wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział pierwszy.

Cześć wszystkim! Witam na moim blogu. Jest to mój pierwszy blog więc proszę o wyrozumiałość.

Blog to fanfiction na temat zespołu The Fooo Conspiracy. Polecam obczajenie ich :D

Elen's pov.

Kawiarnia ,,Słodkie grzeszki". Jest to jedna z wielu kawiarenek w Nowym Yorku. Nie różni się ona niczym od pozostałych. Z zewnątrz wygląda dość przeciętnie: ma małe okna, ściany w kolorze łososiowym i spadzisty dach. Jak już wspominałam- nic szczególnego. Jednak przez całe moje życie spędzone w tym mieście, przez całe 18 lat użerania się z korkami, hałasem i krzykiem ludzi, tylko ona wydaje mi się doskonałym miejscem do relaksu. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. Po prostu kiedy tu przychodzę mogę zapomnieć o całym świecie, o wszystkich moich problemach, kłótniach, złamanych sercach. Gdy siedzę na jednej z ,,skórzanych" kanap znika wszystko. Wtedy istnieję tylko ja, ta kanapa i mój laptop. Wtedy moje palce z zawrotną prędkością przyciskają klawisze, by uzyskać efekt. A dokładnie- efekty. O czym mówię? O tekstach. Jestem tekściarą od pół roku, chociaż pasjonowałam się tym już o wiele wcześniej. Jak to zwykle bywa moje zdolności zostają niezauważone. Piszę teksty dla nieznanych artystów. Przeważnie mało kto zwraca na nie uwagę. Moja pensja....cóż nie jest wygórowana. Trudno z niej wyżyć. Nie mam zamiaru jednak narzekać. Każdy kiedyś zaczynał od zera. Wierzę, że pewnego dnia ktoś zachwyci się moim przesłaniem, kogoś zauroczą moje rymy, zainspiruje mój tekst. Marzę o tym. Nie pragnę sławy. Pragnę pomagać ludziom. Dawać im nadzieję. Czy to czyni mnie żałosną?
Mieszkam sama w Nowym Yorku. Miesiąc temu moi rodzice wyjechali do Waszyngtonu. Dostali tam jeszcze lepiej płatną pracę. Mają wrócić w kwietniu. Strasznie to przeżywają. Chyba nawet bardziej niż ja. Haha. Zabrali tam również mojego brata- Michaela. Ja nie chciałam jechać. Tutaj mi dobrze. Rodzice nie namawiali mnie zbyt długo, znając mój stosunek do tego miasta. Nienawidzę Waszyngtonu. Czy to czyni mnie dziwadłem? Rodzice nigdy nie zostawili mnie na dłużej niż tydzień. Nic dziwnego, że mama dzwoni do mnie teraz po kilka razy dziennie. Hmmm może im się przyda krótki odskok od codzienności? Mimo wszystko bardzo mi ich brakuje.
W tym roku piszę maturę. Zwykle to ona zajmuje teraz cetrum moich rozważań. Uczę się (powiem nieskromnie) bardzo dobrze. Nie sprawia mi to żadnego kłopotu. Sprawia go jednak co innego- paniczny strach, który ogarnia moje ciało gdy tylko pomyślę o jakimś teście, sprawdzianie czy klasówce. Innymi słowy- mój ,,przyjaciel" stres. Towarzyszy mi on zawsze w trudnych chwilach. Nie chce mnie również opuścić w innych momentach mojego życia. Co za dupek! Mam nadzieję,że jednak zostawi mnie on w tym (dla wielu) najważniejszym teście życia. Ugh. Zdam czy nie?
