Elen's pov.
Nieuchronnie zbliżałyśmy się do szkoły. Rosie z Hanną szły na przedzie i ciągnęły mnie za sobą za ręce. Czułam się jak więzień. Starałam się odwieść je od tego idiotycznego pomysłu. Niestety nie podziałało. Widać było już budynek szkoły. Nieudacznie wbijałam pięty w bruk żeby spowolnić naszą wędrówkę.
-Dziewczyny....nie sądzę żeby to był dobry pomysł...- zaprotestowałam zasapana.
-To jest idealny pomysł!! Niech pożałuje, że się urodził!!- wykrzyknęła Hanna z nutką zaciętości w głosie.
-Tak jest!!!- odpowiedziała Rosie ciągnąc mnie jeszcze mocniej za rękaw. Zrezygnowana poddałam się. Kilka sekund później stałyśmy przed wejściem.
-Skąd wiecie, że on tu w ogóle jest?- spytałam. Miałam cichą nadzieję, że Matt już stąd poszedł.
-Oczywiście, że tu jest! To przecież jego auto.- powiedziała Hanna wskazując stare, niebieskie audi na poboczu. W myślach przyznałam jej rację. Dyskretnie zbliżyłam się do Rosie.
-Co ty wyprawiasz?!- syknęłam jej do ucha.- Robimy z siebie wariatki.
-Musimy pomóc Hannie.- odsyczała.- To jedyny pomysł, który wpadł mi do głowy.
-To nie mogłaś zapytać mnie?!- spytałam z pretensjami w głosie.
-Sory. To się działo zbyt szybko. Teraz już się nie wycofamy.
-Aha!- krzyknęła Hanna.-Mamy go!- powiedziała celując palcem w Matta wychodzącego właśnie z budynku. Westchnęłam. Zanim się obejrzałam Hanna już biegła w stronę chłopaka, a Rosie podążała za nią. Szybko do nich dołączyłam. Matt nas zauważył. Jego uśmiech powoli bladł kiedy zobaczył, że we trójkę pędzimy wprost na niego. Hanna dorwała go pierwsza.
-Co ty wyprawiasz?!- krzyknął Matt.
-To się nazywa zemsta.- powiedziała i przywaliła mu z liścia. Zatkało mnie. Jego chyba też. Spojrzał na nią jak na wariatkę.
-Myślisz, że nie widziałam? Wiem wszystko! Zdradzałeś mnie z jakąś dziewczyną z kółka geograficznego!- po czym oddała mu w drugi policzek.
-To nie tak jak myślisz!- powiedział zdesperowany.- Daj to sobie wytłumaczyć!
-Nie potrzebuję twojego tłumaczenia! Nie jestem idiotką. Potrafię takie rzeczy zrozumieć sama!
-Ooo kogo ja tu widzę!- usłyszałam znajomy denerwujący głos. Angela ze swoją świtą stały zaraz koło nas.
-Kudłata pokłóciła się ze swoim psem?- spytała drwiącym głosem. Wydało mi się to ironiczne, bo przecież to ona w moich wyobrażeniach była psem.
-Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!- krzyknęła wkurzona Rosie. Angela zaśmiała się głupkowato.
-Przyszłam wyrównać rachunki.- powiedziała. Dopiero teraz zobaczyłm stojących za nią trzech mięśniaków. Cholera. Zaczęli się do nas zbliżać.
-Zostawcie chłopaka! Do niego nic nie mam.
Patrzyłyśmy zdezorientowane na to co się działo. Trzech kolesi zmierzało właśnie w naszą stronę. Pierwszy dotarł do mnie. Spanikowałam. Kompletnie nie wiedząc co robię walnęłam go pięścią w nos. Poczułam ból w ręce. Jednak nie wygląda to tak jak na filmach- pomyślałam. Chyba się tego nie spodziewał. Nikt inny też. Wszyscy zastygli w ciszy czekając na jego następny ruch. Odwrócił się on do mnie i wycedził:
-Ty mała gnido....już nie żyjesz!
-Biegnij!- krzyknęła w tym samym momencie Rosie. Nie musiała mi tego dwa razy powtarzać. Szybko zaczęłam biec w stronę wyjścia. Słyszałam jego kroki. Miałam wrażenie, że zaraz mnie złapie. Dopadłam drzwi. Obróciłam się. Rosie i Hanna widocznie pobiegły w innym kierunku. Zobaczyłam twarz gościa, który mnie gonił. Przestraszyłam się. Był cholernie wkurzony. Dało mi to wystarczającą motywację do jeszcze szybszej ucieczki. Wybiegłam na plac. Zdesperowana szukałam jakiekolwiek osoby, która mogłaby mi pomóc. Nikogo takiego nie zobaczyłam. Nagle poczułam szarpnięcie za rękę.
-Mam cię szmato!- krzyknął koleś. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Cholera. Odwrócił mnie do siebie i przywalił mi w twarz. Zawirowało mi przed oczami. Powoli ugięły się pode mną kolana. Osunęłam się na ziemię.
Znów poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Ten uścisk był jednak pewny i delikatny. Podniósł mnie do góry. Chwilę później usłyszałam krzyk mojego oprawcy i jego szybką ucieczkę.
-Już wszystko wporządku.- powiedział Ruben głaszcząc mnie po ramieniu.
*
*
*