niedziela, 29 marca 2015

Rozdział dwudziesty

Elen's pov.

Nieuchronnie zbliżałyśmy się do szkoły. Rosie z Hanną szły na przedzie i ciągnęły mnie za sobą za ręce. Czułam się jak więzień. Starałam się odwieść je od tego idiotycznego pomysłu. Niestety nie podziałało. Widać było już budynek szkoły. Nieudacznie wbijałam pięty w bruk żeby spowolnić naszą wędrówkę.
-Dziewczyny....nie sądzę żeby to był dobry pomysł...- zaprotestowałam zasapana.
-To jest idealny pomysł!! Niech pożałuje, że się urodził!!- wykrzyknęła Hanna z nutką zaciętości w głosie.
-Tak jest!!!- odpowiedziała Rosie ciągnąc mnie jeszcze mocniej za rękaw. Zrezygnowana poddałam się. Kilka sekund później stałyśmy przed wejściem.
-Skąd wiecie, że on tu w ogóle jest?- spytałam. Miałam cichą nadzieję, że Matt już stąd poszedł.
-Oczywiście, że tu jest! To przecież jego auto.- powiedziała Hanna wskazując stare, niebieskie audi na poboczu.  W myślach przyznałam jej rację. Dyskretnie zbliżyłam się do Rosie.
-Co ty wyprawiasz?!- syknęłam jej do ucha.- Robimy z siebie wariatki.
-Musimy pomóc Hannie.- odsyczała.- To jedyny pomysł, który wpadł mi do głowy.
-To nie mogłaś zapytać mnie?!- spytałam z pretensjami w głosie.
-Sory. To się działo zbyt szybko. Teraz już się nie wycofamy.
-Aha!- krzyknęła Hanna.-Mamy go!- powiedziała celując palcem w Matta wychodzącego właśnie z budynku. Westchnęłam. Zanim się obejrzałam Hanna już biegła w stronę chłopaka, a Rosie podążała za nią. Szybko do nich dołączyłam. Matt nas zauważył. Jego uśmiech powoli bladł kiedy zobaczył, że we trójkę pędzimy wprost na niego. Hanna dorwała go pierwsza.
-Co ty wyprawiasz?!- krzyknął Matt.
-To się nazywa zemsta.- powiedziała i przywaliła mu z liścia. Zatkało mnie. Jego chyba też. Spojrzał na nią jak na wariatkę.
-Myślisz, że nie widziałam? Wiem wszystko! Zdradzałeś mnie z jakąś dziewczyną z kółka geograficznego!- po czym oddała mu w drugi policzek.
-To nie tak jak myślisz!- powiedział zdesperowany.- Daj to sobie wytłumaczyć!
-Nie potrzebuję twojego tłumaczenia! Nie jestem idiotką. Potrafię takie rzeczy zrozumieć sama!
-Ooo kogo ja tu widzę!- usłyszałam znajomy denerwujący głos. Angela ze swoją świtą stały zaraz koło nas.
-Kudłata pokłóciła się ze swoim psem?- spytała drwiącym głosem. Wydało mi się to ironiczne, bo przecież to ona w moich wyobrażeniach była psem.
-Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy!- krzyknęła wkurzona Rosie. Angela zaśmiała się głupkowato.
-Przyszłam wyrównać rachunki.- powiedziała. Dopiero teraz zobaczyłm stojących za nią trzech mięśniaków. Cholera. Zaczęli się do nas zbliżać.
-Zostawcie chłopaka! Do niego nic nie mam.
Patrzyłyśmy zdezorientowane na to co się działo. Trzech kolesi zmierzało właśnie w naszą stronę. Pierwszy dotarł do mnie. Spanikowałam. Kompletnie nie wiedząc co robię walnęłam go pięścią w nos. Poczułam ból w ręce. Jednak nie wygląda to tak jak na filmach- pomyślałam. Chyba się tego nie spodziewał. Nikt inny też. Wszyscy zastygli w ciszy czekając na jego następny ruch. Odwrócił się on do mnie i wycedził:
-Ty mała gnido....już nie żyjesz!
-Biegnij!- krzyknęła w tym samym momencie Rosie. Nie musiała mi tego dwa razy powtarzać. Szybko zaczęłam biec w stronę wyjścia. Słyszałam jego kroki. Miałam wrażenie, że zaraz mnie złapie. Dopadłam drzwi. Obróciłam się. Rosie i Hanna widocznie pobiegły w innym kierunku. Zobaczyłam twarz gościa, który mnie gonił. Przestraszyłam się. Był cholernie wkurzony. Dało mi to wystarczającą motywację do jeszcze szybszej ucieczki. Wybiegłam na plac. Zdesperowana szukałam jakiekolwiek osoby, która mogłaby mi pomóc. Nikogo takiego nie zobaczyłam. Nagle poczułam szarpnięcie za rękę.
-Mam cię szmato!- krzyknął koleś. Poczułam, że do oczu napływają mi łzy. Cholera. Odwrócił mnie do siebie i przywalił mi w twarz. Zawirowało mi przed oczami. Powoli ugięły się pode mną kolana. Osunęłam się na ziemię.
Znów poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Ten uścisk był jednak pewny i delikatny. Podniósł mnie do góry. Chwilę później usłyszałam krzyk mojego oprawcy i jego szybką ucieczkę.
-Już wszystko wporządku.- powiedział Ruben głaszcząc mnie po ramieniu.