-Ej laska! Zamykamy.- warknął syn właściciela kawiarni brutalnie przerywając moją pracę. Jest on wysoki, napakowany i ma czarne włosy. Zwykle czuć od niego alkoholem, a gdy chodzi zatacza się. Przypomina zdeformowaną wersję supermena na emeryturze. Haha.
-Jak to? Jest czynne do 18, a mamy dopiero 17:30.- Nie chcę jeszcze iść. Dzisiaj mam wenę. Chcę skończyć piosenkę.
-Dzisiaj zamykamy wcześniej. No już spadaj stąd!
-Oczywiście pójdę jeśli wyprosi mnie pan kulturalnie.
Wyglądał jakby zobaczył obcego. Mam swoje zasady. Nie będzie sobie mną pomiatał. Należy mi się trochę uprzejmości. Każdemu się należy.
-Yyyyyy....no...ten....
No wykrztuś to z siebie.
-Yyy.....
Wszyscy klienci się na nas patrzą.
-Yyyyy....dzisiaj zamykamy wcześniej. Czy mogła by pani już wyjść?
Spojrzałam na niego rozśmieszona. Włożyłam laptop do teczki. Na stoliku położyłam pieniądze za kawę.
-Tak przepraszam już wychodzę. Dowidzenia!
Zdjęłam kurtkę z wieszaka. Skierowałam się do wyjścia. Kątem oka widziałam jak wpatrywał się we mnie osłupiały. Może to go czegoś nauczyło. Kto wie?
Wyszłam na ulicę. Zimne grudniowe powietrze owiało moje ciało.  Naszczęście byłam przygotowana na warunki nawet syberyjskie. Mama przed odjazdem kupiła mi tą kurtkę, twierdząc,że ,,tutaj łatwo o chorobę", a ona sobie nie wybaczy jeśli się chociaż przeziębię.Mimo czapki włosy latały mi we wszystkie strony. Musiałam śmiesznie wyglądać.  Szłam po przeludnionej ulicy nieco przestraszona. Taka masa ludzi budzi we mnie nieopanowaną nieśmiałość i chęć natychmiastowej ucieczki. Kolejny dowód mego wariactwa.Usłyszałam mój dzwonek. ,,Cztery pory roku-Jesień" Vivaldiego. Większość ludzi słyszących to na ulicy gapiła się na mnie jak na wariatkę. Jestem inna. Lubię swoją odmienność. Jednak nie lubię tego oskarżycielskiego wzroku przechodniów. Brrr! Wygrzebałam swoją poczciwą, starą Nokię spod sterty papierów w mojej torebce. Odebrałam.
-Halo?
-Witam. Z tej strony Maria- usłyszałam głos swojej szefowej. Nie pałałam do niej zbytnią sympatią. I wzajemnie.
-Dzień dobry pani Mario! Czy coś sie stało?
-Ty mi to powiedz Elen. Czy skończyłaś swoją piosenkę, która, jak twierdzisz (ponownie) podbije internet?- nienawidzę tej kpiny w jej głosie. Uważa się za niewiadomo co. Głupi babsztyl.
-Haha. Tak się składa,że jest ona prawie gotowa.- udałam, że bawi mnie jej ,,żart"- Dzisiaj ją pani dostanie.
-Mam nadzieję. Wiesz co się z tobą stanie jeśli mi jej nie dostarczysz?
Przełknęłam cicho ślinę.
-Proszę się o mnie nie martwić. Prześlę ją pani gdy tylko wrócę do domu.
-Trzymam cię za słowo. Żegnaj.
Rozłączyła się. Nie zdążyłam powiedzieć ,,dowidzenia". Ugh. Włożyłam telefon do torebki. Nagle poczułam ogromny ból- coś wielkiego we mnie wpadło.
-AAAAAAAAA!- wydarłam się chyba na pół ulicy.
Próbowałam utrzymać równowagę.Nie dałam jednak rady w walce z grawitacją. Wpadłam prosto w zimny śnieg.

*
*
*

Dziękuję za poświęcony czas. Jeśli ktoś to czyta i mu się spodobało to proszę o skomentowanie.

Rozdział siódmy

Elen's pov.

Jestem wykończona! Byłam w szkole- było okropnie. Chciałam zakryć oparzenia. Ubrałam na siebie mój jedyny golf. Był zrobiony z wełny. Rękawy były w nim trochę przydługie, ale to się nie liczyło. Ważne,że przykrywał całą szyję. Miał kolor granatowy i był we wzory norweskie. Muszę przyznać, że wyglądałam dość ładnie. Mimo wszystko cały czas piekły mnie oparzenia. Próbowałam je chłodzić poruszając kołnierzem. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatkę. Przesłałam im parę słodkich uśmiechów. Nie polepszyło to sprawy, a wręcz przeciwnie. Jakimś cudem wytrwałam do końca zajęć, które dzisiaj przeciągały mi się niemiłosiernie. Nauczyciele na szczęście nie zadali dużo pracy domowej.
Po szkole pobiegłam do biura Marii. Gadałam z nią przez jakąś godzinę. Wylatuję za 12 dni w sobotę. Zespół zapłacił za mój lot. Ląduję (jeśli się nie rozbijemy) w Sztokholmie. Później będzie na mnie czekać limuzyna, która zawiezie mnie do jakiegoś ekskluzywnego hotelu. Swoją drogą: po co trwonić tyle kasy? Wystarczyłby mi mały Ford i jakaś przytulna gospoda. Wracając do tematu: w hotelu spędzę jedną noc. Następnego dnia limuzyna zawiezie mnie do siedziby zespołu. Poznamy się bla bla bla. Przez tydzień będę się z nimi widywać i pracować nad piosenką. Potem mi zapłacą, wsiądę po raz kolejny do maszyny śmierci i będę się modlić żeby nie umrzeć. Ta da. Cudowny plan.
Teraz jeszcze zaczęła mnie boleć głowa. Super. Przemyłam moje ,,łuski" zimną wodą. Nadal wszystko mnie piecze. Według mnie wciąż wyglądam tak samo szpetnie. To pewnie przez mój wrodzony pesymizm. Wyszłam z łazienki. Położyłam się na kanapie. Dzisiaj mam ochotę tylko na leżenie i picie herbatki. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. Sms. Wzięłam do ręki moją Nokię. Przecież już dzisiaj pisałam do mamy. Nowa wiadomość od.....Omara. Poczułam, że zalewa mnie fala gorąca i euforii. Szybko otworzyłam wiadomość.
,,Cześć. Jak się czujesz?"
Poczyłam ciepło na sercu. Troszczył się. Natychmiast odpisałam.
,,Hej. Wszystko w porządku. Dzięki za troskę :D."
Niezdążyłam odłożyć telefonu gdy już pojawiła się nowa wiadomość. Szybki jest.
,,W takim razie się cieszę. Nie ma za co."
Uśmiechnęłam się. Jaki słodziak! Znów usłyszałam pyknięcie telefonu.
,,Wiesz... może jak wyzdrowiejesz to byś ze mną gdzieś wyskoczyła czy coś?"
O ja. Czy on mnie zaprasza na randkę? Nie mogę usiedzieć w miejscu. Serce bije mi jak szalone.
,,No jasne, możemy się spotkać."
Czuję się taka szczęśliwa!!! Umówiłam się z nim! Hahaha!
,,To super :D. Jeszcze się zdzwonimy."
Odłożyłam telefon. Ale genialnie!

-
-
-

Omar's pov.

Zgodziła się. Haha. Muszę jakoś odpokutować za to co zrobiłem. Postawię jej milkshake'a i będziemy kwita............................. Nie no co ja gadam? Ona jest cała poparzona. Szlag. Dobrze, że nie skończyła jeszcze gorzej. Jestem idiotą. No cóż muszę przyznać, że nie robię tego wyłącznie z poczucia winy- laska jest na serio ładna. Haha. Kto wie, może będzie z tego coś poważnego?
Dzisiaj znowu ćwiczymy. Ostatnio robimy to coraz częściej. No, ale trzeba przyznać, że wychodzi nam o wiele lepiej. Niedługo jedziemy do Szwecji. Będziemy tam nagrywać piosenkę i kręcić teledysk. Właśnie do niego wymyślamy nowe triki i układy. Będzie to wideo nad plażą. Mamy już kilka ciekawych pomysłów z wodą. Zapowiada się interesująco.
-Dobra. Teraz robimy salto w przód.- planował Felix.- Później nasz układ...ten z obrotami. A na końcu znowu salto tylko, że w tył. Ok?
Ja i Ogge skinęliśmy głowami. Oscar stał zamyślony. Ostatnio był jakiś roztrzepany. Nie mógł się na niczym skupić.
-Oscar? Żyjesz stary?- spytałem.
-Co?
-Salto w przód, układ z obrotami i salto w tył.- powtórzył cierpliwie Felix.
-Ok, ok. Sorki.
Dobra chyba załapał. Ogge włączył muzykę.
-Raz, dwa i trzy!
Zaczęliśmy. Zrobiliśmy salto. Wyszło idealnie równo. Teraz czas na układ. Wykonaliśmy kilka kroków i obrotów. Pora na salto w tył. Perfekcyjnie. Nagle usłyszałem krzyk. Obróciłem się. Oscar leżał na podłodze. Felix natychmiast do niego podbiegł.
-Oscar!! Co ci się stało?!
-Moja noga...- Oscar mówił szeptem. Pojękiwał z bólu. Spojrzałem na jego nogę. A dokładnie na kostkę. Szlag. Była cała czerwona. Napewno coś sobie z nią zrobił.
-Oscar uspokój się. Zaraz ci pomożemy.- Ogge był opanowany.
Wyjąłem telefon. Zadzwoniłem po pogotowie. Po raz kolejny. Łapię w tym wprawę.
-Zaraz przyjadą. Wytrzymaj jeszcze chwilę.
Oscar zwijał się z bólu. Zaciskał jednak zęby i nie odzywał się.
Przyjechała karetka. Zabrali Oscara.

*
*
*

Przepraszam za ten rozdział. Jest to chyba moja najgorsza praca. Cóż mogę powiedzieć- obiecuję poprawę :D

Rozdział szósty

Elen's pov.

Byłam zmęczona. To szpitalne łóżko zaczęło mi się nagle wydawać bardzo wygodne. Przykryłam się kołdrą i zamknęłam oczy. Staruszka na drugim końcu sali cicho pochrapywała. Stwarzało mi to idealne warunki do kimnięcia się-  chociaż na chwilę. Ułożyłam się w wygodnej pozycji. Ciągle czułam nieznośnie pieczenie na szyi. Stwierdziłam jednak, że jestem zmęczona i dobrze by było usnąć więc ból nie ma prawa zakłócać mojej drzemki. To była skuteczna metoda wymyślona przez naukowców- jeśli czegoś bardzo pragniesz i wierzysz, że dasz radę to zrobić, możesz zapomnieć o czynnikach,  które ci przeszkadzają. Wypróbowałam to parę razy w lecie. Właziłam do zimnej wody powtarzając, że jest mi ciepło. Jakimś cudem zadziałało. Faktycznie było mi ciepło. Nie uniknęłam jednak zapalenia pęcherza. No cóż...skutki uboczne.
Usypiałam. Nawet coś zaczęło mi się śnić. Wow tak szybko? Musiałam być na serio zmęczona. Śnił mi się mój Latynos wchodzący do środka mojej sali. Haha. Podchodził coraz bliżej. Teraz jego twarz znajdowała się jakieś 10 cm od mojej. Zobaczyłam jego piękne oczy. Poczułam jego oddech. Zaraz co jest? Jakim cudem czuję jego oddech?! Zerwałam się natychmiast i odsunęłam się w tył. Cholera. To nie był sen. On tu na serio stał!
-Cześć. Sorki nie chciałem cię przestraszyć.
Serce waliło mi w piersi jakby chciało wyłamać mi żebra. Zaczerwieniłam się. Dyskretnie upewniłam się, że kołdra zasłania moje ,,łuski".
-H-hej. Nic się nie stało.
-Słuchaj chciałem cię przeprosić za tą kawę. Niechcący zaczepiłem o kelnera...
-E tam nie ma sprawy!- powiedziałam to chyba z zbyt wielkim entuzjazmem. Zabrzmiało jakbym był stukniętą masochistką, która tylko czeka żeby zostać oblaną wrzącą kawą. Szlag.
-Jesteś pewna? To wyglądało jakbyś się poważnie oparzyła.
Muszę starannie dobrać słowa.
-Yyyy...tak zostałam oparzona, ale to przecież nie twoja wina. Każdemu mogło się zdarzyć.- ta brawo! Chyba właśnie biorę go ,,na litość." Ja to zawsze potrafię się odezwać.
-CO?! Boże tak mi przykro! Ja....ja naprawdę nie chciałem ci nic zrobić.
-Tak wie-
-Jak ci mogę pomóc? Nie mam pojęcia co mogłoby cię wyleczyć.
Pomógłoby mi gdybyś ze mną poszedł na randkę. Haha. Tego raczej nie wykona.
-Nie, dam sobie radę. Muszę tylko przemywać szyję zimną wodą i obkładać lodem.
-Masz to na szyi?!
Brawo mistrzu dialogu. Chyba dlatego miałam tylko dwóch chłopaków w życiu. Nie potrafię z nimi gadać!
-Tak, ale to nic poważnego...yyyy...dzisiaj mnie już wypisują.
Zobaczyłam, że wytrzeszczył oczy. Co jest? Podążałam za jego wzrokiem...niech to szlag! Opuściłam kołdrę!!
-Boże.....tak mi przykro.....
Szybko zakryłam to spowrotem. Teraz to już nic nie pomoże. ,,To co zostało zobaczone, już się nie odzobaczy."
-To nic takiego. Prawie już nie boli.- nie umiem kłamać. Zabrzmiało to jak żałosna próba obrony.
-Ja...na serio nie wiem jak ci pomóc. Może dasz mi swój numer? Będę do ciebie dzwonił i sprawdzał czy czujesz się lepiej.
Zaniemówiłam. Chłopak-marzenie chce mieć mój numer! Muszę się uspokoić, bo serio weźmie mnie za wariatkę.
-Hmmm....Ok.
-Tak w ogóle to jestem Omar.
Zaczewieniałam się. Znowu.
-Ja jestem Elen.
-Hah ładne masz imię.
Oooooo robię się jeszcze bardziej czerwona. Jeśli to możliwe.
-Dzięki.
Wymieniliśmy się numerami po czym pożegnał sie i poszedł. Och moja sympatia do kawy ponownie wzrosła!!

-
-
-
Oscar's pov.

Biegałem po całym mieście. Muszę się ją znaleźć. Omar stwierdził, że takie szukanie ,,na ślepo" jest bezsensowne.  No, ale to moja jedyna nadzieja! Jak niby inaczej mam ją znaleźć? Najdłużej zatrzymałem się tam gdzie wczoraj na nią wpadłem. Była tu masa ludzi. Niestety żadnego śladu Elen. Postałem tu chwilę. Gdy upewniłem się, że jej tu nie ma zawróciłem. Zobaczyłem Felixa.
-I co?- spytałem z nadzieją w głosie.
-Niestety nie widziałem żadnej podobnej do niej dziewczyny.-odpowiedział ze smutkiem- Tylko się nie załamuj! Odnajdziemy ją. Mamy jeszcze dużo czasu do wyjazdu.
-A co jeśli ona też wyjechała?- była to jedna z moich głównych wątpliwości.
-Proszę Oscar nie świruj. Napewno tu gdzieś jest.
-Przecież to miasto jest ogromne! Co jeśli się z nią mijamy? Albo jeśli akurat teraz siedzi w domu?- te pytania nieustannie mnie dręczyły.
-Oscar uspokój się! Mówię ci nie trać nadziei.
Nadzieja....wygląda, że tylko ona mi teraz pozostała.

*
*
*

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział piąty

Omar's pov.

Cholera. To stało się zbyt szybko. Ta dziewczyna jest bez wątpienia oparzona. Wyjąłem telefon i wezwałem karetkę. Powiedzieli, że przyjadą za 10 minut. Szlag.
-Ja....bardzo przepraszam!
Dziewczyna na mnie nawet nie popatrzyła. Miała twarz schowaną w dłoniach. Nie słyszałem jak płacze, ale widziałem łzy spływające po jej policzkach. Cholera.
-Hej....zaraz przyjedzie karetka. Wszystko będzie dobrze.- próbowałem ją pocieszyć. Połowa klientów już wybiegła, a druga połowa nagrywała całą scenę telefonami. Miałem ochotę im przywalić. Nikt nie raczył pomóc. Jakiś barczysty facet usiadł koło niej na kanapie. To chyba ten kelner.
-Przepraszam- położył rękę na jej ramieniu. Dziewczyna zasyczała z bólu.
-O Jezu! Przepraszam E-
-Nie dotykaj mnie!- dziewczyna miała lekko zachrypnięty głos. To pewnie przez płacz. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Po chwili przyjechał ambulans. Wyszło z niego kilku ratowników. Podeszli do nas. Oglądnęli ją po czym zabrali do samochodu. Zatrzymałem jednego z nich.
-Przepraszam do jakiego szpitala ją zabieracie?
-Do szpitala św. Rodziny. Tam jest najbliżej.
-Dziękuję.
Wieczorem muszę ją odwiedzić. Przeproszę ją za moje ślamazarne zachowanie. Nie zrobiłem tego specjalnie. Mam nadzieję, że mnie zrozumie. Kupię jej jakieś kwiatki czy coś. Oby nic poważnego jej się nie stało. Już i tak czuję cholerne wyrzuty sumienia. Sprawiłem jej okropny ból.

-
-
-

Elen's pov.

To chyba najgorszy weekend w moim życiu. Najpierw mój laptop, a teraz to! Tak cholernie mnie boli. Czuję denerwujące pieczenie. Jeden ratownik przyłożył mi woreczek z lodem do dekoldu. Teraz szczypie jeszcze bardziej! Mogę zobaczyć swoje odbicie w oknach karetki. Cała moja szyja i dekolt pokryte są pęcherzami. Bleeee. Wyglądam okropnie! To wszystko przez niego. Ale przecież nie chciał tego zrobić. To był wypadek. Dość niefortunny moim zdaniem. Cholerna kawa. No cóż przynajmniej zwrócił na mnie uwagę.........Co się ze mną dzieje?! Gościu sprawił, że wyglądam jak upośledzona jaszczurka, a ja go usprawiedliwiam! Jeszcze się z tego cieszę! Chyba naprawdę jestem chora. Dojeżdżamy do szpitala. Ratownicy łapią mnie za ramiona. Wchodzimy do środka.

-
-
-
Oscar's pov.

Omar wyszedł już chwilę temu. Chciał się napić kawy. Miałem ochotę iść razem z nim, ale Felix namówił mnie na dłuższy trening. Jest wcześnie rano przecież Elen nie ma na dworze. A co jeśli jest? Skąd mam mieć pewność? Czuję się okropnie. Cały czas myślę tylko o niej. Wymyślam sobie jakieś romantyczne sytuacje dotyczące nas obojga. Nigdy tego nie robiłem. Nigdy się tak nie czułem. Gdybym tylko ją znalazł! Objąbym ją delikatnie. Jest naprawdę wysoka- mniej więcej taka jak ja. Nasze twarze znajdowałyby się na tej samej wysokości. Wystarczyłoby tylko przesunąć moje usta bliżej jej i.....Boże o czym ja myślę?! Czuję się jak jakiś świr. Pragnę ją jak najszybciej znaleźć. Chcę ją mieć przy sobie. Chcę ją bliżej poznać. A przede wszystkim- chcę ją przeprosić.
Omar właśnie wrócił.
-Czemu cię tyle nie było?- spytał Felix.
-Szkoda gadać. Nowy York jest zakręcony.- Omar wydawał mi się jakby lekko zszkowany.
-Tak to już wiemy.- uśmiechnął się Ogge.
-W każdym bądź razie- jestem gotowy do treningu!- zawołał Omar i zaklaskał w ręce.
Wstaliśmy i zaczęliśmy jeszcze raz.

-
-
-
Elen's pov.

Lekarz powiedział mi, że mam oparzenie drugiego stopnia. Przemywali mi to zimną wodą. Odczuwałam wtedy dziwne pieczenie i ból. Najgorzej było z szyją. Za każdym razem kiedy brałam oddech czułam nieprzyjemne mrowienie. Miałam nadzieję, że jak najszybciej wrócę do zdrowia. Położyli mnie w pokoju razem z jakąś staruszką. Czułam jej wzrok na sobie. Wiedziałam, że obserwuje każdy mój ruch. Było to żenujące. Miałam tu leżeć przez cały dzień. Później mnie wypiszą. Dam radę.
Nie chciałam denerwować mamy więc nie miałam zamiaru jej o tym wspominać. Wysłałam jej już sms mówiący, że mam się dobrze. Uf. Przynajmniej to mam z głowy.
Przypomniałam sobie o Marii. Zadzwoniłam do niej tłumacząc moją sytuację. Jak się spodziewałam- nie była zachycona. Przyjęła to jednak do wiadomości nakazując mi bym przyszła jutro po szkole. Nie wiem jak tam wytrzymam.

-
-
-
Omar's pov.

Nie chciałem mówić chłopakom o tym incydencie w kawiarni. Jaki byłby tego sens? Szybko sam o nim zapomniałem. Musieliśmy się skupić na układzie. Tańce wychodziły nam coraz lepiej. Cieszyliśmy się. Tworzyliśmy zgrany zespół. Mijały godziny. W końcu wybiła 17- nasz czas wolny. Oscar z Felixem i Oggem pobiegli na poszukiwanie ukochanej Oscara. Ja wymigałem się i pojechałem do szpitala. Przeproszę tą dziewczynę. Miejmy nadzieję, że mi wybaczy. Wszedłem do środka. Zobaczyłem pielęgniarkę. Zapytałem ją o dzisiaj przyjętą dziewczynę z oparzeniami. Spojrzała na mnie dziwnie. Wytłumaczyłem jej szybko sprawę.
-Jesteś bardzo miłym chłopakiem! Mamy jedną pacjętkę pasującą do twojego ,,rysopisu." Leży w pokoju 25.
Podziękowałem i szybko się oddaliłem. Cholera zapomniałem kupić kwiatki. No trudno teraz już nic z tego. Przeszedłem przez kilka korytarzy. W końcu odnalazłem pokój o numerze 25. Otworzyłem drzwi.

*
*
*

Rozdział czwarty

Elen's pov.

-Co? Nie...nie może tam polecieć ktoś inny? Czy nie mogłabym wysłać im tekstu internetowo, a wynagrodzenie otrzymałabym również przez internet?- cholera. Muszę się bronić. Nie mam zamiaru lecieć w tej dużej, metalowej kupie złomu. Od samego myślenia o tym przechodzą mnie ciarki.
-Och Elen, w czym tkwi twój problem? Ich siedziba mieści się w Szwecji. Poza tym mówią, że widzieli kilka twoich podkładów i chcieliby z tobą nagrać kolejny.- chcę ze mną nagrać piosenkę? Wow.
-W porządku, ale czy oni nie mogliby przyjechać tutaj? Przecież chodzę do szkoły!
Przed moimi oczami stanęła  katastrofa w przestworzach- samolot na wskutek rozszczelnienia spada z wysokości 10 km na ziemię. Bum.
-Czy ty sobie za bardzo nie pozwalasz młoda damo? Z tego co pamiętam to oni są gwiazdami, nie ty.- ton jej głosu był karcący.- Sprawę ze szkołą załatwię za chwilę. Muszą mnie przecież zrozumieć.
Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
-Yyyy.....
-Bardzo się cieszę, że się zgadzasz. Musimy się również spotkać by omówić szczegóły twojego wyjazdu. Niech będzie...... o 14 w moim biurze. Pasuje ci?
-Chyba tak.- nie mogę w to uwierzyć. Poddałam się.
-W takiem razie żegnaj.- Maria rozłączyła się.
Teraz byłam zrozpaczona. Miałam 100% pewności, że już nie usnę.

Tak jak podejrzewałam przez całą noc nie zmrużyłam oka. Przewracałam się z boku na bok i wyobrażałam sobie różne wersje mojej śmierci setki metrów nad ziemią. Wstałam więc o piątej by przerwać te mroczne wizje. Ubrałam się i stwierdziłam, że pójdę do ,,Słodkich grzeszków". To idealny pomysł. Tylko, że otwierają o 8. Kurde. Tak chciałabym teraz usiąść na jednej z sof i zapomnieć o wszystkim. No cóż będę musiała poczekać. Zdjęłam kurtkę i usiadłam przy biurku. Nie byłam w nastroju na komponowanie muzyki. Po krótkim zastanowieniu uznałam, że podszkolę się w rysowaniu. Zastrugałam swók ulubiony ołówek (2B) i zaczęłam bazgrać. Po jakiś 20 minutach ze zgrozą stwierdziłam, że narysowałam płonący samolot. Chyba jestem chora. Wzięłam jeszcze jedną kartkę. Naszkicowałam twarz Oscara. Zajęło mi to jakąś godzine zanim było widać, że to człowiek, a nie jakiś trol. Ach te moje ,,zdolności". Kiedy skończyłam była 7:30. Kurde. Muszę przyznać, że wyszedł nieźle. Popatrzyłam w jego oczy. Z jakiegoś powodu czułam do niego niechęć. To w jaki sposób na mnie patrzył, jak do mnie mówił wprawiało mnie w zakłopotanie. Nie potrafiłam tego wyjaśnić. Hmmm przynajmniej na chwilę zapomniałam o samolocie. Przypomniałam sobie za to o tym boysbandzie. Stwierdziłam, że skoro mam pracować z profesjonalistami przyda mi się nowy laptop. Niechętnie spojrzałam na pęk pieniędzy pozostawiony przez moich rodziców. Powiedzieli, że ,,wystarczy na rachunki." Ja powiedziałabym, że wystarczy na wakację na Bahamach. Z obrzydzeniem wyjęłam kilka banknotów. Poszłam do sklepu RTV i AGD. Kupię coś najtańszego.

-
-
-

Oscar's pov.

Nie mogłem spać. Cały czas myślę o Elen. Dowiedziałem się, że za dwa tygodnie wracamy do Szwecji. Tam znajduje się nasze studio nagraniowe. