtedy strasznie histeryzować, pakować się i pewnie by tu przyjechała. Z powodu jednego przeziębienia. Stwierdziłam więc, że to nie ma najmniejszego sensu.
Opatuliłam się w mój najcieplejszy kocyk, zrobiłam sobie herbatę i usiadłam na łóżku. Podczas oddychania mój nos brzmiał jak piszcząca lokomotywa. Połknęłam dwie tabletki witamiy C. Miałam nadzieję, że jutro pójdę do szkoły.
Po kilku godzinach okazało się jednak, że moje nadzieje były płonne. Wyglądałam i czułam się coraz gorzej. Ze zrezygnowaniem siedziałam na kanapie i oglądałam jakieś głupie show w telewizji. Usłyszałam ciche  pikniecie mojego telefonu. Zaskoczona wzięłam go do ręki. Dostałam smsa od Omara. Uśmiechnęłam się delikatnie.
,,Cześć piękna :D Co porabiasz?"
,,Cześć :D aktualnie jestem chora."
,,Co ci się stało?"
Odpisał w kilka sekund. Szlag. Chyba niepotrzebnie mu o tym powiedziałam. Będzie się tylko martwił.
,,A w sumie to nic tylko troche się przeziębiłam i mam gorączkę."
,,Czekaj jadę do ciebie!"
Teraz oficjalnie mogłam uznać, że jestem kompletną idiotką.
,,Omar nie trzeba. Dam sobie radę."
,,Trzeba, trzeba. Za chwilę będę."
Świetnie. Będzie na mnie patrzył w takim stanie. Wyglądam jak jakaś postać z horroru! Od razu ze mną zerwie. Załamana schowałam twarz w dłoniach. Nagle coś sobie uświadomiłam. Podniosłam głowę. Powoli się uśmiechnęłam. Po chwili zaczęłam się śmiać sama do siebie. Niemal w tym samym momencie dostałam kolejnego smsa.
,,Elen, a gdzie ty tak właściwie mieszkasz?"

*
*
*

Serdecznie dziękuję za wsparcie! Chociaż i tak wiem, że większość komentarzy nabiły moje przyjaciółki XD ten rozdział jest jak widać bardzo krótki dlatego niedługo wstawię kolejny.

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział czternasty

Elen's pov.

-Całowaliście się?!- Hanna powtarzała to już piąty raz. Rozglądnęłam się po uczniach. Nikt nie zwrócił na nas uwagi.
-Tak. Możesz w końcu przestać? Nie chcę żeby wiedziało o tym pół szkoły.
Rosie zachichotała. Obie zachowywały się jak pokręcone- skakały wokół mnie domagając się opisu mojej randki. Cierpliwie po raz trzeci opowiadałam o zdarzeniu na Statule. Słuchały z zapartym tchem. Popatrzyłam na nie krzywo.
-Weźcie się ogarnijcie.
-Ale Elen!!! To super!! W końcu kogoś masz!- stwierdziła Rosie. Uśmiechnęłam się. Przepychałyśmy się między uczniami, starając się dojść do szafek. Gdy się nam udało, zabrałyśmy książki i pobiegłyśmy na lekcje.
Dzisiaj znowu nie mogłam się skupić. Wracałam myślami do mojego spotkania z Omarem. Było cudownie.... chciałabym to powtórzyć. Z drugiej strony czułam nawracające wyrzuty sumienia: Omar nie wiedział, że dla nich piszę. Nie wiedziałam jak na to zareaguje. To w sumie nic wielkiego, ale..... co jeśli pomyśli, że umawiałam się z nim tylko po to żeby mnie zatrudniali? Miałam nadzieję, że nie wpadnie na taki głupi pomysł.
Od wczoraj czułam się niezbyt dobrze. Chyba się przeziębiłam. Od czasu do czasu przechodziły mnie dreszcze i ciągle kichałam. Cieszyłam się, że nie stało się to w dniu mojej randki z Omarem, bo wtedy z pewnością musiałabym ją przełożyć.
Kiedy lekcje w końcu dobiegły końca zdecydowałyśmy, że pójdziemy na spacer. Nawet Rosie na to przystała. Widocznie chciała słuchać moich dalszych opowieści o randce. Stwierdziła również, że musimy obgadać naszą zemstę na Angeli. Początkowo myślałam, że nie wzięła tego na seio- właściwie to co miałyśmy jej zrobić? Zamordować ją i ukryć jej ciało w koszu na śmieci? Kiedy tak o tym rozmyślałam, doszłam do wniosku, że ona nic takiego mi nie zrobiła. Owszem była wredną i głupią blondynką (nie popieram wierzenia w stereotypy, chodzi tylko o kolor jej włosów), ale to chyba jej jedyna ,,wina." Kilka razy miałyśmy spięcia, ale w sumie kto ich nie miewa? Nie jestem typem osoby mściwej. Byłam gotowa jej to przebaczyć.
Po wyjściu ze szkoły stwierdziłyśmy, że pójdziemy do ,,mojej" kawiarni. Było tam na tyle cicho, że mogłyśmy spokojnie porozmawiać bez konieczności przekszykiwania hałasu ulicznego. Tam też się skierowałyśmy.
-No, to opowiadaj.- powiedziała Hanna dzisiaj już piąty raz, siadając na mojej ulubionej kanapie. Westchnęłam.
-No więc wyszliśmy z kina...
-Kto wybierał film?- przerwała mi natychmiast Rosie.
-No ja. I potem poszliśmy..
-A na tym filmie Omar dawał ci jakieś znaki?- spojrzałam na Hanne z dziwnym wyrazem twarzy.- No w sensie: patrzył się na ciebie, trącał nogą albo łapał za rękę jak się bałaś?
Popatrzyłam na nią zrezygnowana.
-To była komedia!
-Aaaa to już inna sprawa.
Starając sie zachować spokój zaczęłam jeszcze raz.
-I potem poszliśmy...
-Dzień dobry. Co chciałyby panie zamówić?
Miałam ochotę rzucić w kelnera popielniczką. W porę jednak się opanowałam i zobaczyłam, że przed nami stał Ruben. Popatrzył na mnie i się zaczerwienił. Ja chyba też.
-Poprosimy trzy kawy latte.- odpowiedziała za nas Rosie. Zawsze zamawiałyśmy latte.
-Oczywiście. Coś jeszcze?
-Nie dziękujemy.- uśmiechnęła się. Zobaczyłam, że Ruben znów na mnie zerkał. Pewnie czuł się dziwnie po tym co się stało w łazience. Ja też byłam bardzo skrępowana tym ,,wypadkiem." Naszczęście już po chwili go nie było. Jak na złość poczułam pieczenie na dekolcie. Stwierdziłam jednak, że dam radę wytrzymać i za żadne skarby nie pójdę do łazienki.

-
-
-
Omar's pov.

Ciągle myślałem o tym co się wydarzyło między mną a Elen. Było bardzo fajnie. Czułem się swobodnie w jej towarzystwie. Nasza randka minęła zdecydowanie za szybko. Już planowałem żeby wyskoczyć z nią na następną.
Gdy tylko wstałem rano Oscar już siedział przed komputerem z tym samym, smutnym wyrazem twarzy. Zaczynałem się o niego poważnie martwić.
-Stary weź daj już z tym spokój. Siedziałeś wczoraj cały dzień przed kompem. Już wystarczy.
-Masz rację.- Oscar pokiwał głową. Nie odłożył jednak laptopa i cały czas wlepiał w niego wzrok.
Stwierdziłem, że dalsza dyskusja z nim o jego zachowaniu nie ma najmniejszego sensu. Zmieniłem temat.
-To co: może sobie zapuścimy jakiś film?- zapytałem zacierając ręce. Felix uśmiechnął się.
-Spoko. Zrobię nam popcorn.
Już po chwili siedzieliśmy razem przed telewizorem. Z ulgą zobaczyłem, że Oscar usiadł koło nas. Uśmiechnąłem się do niego. Odwzajemnił słaby uśmiech.
Kilka minut później z rozbawieniem oglądałem tą samą komedię, co wczoraj z Elen.

*
*
*
Witam! Mam nadzieję, że podobał się rozdział. Jeśli tak to proszę o skomentowanie. 10 komentarzy=następny rozdział.
Ustalam tą zasadą, bo wiem, że będzie to trwało wieki zanim tyle osiągnę XD (jeśli w góle tak się stanie). Do usłyszenia za milion wieków!

wtorek, 20 stycznia 2015

Rozdział trzynasty

Witam! Jeśli ktoś to w ogóle czyta to przepraszam za straszne opóźnienia w dodawaniu rozdziałów. No, ale cóż mogę powiedzieć- szkoła! W każdym bądź razie postaram się to ogarnąć XD

Elen's pov.

Strasznie się spieszyłam! Hanna i Rosie wybrały dla mnie tą sukienkę. Szczerze mówiąc nie przepadałam za nią. Przypominała mi ona o moich pechowych wakacjach. Wolałam nie wracać do nich wspomnieniami. Niestety była to moja najładniejsza sukienka. Muszę przyznać, że nie wyglądałam w niej najgorzej.
Gdy tylko dobiegłam na Time Square od razu zobaczyłam Omara. Prezentował się cudownie....był taki przystojny! Moja mina szybko zbladła: czy mu się spodobam? Prawdopodobnie nie. Ruszyłam w jego stronę. Chyba mnie nie zauważył. Szlag. Zły znak. Z zawrotną prędkością wymijałam ludzi stojących mi na drodze. W końcu stanęłam przed nim.
-Cześć Omar!- powiedziałam.
Zaczerwienił się. Ja również. Zawsze to tak na mnie działa.
-Hej.....wyglądasz ślicznie!
Byłam teraz jeszcze czerwieńsza niż moja sukienka. Zastanawiałam się czy powiedział prawdę czy skłamał żebym się lepiej poczuła? Brawo ty wszytsko potrafisz zniszczyć- skarciłam się w myślach.
-Dzięki! Ty też!- byłam strasznie zdenerwowana. Miałam nadzieję, że wszystko będzie wporządku. Liczyłam już dwunasty raz do dziesięciu. Nie pomagało. Uśmiechnęłam się nerwowo.
-To dla ciebie.- wręczył mi bukiet róż. Poczułam, że moje policzki wręcz płonęły. Były takie piękne....zapatrzyłam się w nie. Widziałam kropelki wody osadzone na szczytach płatków. Kolce były duże i majestatyczne, ale nie wydawały mi się groźne. Czułam delikatny i aromatyczny zapach kwiatów. Uspokajał mnie...
-Coś się stało?- głos Omara wyrwał mnie z zamyślenia. Szybko spostrzegłam, że stoję schylona nad kwiatami w bezruchu. Podniosłam się natychmiast.
-Nie, wszystko ok...są takie piękne....dziękuję.- wyjąkałam zawstydzona i radośnie przyjęłam kwiaty w swe ramiona.
-Cieszę się, że ci się podobają.- kiedy Omar mówił patrzył mi prosto w oczy. Ja również zawsze gdy z kimś rozmawiam muszę utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. W jego oczach zobaczyłam ciekawe lśnienie.
-Może się przejdziemy?- zaproponował Omar.
-Jasne.- skinęłam głową. Ruszyliśmy w stronę parku. Było tu o wiele mniej ludzi. Postanowiłam rozpocząć rozmowę.
-Jaki-
-Co my-
Roześmialiśmy się. Co za żenada. Nie jestem dobra w tych sprawach. Naszczęście Omar mnie wyręczył.
-Czym się interesujesz?
-Hm...no cóż...ogólnie to muzyką i sztuką.
-Czyżbym miał doczynienia z artystką?- roześmiał się.
-Z duszą artystki. Tylko zdolniści brak.- odwzajemniłam uśmiech.- A ty jakie masz pasje?
-Muzyka, taniec. Mam zespół z kumplami.
-Serio? Jaki?- w mojej głowie powstawała już wizja: Omar przy mikrofonie, ja za pianinem albo z notesem w ręku komponująca tekst. Jak zwykle baaardzo realne.
-The Fooo Conspiracy. Może coś o nas słyszałaś.- zamarłam. Czy ja się właśnie spoufalam z moim pracodawcą? Nie może się dowiedzieć, że dla nich piszę. Wyglądałoby to niezdrowo. Na pewno zaraz by ze mną zerwał. Przynajmniej tak to jest w filmach. Uspokoiłam się szybko.
-Super! Moja przyjaciółka mi o was mówiła. Bardzo was lubi.- Rosie faktycznie coś tam wspominała.
-Fajnie haha. A ty co robisz? Grasz gdzieś? Może śpiewasz?
Zastanowiłam się przez moment. Stwierdziłam, że nie będę kłamać.
-Gram na pianinie i skrzypcach. I czasem piszę....w chwili natchnienia.
-Wow serio artystka.- pokiwał z uznaniem głową.- Często miewasz te chwile natchnienia?- wypowiedział te słowa z namaszczeniem. Widocznie bawił go mój sposób mówienia. Roześmiałam się.
-Zdarza się.- rozglądnęłam się.- Gdzie my właściwie idziemy?
Zbaczaliśmy coraz bardziej ze ścieżki w jakieś chaszcze. Zaczęłam mieć dziwne przeczucia.
-Na skróty do kina.- odpowiedział Omar. Zlustrowałam gąszcz wzrokiem znawcy.Odetchnęłam z ulgą. To przecież tylko skrót. Idiotka ze mnie.
-Na jaki seans?
-Hmmm....pomyślmy. Dzisiaj grają horror, komedię i jakąś strzelaninę. Wybieraj.
-A tobie co najbardziej pasuje?- spytałam dyplomatycznie. Nie umiem dokonywać wyborów.
-Jesteś damą. Ty wybierasz.- dygnął lekko przede mną. Uśmiechnęłam się.
-Niech będzie komedia.

*

Po dwóch godzinach wypadliśmy z kina na ulicę. Nie mogłam przestać się śmiać. Film był wyjątkowo zabawny, ale najbardziej rozśmieszał mnie Omar. Czułam się cudownie. Cały czas żartowaliśmy. Od śmiania zrobiło mi się ciepło i szłam teraz z rozsuniętą kurtką. Z pewnością byłam też czerwona. Pomiędzy napadami nagłej głupawki, zerkałam dyskretnie na Omara. Był uśmiechnięty. Widocznie dobrze sie bawił. Po tych kilku godzinach spędzonych razem czułam się jakbym znała go od lat. Był taki prosty ,,w użyciu"- miły, zabawny, inteligentny. Nie to co ja, mieszanka kilku osób, kilku charakterów. 
-Masz jakiś pomysł gdzie idziemy?- spytał, przerywając moje rozmyślania. Zastanowiłam się.
-Hmm....szczerze to nie. Chociaż możemy pojechać na Statuę.- wyrwało się to ze mnie zanim zdążyłam się powstrzymać. Lubiłam bardzo to miejsce. Było wprawdzie pełne od turystów, ale stamtąd rozciągał się taki piękny, malowniczy widok! Gdy byłam mała chciałam jeździć tam z rodzicami na okrągło. Obecnie byłam tam jakiś rok temu.
-W sumie czemu nie? Możemy popłynąć.- Omar przystał na mój pomysł. Zdziwiło mnie, że się tak często ze mną zgadza. Chyba, że robił to tylko z uprzejmości.
-Jeśli nie ch-
-Chcę, chcę!- roześmiał się.- Jakbym nie chciał, to bym powiedział.- Chodźmy! Mam znajomego, który nas tam przewiezie o wiele szybciej niż normalnie.
Ruszyliśmy w stronę łódek. Kupiliśmy bilety. Miałam ochotę zapłacić, ale Omar zrobił to za mnie.
-Damy nie płacą!- zawołał.
Weszliśmy na łódkę. Woda wieczorem była taka piękna. Falowała leciutko. W jej tafli odbijały się światła wierzowców. Pod  powierzchnią widać było srebrne łuski małych rybek. Płwały beztrosko, ścigając się raz w jedną, raz w drugą stronę. Istniał tam inny, magiczny świat.
-Czyżbym był świadkiem twojej chwili natchnienia?- zapytał Omar. Dopiero wtedy zorientowałam się co robię- pochylałam się nad wodą i wyciągałam w jej stronę rękę. Szybko ją cofnęłam. Łódka zachybotała się niebezpiecznie. Spadłam w tył i wylądowałam prosto w ramionach Omara. Zaczerwieniłam się.
-Sorki...
Śmiał się w najlepsze.
-Hahaha jesteś komiczna!
Uznałam to za komplement jednak przemilczałam komentarz, udając nadąsaną. To rozśmieszyło go jeszcze bardziej. Odwróciłam jego uwagę od tego, że ewidentnie mnie obejmował. Czułam jego silny i pewny uścisk. Wywoływał on we mnie poczucie bezpieczeństwa. Byliśmy podobnego wzrostu. Znacznie utrudniało to mi wtulenie się w jego kurtkę. Nie przeszkadzało mi to jednak zupełnie. I tak czułam się cudownie. Omar dopiero po chwili zorientował się, że mnie przytula. Lekko się zaczerwienił lecz nie wypuścił mnie ze swoich ramion.
Łódka dotarła do celu. Omar wysiadł z niej pierwszy i podał mi rękę. Stwierdziliśmy zgodnie, że chcemy wejśc wyżej. Zaczęła się nasza wędrówka na szczyt- latarnię. Po kilkunastu minutach w końcu dotarliśmy do celu. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Dookoła nas roztaczała się piękna panorama Nowego Yorku. Zapatrzyliśmy się w odległe światła, budynki, ludzi. Wszystko było takie piękne. Poczułam dotyk Omara. Wziął mnie za rękę. Obróciliśmy się do siebie. Nie potrzeba było żadnych słów. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował.

*
*
*

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział dwunasty

Witam wszystkich. Ten rozdział dedykuję mojej przyjaciółce, która usunęła swojego bloga. Mam nadzieję, że to czytasz. Jeśli tak to wiedz, że jestem na ciebie wkurzona.

Elen' s pov.

Jakimś cudem wysiedziałam w szkole. Chwilami było ciężko. Czułam jak głowa opadała mi bezwładnie na ramiona. Szybko ją podnosiłam tylko po to, by za chwilę znów ją zwiesić. W dodatku cały czas chciało mi się kichać. W końcu minęły lekcje, a później koza. Z przerażeniem stwierdziłam, że mam tylko półtorej godziny do randki z Omarem. Cudownie. Wyszłam z sali powszechnie zwanej ,,Torturnicą." Nazewnątrz zobaczyłam Rosie. Czekała na mnie. Popatrzyłam na nią ze zdziwieniem.
-A ty co tu robisz? Nie chciało ci się iść do domu?- zaśmiałam się.
-Hah miałyśmy się zemścić na Angeli. To jest warte poświęceń.
-Niestety to nie dziś. Muszę się przygotować. Idę na randkę z Omarem!!- zapiszczałam. I szybko skrytykowałam się w myślach- zachowuję się jak idiotka.
-Wow super. Gratulacje. No cóż zemsta może poczekać...trzeba cię zrobić na bóstwo!- powiedziała z akcentem rodem z reklamy proszku do prania. Wyjęła telefon.
-Co robisz?- zapytałam.
-Dzwonię po posiłki. Przyda nam się pomoc Hanny.
-Nie!! Ona ma ,,spotkanie" z Mattem. Nie chcę im przerywać...- zaprostestowałam.
-Matta ma na codzień. Ty codziennie się nie chajtasz.- mrugnęła do mnie.
Przyznałam jej cicho rację.
Po chwili we trójkę pędziłyśmy do mojego mieszkania. Gby dobiegłyśmy zasapane, szybko otworzyłam drzwi i wpuściłam dziewczyny do środka. Naszczęście było tu wmiarę czysto. Kumpele same się rozgościły- Rosie podeszła do szafy, a Hanna usiadła na kanapie. Jako ta, która miała z nas największe doświadczenie z chłopakami, pełniła ona tu rolę doradcy. Rosie wyjęła z szafy jakieś 10 moich sukienek.
-Przymierzaj.- powiedziała lakonicznie i wcisnęła mi je do rąk. Posłusznie wlazłam do łazienki. Już po chwili wyszłam z niej ubrana w to coś. Sukienka ewidentnie była przymała- jej rękawy sięgały mi łokci, materiał opinał mi się ciasno na dekolcie (ledwo oddychałam) i spod spodu widać mi było majtki.
-Hahahaha dalej! Wyglądasz jak dziwna postać z anime!- Hanna miała łzy w oczach.
-Chyba, że jesteś bardzo zdesperowana.- Rosie turlała się po podłodze ze śmiechu. Poczułam się skompromitowana. Łypnęłam na nie spode łba. Szybko wlazłam do łazienki. Wyszłam z niej znowu jako ktoś inny. Zaprezentowałam się z gracją dziewczynom. Sukienka sięgała mi do kolan. Miała fioletowy kolor i kołnierzyk pod szyją. Rękawy był długie. Całość wyglądała dość oldschoolowo.
-Yyyy..... nie. Trochę zbyt staroświecka.- rzekł nasz ekspert. Weszłam z powrotem do łazienki. Mam tak mało czasu!!

-
-
-

Omar's pov.

Od rana jeździliśmy z Oscarem po mieście. Było świetnie! Wszyscy się zrelaksowaliśmy i powygłupialiśmy. Nawet Oscar zapomniał o swych zmartwieniach. Bawił się razem z nami.
Nieuchronnie zbliżał się czas mojej randki. Przed nią muszę jeszcze wpaść do ,,domu" i się przygotować. Później podjadę na Time Square tak jak ustaliliśmy.
Czas dalej mijał. Była 15:30. Muszę się wymsknąć. Nie chcę jednak by chłopcy się zdenerwowali. Cholera.
-Wiecie co? Ja chyba wracam do hali.- odezwał się Oscar. Uff. Wyręczył mnie. Chłopcy nie podzielali jego zdania. Idealna szansa.
-Pójdę z tobą.- zadeklarowałem szybko. Oscar się ucieszył, Felix i Ogge też. Wszyscy szęśliwi. Stwierdzili, że jeszcze pospacerują. My ruszyliśmy w stronę hali.
Po kilku minutach już tam byliśmy. Wjechaliśmy do środka. Oscar od razu zajął się komputerem więc nawet nie zwracał uwagi na to co robię. Zapytałem go czy nie będzie mu przeszkadzać jeśli wyjdę, po czym opuściłem mieszkanie. Wątpiłem czy to w ogóle zauważył.
Miałem zamiar pojechać naszym wozem, ale stwierdziłem, że lepiej będzie jeśli użyję zwykłej taksówki. Szybko ją złapałem. Tym razem nie zapomniałem o kwiatkach- trzymałem właśnie w rękach piękny i wyjątkowo okazały bukiet róż. Miałem nadzieję, że spodoba się on Elen. Wpatrywałem się w okno taksówki zastanawiając się czy postępuję właściwie. Wydawała mi się ona miłą dziewczyną. Była także ładna. Nie wiedziałem jednak czy będzie z tego coś większego. W moich myślach pojawiło się właśnie bardzo niezręczne pytanie: W takim razie po co? Nie potrafiłem na nie odpowiedzieć. Z jakiegoś powodu czułem, że muszę tam pojechać. Muszę się z nią spotkać.
-Jesteśmy na miejscu.- głos taksówkarza wyrwał mnie z zamyślenia.
-OK. Dziękuję.- odpowiedziałem niepewnie. Z trudem otworzyłem drzwi. Na placu roiło się od ludzi. Ciężko było znaleźć miejsce, w którym można by było spokojnie stanąć, nie narażając się na potrącenie lub uderzenie łokciem w twarz. Westchnąłem. Jak ja ją tu znajdę?
-Płaci pan 10$.- znów wtrącił się taksówkarz. Wyciągnąłem kasę i mu ją wręczyłem. Odjechał. Stałem bezradny i nieco zmieszany pośród wielkiej masy ludzi. Byłem dziesięć minut przed czasem. Elen pewnie jeszcze nie przyjechała. Stwierdziłem, że ulokuję się pod jakimś drzewem. Stał tam już spory tłumek, ale według moich ,,kalkulacji" ja powinienem się jeszcze wcisnąć.
Zastanawiałem się jak wyglądać będzie Elen. Ja byłem ubrany w białą koszulkę (oczywiście przykrytą kurtką) i jeansy. Nie chciałem przesadzić z elegancją, ale także wyglądać na niechluja. Stwierdziłem, że to najbardziej odpowiedni zestaw.
Zbliżał się czas naszego spotkania. Rozglądałem się po tłumie, miejąc, prawdę mówiąc, niewielkie szanse, że ją wypatrzę. Właśnie miałem sięgać po telefon do kieszeni gdy nagle coś, a raczej ktoś, przykłuł moją uwagę. Dziewczyna była piękna. Miała na sobie czerwoną, koronkową sukienkę, kozaki oraz brązowy płaszczyk. Jej włosy delikatnie powiewały na wietrze. Wyglądała olśniewająco. Szybko odsunąłem od siebie te myśli. Jestem przecież umówiony na randkę. Nie będę fantazjował o innych kobietach. Idiota.
Zaskoczony zauważyłem, że piękność zbliżała się w moją stronę. Przykłuwała ona wzrok wielu mężczyzn, którzy z ciekawością się jej przyglądali. Pomimo jej wyglądu wydawała się być dość nieśmiała- szybko wymijała przechodniów i ,,szerokim" łukiem obchodziła wpatrzonych w nią facetów. Podchodziła coraz bliżej. Poczułem, że moje nogi stają się miękkie. Zobaczyłem, że na mnie patrzy. Natychmiast zarumieniłem się.
-Cześć Omar!- powiedziała Elen.

*
*
*

niedziela, 11 stycznia 2015

Rozdział jedenasty

Oscar' s pov.

Wstaliśmy dzisiaj dość późno. Spało mi się bardzo dobrze. Po tych lekach noga bolało mnie o wiele mniej, a czasami całkiem zapominałem o bólu. Niestety gips skutecznie utrudniał mi poruszanie- nie wychodziłem z hali. Ba nie ruszałem się nawet z łóżka.
Ciągle myślałem o Elen. Moją nową obsesją stało się sprawdzanie umieszczonego w internecie ogłoszenia. Robiłem to średnio co pół godziny. ,,Pasujących" do mojego opisu nie brakowało. Przez noc nazbierało się ich 5 tysięcy. Większość osób odrzucałem po kilku sekundach- wystarczyło spojrzeć na zdjęcie. Na prawdę pasujących znalazłem 50. Jednak żadna z nich nie była Elen. Jedne miały zbyt zadarty nos, drugie bardziej wąskie usta lub całkiem inne rysy twarzy. Wkrótce skończyłem. Z rozpaczą stwierdziłem, że jej nie ma.
-Ej stary zostaw w końcu tego laptopa!- odezwał się Felix wyrywając mnie z zamyślenia.- Idziemy na miasto!
Popatrzyłem na niego dziwnie.
-To raczej beze mnie. Jak widzisz tymczasowo jestem kaleką.
Roześmiał się.
-No właśnie w tej sprawie...
-Ta da!- do pokoju wkroczyli Omar i Ogge. Musiałem dwa razy się upewnić czy to co trzymają w rękach jest tym co na prawdę myślę. Był to spory wózek inwalidzki.
-Oto twój tron!- roześmiał się Omar.
-Nie mam zamiaru na to wchodzić.- odpowiedziałem posępnie. Popsuli mi jeszcze bardziej humor.- Nie chcę być uważany za nieudacznika.
-Ogarnij się Oscar! Wsiadaj na to już!- zakomenderował Felix.- To wózek króla, nie ofiary.
Popatrzyłem na niego. Niestety mówił poważnie.
-O co wam chodzi? Nie chcę być dla was ciężarem.
-Oscar przecież nie jesteś!- zawołał Ogge.- Chcemy w końcu gdzieś z tobą wyjść. Nie możesz tu wiecznie siedzieć.
Westchnąłem. W myślach przyznałem mu rację. Minęły wprawdzie dopiero dwa dni, ale czułem, że dłużej tu nie wytrzymam.
-No dobra.- odpowiedziałem.
Ucieszyli się. Natychmiast pomogli mi wejść na wózek.
-No to ruszamy na poszukiwanie przygód!- wykrzyknął Omar.

-
-
-

Elen' s pov.

Tak się cieszyłam! Z podekscytowania nie spałam pół nocy. Rano zaspałam z powodu braku budzika. Wstałam jednak i miałam wrażenie, że unoszę się w powietrzu ze szczęścia. ,,Frunąc" nad ziemią szybko ubrałam się i wyszłam z domu. Z roztargnienia zapomniałam wziąć czapki. Trudno. To się teraz nie liczyło. Myślałam o tym w co się ubrać i jak pomalować żeby się podobać Omarowi. Wciąż był grudzień i nie było zbyt ciepło więc sukienka raczej nie wchodziła w grę. Chyba, że założę grube rajstopy. Z drugiej strony nie wiedziałam czy takie mam. Nie chcę wyglądać jakbym się za bardzo starała, ale mimo wszystko muszę się postarać. I to bardzo. Dawno nie byłam na randce. Na tą myśl zakłuło mnie w sercu. Przypomniałam sobie mojego byłego. Miał na imię Tom. Był bardzo przystojnym i mądrym chłopakiem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nasz związek był długi- chodziliśmy razem przez rok. Wszystko wydawało mi się wtedy takie idealne i kolorowe. Niestety w rocznicę naszego pierwszego spotkania, okazało się, że kręcił na boku z Angelą. Po tym wydarzeniu przeżywałam długą i głęboką traumę. Zawsze uznawałam wyższość Angeli nade mną pod względem wyglądu. Naszczęście przewyższałam ją w sprawach intelektualnych. Widocznie Tom uznał wygląd za ważniejszy. Zastanawiałam się czy tak samo będzie z Omarem. Czy zostawi mnie po roku znajomości? Czy może spławi mnie na samym początku? Miałam nadzieję, że nie.
Nagle uderzyłam w coś stopą. Potknęłam się. Nie zdążyłam zapanować nad sytuacją. Spadłam na ziemię. A dokładnie- prosto w śnieg. Poczułam, że mokną mi ubrania. Czułam także ból spowodowany upadkiem.
-Hahahaha. Uważaj jak leziesz!- usłyszałam pogardliwy śmiech. Od razu go poznałam- to była Agela. Wszystko nagle stało się jasne. Szybko się podniosłam, starając zachować chociaż resztki mojej godności. Angela i jej świta stały obok mnie. Domyśliłam się, że któraś z nich podstawiła mi nogę. Co za idiotki.
-Bawi was to?! Nie macie nic innego do roboty?
Zaczęły się śmiać. Znów. Chyba kiedy nie wiedzą co powiedzieć śmieją się. Nie miałam zamiaru tracić więcej czasu. Podniosłam plecak z ziemi i je wyminęłam. Kiedy już wchodziłam do szkoły, poczułam, że ktoś mocno złapał mnie za rękaw. Odwróciłam się. Stałam twarzą w twarz z jakimś facetem.
-Gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać.- był to jakiś mięśniak. Wyglądał jakby brakowało mu piątej klepki. Od razu skojarzyłam go z Angelą- to pewnie jej nowa ,,zabawka."
Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
-W ogóle nie zaczęliśmy rozmawiać. I już nie zaczniemy.
Szarpnęłam z całej siły ręką. Jakimś cudem wyrwałam się z jego uścisku. Szybko pobiegłam w kierunku szafek. Wyjęłam książki i wbiegłam do klasy.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie!- powiedziałam zasapana.
Nauczycielka spojrzała na mnie krzywo.
-Elen wiesz, że jest już 25 minut po dzwonku?
Zdębiałam. Cholera. To przez te idiotki na polu. Całkowicie straciłam poczucie czasu.
-Yyyy...bardzo przepraszam.
-Przykro mi. Będziesz musiała zostać dzisiaj po lekcjach.
Nie. No bez jaj! Tylko nie dziś! Spojrzałam z nadzieją na nauczycielkę. Po jej minie wnioskowałam, że nie mogę się z nią targować. Poddałam się.
-Dobrze.
Usiadłam w ławce. Rosie spojrzała na mnie pytająco. Szybko zobaczyła moje zamoczone rzeczy. Załapała, że chodzi o Angelę. Przysunęła się do mnie.
-Dorwiemy ją.- szepnęła. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością.
-No to wojna.- odpowiedziałam.

-
-
-

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział dziesiąty

Elen's pov.

Było świetnie. Pochodziliśmy sobie po Nowym Yorku, śmiejąc się i rozmawiając. Wyciągnęliśmy nawet Rosie, która zwykle lubi zaplanowane wyjścia i raczej nie przepada za improwizacją. Wszyscy dobrze się bawiliśmy. Połaziliśmy po galeriach i poprzeciskaliśmy się przez zatłoczone ulice w godzinach szczytu. Podsumowując było super oprócz jednego szczegółu- zaczęły mnie znów piec oparzenia. Stwierdziłam jednak, że wytrzymam.
Poszliśmy do parku. Z zachwytem przyglądałam się ośnieżonym drzewom. Były takie piękne! Pospacerowaliśmy trochę, co chwilę rzucając w siebie śnieżkami. Byłam okropnym strzelcem, tak więc szybko stałam się celem wszystkich ataków. Miałam skostniałe palce, bo przemokły mi rękawiczki, a moją twarz pokrywały rumieńce. Musiałam wyglądać okropnie.
Hanna i Matt odłączyli się od nas zaraz po wizycie w parku. Rosie także powiedziała, że wraca do domu. Wkrótce zostałam sama. Pieczenie moich łusek nasilało się. Byłam zbyt daleko  mieszkanka- do głowy przychodziła mi moja kawiarnia. Była najbliżej. Jest tam mała łazienka dla klientów, o której istnieniu rzadko kto wie. Stwierdziłam, że to najlepszy pomysł. Przy okazji może coś napiszę..... Popędziłam, by przemyć moje pęcherze zimną wodą. Weszłam do środka. Zrzuciłam z siebie kurtkę. Zamówiłam herbatę (tym razem) i ukradkiem przemknęłam do łazienki. Było to małe pomieszczenie z kabiną, zlewem i lustrem. Zdjęłam chustkę z szyji. Okazało się, że to nie wystarczy- bluzka ciągle zasłaniała większość oparzeń. Nie namyślając się długo ściąnęłam ją. Na szczęście nie było tu zimno. Szybko podeszłam do kranu. Puściłam wodę. Zamoczyłam w niej ręce i przemyłam nią dekolt. Poczułam ulgę. Przyjrzałam się sobie w lustrze i stwierdziłam, że pęcherzyki trochę się zmniejszyły. Jeeej! Może niedługo będę się mogła umówić z Omarem? Mam nadzieję. Codziennie rozmawialiśmy. Niestety były to bardzo krótkie rozmowy. Miałam wrażenie, że mnie zbywał. Zasmucało mnie to okropnie. Ale przecież to on rozpoczynał nasze konwersacje. Nikt go do tego nie zmuszał. Gdyby nie chciał do mnie pisać, nie musiałby. Ten argument pozwalał mi wierzyć, że moje podejrzenia to tylko głupie spekulacje. Oby.
W tej chwili otworzyły się drzwi i ujrzałam twarz Rubena. Odruchowo zakryłam się rękami. Cholera! Jaka ze mnie idiotka.
-Yyyy...przepraszam.- oblał się rumieńcem i odwrócił się.
-Co ty tutaj robisz?!- zapytałam z pretensją w głosie. Jakby to on był winny temu, że stoję rozebrana na środku publicznej łazienki. Szybko sięgnęłam po bluzkę i zaciągnęłam ją na siebie. Co za wstyd.
-Ja...pomyliłem drzwi.- wymamrotał.- Przepraszam!- powiedział i natychmiast wyszedł. Świetnie. Co to miało być? Jestem kretynką. Mogłam chociaż zamknąć drzwi! Jakoś o tym nie pomyślałam. Zamyśliłam się tylko na chwilę... Swierdziłam, że jestem już dostatecznie skompromitowana. Ubrałam kurtkę, zapłaciłam za nietkniętą herbatę (coż za bezsensowne marnowanie pieniędzy) i wyszłam nazewnątrz. Popędziłam do domu. Czułam się okropnie! Mam nadzieję, że Ruben nie widział zbyt wiele.... Szybko weszłam do domu. Rozebrałam się. Usiadłam do laptopa. Dawno nie pisałam. Najlepiej wychodziło mi to pod wpływem emocji.Miałam zamiar sprawdzić czy uda mi się to gdy byłam zażenowana. Gdy weszłam na internet zobaczyłam, że na mojej skrzynce znajduje się jakaś wiadomość. Od Marii. Szybko ją przeczytałam. Okazało się, że wyjazd do Szwecji odbędzie się dopiero w styczniu. Haha! Mam jeszcze miesiąc życia! Cudowna wieść. Dziwne, że Maria napisała maila- nie mogła po prostu zadzwonić? Co by było gdybym nie weszła na pocztę? Idiotyczne rozwiązanie. Widocznie nie chciała się fatygować. Wylogowałam się i zaczęłam pisać.

-
-
-
Oscar's pov.

Chłopcy szybko wrócili. Tak jak obiecali. Kupili jakieś leki przeciwbólowe. Natychmiast je łyknąłem w nadziei na poprawę. Przynieśli także sushi. Nie przepadałem za nim, ale nie narzekałem. Wszyscy byliśmy głodni.
Zastanawiałem się co teraz zrobimy. Jeśli nie będę ćwiczył nie wystąpię w teledysku. W naszym teledysku. Omar żartował, że posadzą mnie na złotym tronie i będą wokół mnie tańczyć. W sumie to miałoby sens. Ogge twierdził, że najlepiej wynająć dublera. Miałby on mnie udawać. Uznałem ten pomysł za chory- nie mam zamiaru oszukiwać naszych fanów. Felix natomiast ciągle wierzył, że  do tego czasu wyzdrowieję. Trzymałem go za słowo.
Myślałem o Elen. Zastanawiałem się czy istnieje chociaż cień szansy, że ją jeszcze raz zobaczę. Nie miałem pojęcia jak ją odnaleźć. Chodzenie po ulicach rzeczywiście było bez sensu. Teraz było to dla mnie wręcz niewykonalne. Myślałem o umieszczeniu w internecie jednego z tych ,,zabawnych ogłoszeń." Zdesperowani ludzie pisali tam kogo poszukują- opisywali jego wygląd i zachowanie oraz to gdzie go ostatnio widzieli. Ten pomysł wydawał mi się głupawy jednak nie miałem innego wyjścia. Z nadzieję napisałem to ogłoszenie i umieściłem je na stronie. Miałem nadzieję, że to coś da.

-
-
-
Omar's pov.

Wcinaliśmy sushi. W sumie nie było takie złe. Oscar wydawał się szcześliwy. Może mniej go bolało.
Poczułem wibracje mojego telefonu w kieszeni. Ukradkiem wyjąłem go i spojrzałem na ekran. Wiadomość od Elen. Uśmiechnąłem się. Po mojej sprzeczce z chłopakami w szpitalu, starałem się ją odstawić na drugi plan. W końcu moi kumple byli od niej ważniejsi......teoretycznie. Miałem zamiar zerwać z nią kontakt. Nie zrobiłem tego jednak. Z jakiegoś powodu chciałem koniecznie ją bliżej poznać.
,,Hej co tam u ciebie?"- napisała.
,,W porządku. Jak się czujesz?"
,,Ok. Jest już coraz lepiej. Oparzenia prawie zanikły."
Ucieszyłem się. W sumie minęły dopiero dwa dni, ale....
,,To super! W takim razie może się spotkamy?"
Nie za bardzo wiedziałem co robię.
,,Jasne! Kiedy ci pasuje?"
Zgodziła się. Uffff.
,,Jutro o 18?"
,,A nie mogłoby to być wcześniej? Tak o 16 na Times Square?"
Miałem ochotę się roześmiać. Co ona znowu wymyśliła?
,,Ok może być haha. Skąd ten pomysł? Będzie tam bardzo tłoczno o tej porze."
,,Ok to super! Tak jakoś...."
Niezbyt zrozumiałem o co jej chodzi, ale dyplomatycznie zgodziłem się. Lubiłem jej dziwne pomysły.
Chłopcy stwierdzili, że czas na próbę. Położyłem telefon na toaletce. Zaczęliśmy tańczyć.

*
*
*