*
*
*

poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział dziewiętnasty

Elen' s pov.

-Hej...po prostu się uspokój...- powiedziałam niepewnie głaszcząc Hannę po ramieniu. Siedziałyśmy na podłodze w jej pokoju. Wokół nas leżały rozrzucone chusteczki. Hanna opierała się o ścianę cicho pochlipując. Nigdy nie była typem histeryczki. Zwykle przeżywała wszystko ,,w sobie". Teraz najwyraźniej było inaczej.
-Jak on mógł mi to zrobić?!- zapytała. Oczywiście nie znałyśmy odpowiedzi. Sama nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Mój mózg nie przyswajał tej wiadomości. Jakim cudem Matt ją zdradził?!
-Powiedział, że nie możemy się spotkać....miał coś załatwić z nauczycielką z geofrafii....stwierdziłam, że zrobię mu niespodziankę i przyjadę po niego do szkoły...i wtedy zobaczyłam go....z inną dziewczyną.....- w tym momencie jej głos się załamał. Rosie podała jej kolejną chusteczkę.
-Skąd wiesz, że on z nią coś kręci? Szli sobie tylko razem ze szkoły...- niepewnie zasugerowałam.
-Trzymali się za ręce, a on ją obejmował....dlaczego mi to zrobił?! Przecież dobrze nam było razem! Czemu musiał szukać jakiejś innej laski?!
Nic nie odpowiedziałyśmy. Może dlatego, że nie miałyśmy bladego pojęcia. Hanna i Matt byli ze sobą już kilka lat. Czasami miewali kłótnie, ale zwykle szybko się godzili. Nie rozumiałam dlaczego nagle coś takiego jej zrobił.
- A właściwie co mnie to obchodzi?! Niech sobie z nią będzie!! Mam go gdzieś!!- patrzyłam jak Hanna przerzuca się na rodzaj 3. Osobiście wyróżniałam 4 typy smutku: 1- ciche popłakiwanie, 2- bycie zbyt miłym dla innych (w szczególności dla osoby, której dotyczy ten stan), 3- gniew, agresja, często wręcz rozpacz, oraz stan krytyczny- 4 czyli inaczej stan depresyjny. Cała moja wiedza została oczywiście pozyskana z filmów i poparta paroma przykładami z rzeczywistości. Teraz bezczynnie patrzyłam jak Hanna przeklina Matta w akcie desperacji. Popatrzyłam bezsilnie na Rosie. Jej wyraz twarzy był zdeterminowany i zacięty.
-I co?! Zamierzasz się tak użalać nad sobą?! Ruszaj tyłek i się ogarnij!! Idziemy po zemstę.- osłupiałam. Patrzyłam jak obie moje kumpele stają się chore psychicznie. W mojej wyobraźnie ubrane były w mundury wojskowe i stały pod amerykańską flagą, powiewającą na wietrze. Wytrzeszczyłam na nie oczy.
-Jesteś z nami czy nie!?- Rosie z karabinem na plecach wyciągnęła do mnie rękę. Nadal trwałam w osłupieniu i nie za bardzo wiedząc co robię podałam jej rękę.
-Naprzód marsz!!!!- bojowy krzyk Rosie brzmiał w moich uszach jak dźwięk chińskiego gongu i nie zamierzał ucichnąć.- Skopiemy mu tyłek!!!- zostałam pociągnięta za przyjaciółkami. Przeczuwałam, że będą z tego wielkie kłopoty.

-
-
-

Omar's pov.

Siedzieliśmy razem w hali. Wszyscy zajadali się pizzą i byli szczęśliwi- oprócz mnie. Słowa Oscara bębniły w mojej głowie. Próbowałem wymyślić jakiś plan. Już kilka razy myślałem co powiem Elen gdy spotkamy się twarzą w twarz. Widziłem jej smutną minę. Czułem ucisk w gardle. Nie chciałem z nią zerwać. Bardzo ją lubiłem. Wszystko było na dobrej drodze. Ale teraz....nie mogę tak okłamywać Oscara. Jego przyjaźń jest dla mnie cenniejsza niż moja znajmość z Elen. Powtarzałem to sobie cały czas. Nie sądziłm jednak, że dam radę jej to powiedzieć. Zacisnąłem mocno zęby. Muszę.
-Ej stary żyjesz??- usłyszałem radosny głos Felixa.- Wpadłeś w stan katatoni czy co?
-Haha nie...wszystko gra. Po prostu się zamyśliłem.- powiedziałem przywołując na twarz wymuszony uśmiech.
-To co? Gramy jeszcze raz?- spytała Eve z szerokim uśmiechem.
-Dobra, ale tym razem na pewno wygram!!- krzyknął Felix.
-Taaaa jaaaasne.- zaśmiał się Ogge. Uśmiechnąłem się lekko. Miałem właśnie dosiąść się do nich, kiedy usłyszałem sygnał smsa. Wyciągnąłem telefon z kieszeni. Widomość od Elen. Przełknąłem ślinę.
,,Jak można wyleczyć złamane serce?"

*
*
*

Długo mnie nie było wiem. Czekałam na 10 komów, ale niestety moje nadzieje okazały się płonne XD teraz pozostało mi tylko odejść w stronę słońca..... Nie pytajcie. Nie wiem co mi odwala XD

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział osiemnasty

Omar's pov.

Zamurowało mnie. Przez kilka sekund nie wiedziałem co powiedzieć. Stanąłem w miejscu i próbowałem połączyć ze sobą fakty. Czy Oscar mówił o mojej Elen? Czy to możliwe, że się spotkali? Czy to w niej się zakochał? I czy ona w nim też? Poczułem  potworny ucisk w gardle. Mimo przełykania śliny, nie znikał on. Wręcz przeciwnie- czułem go jeszcze bardziej. To uczucie sprawiło, że śniadanie podeszło mi do gardła. Wyrzuty sumienia. Ogromne. Miałem ochotę uciec stąd i zapomnieć o całej tej sytuacji. Czy ja chodzę z dziewczyną, w której zakochał się mój kumpel? Przełknąłem ślinę. Nie. To nie może trwać ani chwili dłużej. Nie mogę tak ranić Oscara. Gdy tylko się spotkamy powiem jej, że to koniec. Przecież na dobrą sprawę widzieliśmy się tylko kilkanaście razy.... Poczułem się trochę lepiej.
-Ej stary żyjesz?- Oscar wyrwał mnie z zamyślenia.- Widziałeś ją kiedyś?
-Nie. Przykro mi.- stanowczo skłamałem. Prosto w oczy mojego kumpla.
-Szkoda...-Oscar westchnął.
-Znajdziesz ją jeszcze. Wracajmy już, bo trochę zimno.
-Taa masz rację. Jeszcze mamy trochę czasu do wyjazdu.- odpowiedział Oscar otulając się szalikiem.- Chodźmy.

-
-
-
Felix's pov.

-Nie no znów wygrałaś! Jak ty to robisz?- spytałem śmiejąc się z lekkimi wyrzutami sumienia.
-No wiesz...mam swoje sposoby.- odpowiedziała zaczepnie Eve mrugając do mnie. Roześmiała się.- Przegrany robi obiad!
-No właśnie Felix. A to już trzeci raz z rzędu!- zawtórował jej Ogge.
-No dobra, dobra.- zrezygnowany wstałem znad planszy Eurobiznesu.- Nie mogę czegoś zamówić? Pójdzie na mój koszt.
-Hahaha niestety. Nie taka była umowa.- roześmiała się Eve. Podniosłem pionka z podłogi i wycelowałem w nią.
-Jesteś pewna?
-Tak. Żaden szantaż na mnie nie wpłynie.- odpowiedziała pewna siebie. Westchnąłem i rzuciłem pionka prosto w jej czoło.
-Ał! Haha Felix! Co ty robisz?- zapytała z udawaną złością. Roześmiałem się.
-No ok. Zamówimy coś.- zgodził się Ogge.- Na co macie ochotę?
-Pizza?- spytała z nadzieją w głosie Eve.
-Znowu?- zajęczałem. Szybko jednak zamilkłem widząc jej surowe spojrzenie.- Dobra niech będzie.
-Ok.- zgodził się Ogge i zniknął w kuchni.
-Co to miało być?- spytała roześmiana Eve. Podszedłem do niej i lekko przyciągnąłem ją do siebie.
-Zemsta.- powiedziałem jej do ucha.
-Za co?
-Jesteś za dobra w tę grę.
Zaśmiała się.
-Serio mówię. Jakim cudem zawsze kupujesz całą Austrię???
-Haha no widzisz..- przysunęła się do mnie bliżej.- bo ty kupujesz Grecję.-powiedziała po czym pstryknęła mnie lekko w czoło. Roześmiałem się.
Byliśmy razem od dwóch lat. Eve chodziła ze mną do klasy. Tak się poznaliśmy. Od tamtej chwili byliśmy nierozłączni. Wyjeżdżała razem z nami na wszystkie trasy koncertowe. Tak samo było i tym razem. Niestety z powodu egzaminów szkolnych musiała przyjechać trochę później. Zrobiła to więc dwa tygodnie po nas. Teraz mieszkała razem z nami w hali.
-O czym tak rozmyślasz?- powiedziała przysuwając swoją twarz do mojej.
-O tobie oczywiście.- uśmiechnąłem się.
-Ta jasne. Już ja wiem jakie głupoty ci chodzą po głowie.- roześmiała się.
Miała krótkie, czarne włosy. Jej oczy były błękitne. Usta delikatnie różowe. Była o wiele niższa ode mnie. Przez to wyglądaliśmy razem słodko.
-Pizza zamówiona.- powiedział Ogge wchodząc do pokoju.
-To czekamy.- odpowiedziałem wciąż wpatrując się w oczy Eve.

-
-
-
Elen' s pov.

Zajęcia szybko się skończyły. Kilka minut później siedziałam już w swoim mieszkanku odrabiając zadania. Nauczyciele popędzali nas z materiałem- w kóńcu w tym roku matura. Trudziłam się nad zadaniem z matmy, a później nauczyłam się na chemię. Potem tylko biologia i tyle. Zmęczona usiadłam na kanapie. Cieszyłam się, że wszystko mam już z głowy. Zastanawiałam się czy nie umówić się z Omarem. Za chwilę zadzwonił telefon, jakby czytając w moich myślach. Podbiegłam do kuchni i odebrałam.
-Halo?
-Elen? Mamy sytuację kryzysową.- usłyszałam zdenerwowany głos Rosie w słuchawce.
-Co się stało?- zapytałam zaniepokojona. Miałam złe przeczucia. Nasiliły się one gdy usłyszałam cichy płacz Hanny.

*
*
*

Tak wiem jestem wkurzająca XD tym razem proszę, a wręcz błagam o 10 komentarzy. Będzie to równoznaczne z wstawieniem nowego rozdziału.

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział siedemnasty

Omar's pov.

Obudziły mnie promienie słońca. Powoli przekręciłem się na bok i leniwie otworzyłem oczy. Zobaczyłem, że chłopcy wciąż spali. Tylko łóżko Oscara było puste. Szukałem go wzrokiem po pokoju, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. Zrezygnowany wstałem. Najciszej jak mogłem wyszedłem z pokoju. Już po chwili usłyszałem zawzięte klawiszowanie. Dochodziło ono z okolicy kuchni. Zakradłem się tam na paluszkach. Tak jak przewidywałem Oscar siedział na krześle uparcie wbijając wzrok w ekran laptopa. Przewróciłem oczami. Zakradłem się do niego od tyłu.
-Cześć stary!- znienacka walnąłem go ,,po przyjacielsku" w plecy. Oscar podskoczył na krześle i zakrztusił się. Roześmiałem się.- Pobudka! Znów siedzisz przed ekranem? W końcu ci się wzrok  popsuje. Będziesz musiał nosić okulary, a wtedy to cię żadna panna nie zechce!
-Hahaha. Daj spokój, prawie dostałem zawału!- Oscar także się roześmiał. Ucieszyło mnie to. Od jakiegoś czasu był strasznie ponury i smutny. Chciałem się dowiedzieć dlaczego. Kontynuowałem więc swoją tajną misję.
-Co tam oglądasz?- zapytałem dosiadając się do niego i zaglądając mu przez ramię.
-Hmmmm... ciężka sprawa.- Oscar zaczerwienił się natychmiastowo.- Szukam dziewczyny....
-Serio chłopie? Tyle jest super lasek w realu, a ty je wyrywasz online? Wstawaj i ruszamy na miasto!
-N-nie.. znaczy to nie tak. Poznałem kogoś w realu......ale.......
-Ale??- miałem jakieś złe przeczucia.
-No, bo widzisz...- Oscar był jeszcze bardziej czerwony.- My się widzieliśmy tak jakby....... tylko raz. Później nie mogłem jej nigdzie znaleźć......
-Czekaj, bo nie za bardzo rozumiem. Zakochałeś się w dziewczynie, którą widziałeś raz na oczy?- nie mogłem w to uwierzyć.
-Nie....znaczy tak. Tak. A teraz nie wiem jak ją znaleźć.- Oscar momentalnie posmutniał i spuścił głowę. Poczułem, że wzywają mnie moje przyjacielskie obowiązki.
-Nie martw się stary. Znajdziesz ją.
-Wątpię.
-Ej nie bądź taki pesymistyczny.- klepnąłem go po plecach.
-Mówię serio. Szukam jej już dwa tygodnie i nic. Przepadła.
-Hej to przecież Nowy York. Wiadomo, że będzie ją trudno znaleźć. Ale w końcu się uda, zobaczysz.
-Tak uważasz?- Oscar znów się uśmiechnął. Od razu poweselał i znów się zaczerwienił.
-No jasne! Skąd wiesz, że nie spotkacie się choćby dzisiaj? Przecież idziesz zdjąć gips.
-O ja! Całkiem o tym zapomniałem!!- natychmiast zerwał się z krzesła i odsunął stolik.
-Hahaha co ty wyprawiasz?- spytałem.
-Muszę się przygotować! Przecież nie mogę tak wyglądać!- z rozbawieniem przyglądałem się Oscarowi, który ogarnięty jakąś nagłą paniką latał po całej kuchni.
Jakieś dziesięć minut później szliśmy już razem w stronę szpitala. Znaczy ja szedłem, a Oscar siedział na wózku, który pchałem. Miał wypieki na policzkach i nieustannie się wiercił. Do szpitala weszliśmy tylko na chwilę. Opuściliśmy go po 10 minutach. Oczywiście za namową Oscara, który przeczesywał wzrokiem ulicę. Uśmiechnąłem się do niego. Nagle zatrzymał się.
-Tu się spotkaliśmy.- powiedział. Staliśmy pośrodku zatłoczonego chodnika. Szczerze mówiąc nie różnił się on niczym od reszty ulicy.
-Jak się spotkaliście?- zapytałem.
-Wpadłem w nią. Śpieszyłem się na próbę i trochę się zagapiłem....okazało się, że z nią wszystko wporządku. Tylko jej laptop się rozwalił.
-Co?!- przysłuchiwałem się mu z coraz większym zdziwieniem.
-Poszliśmy do naszej siedziby.....chciałm go naprawić, ale nic z tego nie wyszło. Ona się strasznie zdenerwowała i wyszła. Koniec historii.
-Wow...szczerze mówiąc nie wiem co powiedzieć. To mega dziwne.
-No trochę.
Postaliśmy chwilę w tym miejscu,po czym znów zaczęliśmy iść. Oscar dalej przeczesywał ulicę wzrokiem.
-Ej chłopie to weź mi chociaż powiedz jak ona wygląda. Może bym ci trochę pomógł.
-Hmm.. ok. Ma rude włosy, jest wysoka, szczupła i wtedy miała na sobie puchową kurtkę.....  O i tak w ogóle nazywa się Elen.

*
*
*

Dziękuję za poświęcony czas. Tym razem będę wiecznie czekać na 5 komentarzy XD mam nadzieję, że się uda!

niedziela, 1 marca 2015

Rozdział szesnasty

Elen's pov.

-Że co zrobił?!- pytanie Hanny potoczyło się echem przez cały korytarz, odbijając się od ścian niczym mała piłkeczka. Przewróciłm oczami.
-Możesz się ogarnąć?- zapytałam zniecierpliwiona.
-Opowiedz wszystko jeszcze raz!- poprosiła z maślanymi oczkami Rosie. Westchnęłam i zaczęłm opowiadać tą samą historię piętnasty raz.
Dzisiaj wróciłam do szkoły po tygodniu przerwy. W końcu przestałm gorączkować i skończył mi się katar. Ten tydzień spędziłam leżąc w łóżku i pijąc malinowe herbatki. Wykonywałam także krótkie spacery: z sypialni do łazienki i z powrotem. Czułam się okropnie. Te 7 dni można by było nazwać najnudniejszymi w moim życiu gdyby nie jeden fakt.
Omar w końcu (po długich negocjacjach) wydusił ze mnie informacje o moim miejscu zamieszkania. Byłam wtedy w stanie krytycznym fizycznie jak i psychicznie. Kiedy byłam prawie pewna, że zerwie ze mną gdy mnie tylko zobaczy, spotkała mnie miła niespodzianka. A było to tak......
-Już idę!- wrzasnęłam chrapliwym głosem i szybko podeszłam do drzwi. Serce waliło mi w piersi tak mocno, że myślałm, że połmie mi żebra. Dźwięk dzwonka do drzwi brzmiał w mojej głowie jak wezwanie na egzekucję. Westchnęłam po raz ostatni i powoli otworzyłam drzwi.
-Cześć piękna.- przywitał mnie Omar. Zatkało mnie. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Natychmiast się ocknęłam.
-Nie dotykaj mnie, bo się zarazisz!- odskoczyłam od niego. Zaśmiał się, a ja tradycyjnie spłonęłm rumieńcem.
-Czym? Gorączką?- uśmiechnął się.
-No na przykład... katarem.- spuściłam głowę czując, że moje policzki płoną ze wstydu.
-Widać, że jesteś chora.- Omar wyszczerzył się przede mną.- Wpuścisz mnie?- zapytał. Zrobiłam się jeszcze czerwieńsza. Przesunęłam się i wpuściłam go do środka. Omar rozebrał się i wyjął coś z torby.
-Ugotowałem rosół.... Znaczy starałem się haha. Mam nadzieję, że się nie otrujesz.- podał mi do rąk mały garnek. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Kiedy ty to zdążyłeś zrobić?- spytałam zszokowana.
-No wiesz zupki chińskie się szybko szykuje.- zaśmiał się. Ja też uśmiechnęłm się blado.- Tak w ogóle to chyba należy mi się jakieś podziękowanie, co?- zapytał zaczepnie.
-D-dzięki.- wyjąkałam, biorąc od niego zupę i wstawiając ją na gaz. Zapaliłm pod garnkiem.- Chcesz herbaty czy coś?- zapytałam.
-Ty już leć się połóż księżniczko, bo wyglądasz jakbyś się miała zaraz przewrócić.- zaśmiał się i pogłaskał mnie po głowie.
-Nnie... Spoko dam ra-
-No już. Wskakuj pod pierzynę. Poradzę sobie.
Posłusznie udałam się na kanapę wciąż jeszcze rumieniąc się ze wstydu.
Kilka minut później Omar przyniósł mi cieplutką miseczkę rosołu. Z wdzięcznością przyjęłm ten ,,dar".
-Fajne masz mieszkanko.- powiedział podając mi rosół.
-Dzięki.- odpowiedziałam łapczywie sięgają po miskę.
-Sama tu mieszkasz?
-Nie. Właściwie to ja tu mieszkam tylko tymczasowo....
-Yhm rozumiem.- zrobił minę, która prezentowała coś całkiem odwrotnego.
Gadaliśmy i żartowaliśmy cały dzień. Omar zebrał się około 18 i obiecał, że będzie przychodził do mnie codziennie. Tak też robił. To, że teraz czułam się lepiej było zasługą przede wszystkim jego rosołków. Teraz czułam się trochę głupio, że musiał na mnie poświęcać tak dużo czasu. Obiecałam sobie, że tym razem ja go gdzieś zaproszę.
-I tak codziennie? Przychodził codziennie?- zapytała rozmarzona Rosie.
-Tak.- odpowiedziałm z dumą w głosie, że mam takiego chłopaka. Zaraz po tej myśli zastonowiłam się głęboko. To jest mój chłopak. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Och chciałabym być jeszcze dłużej chora!

*
*
*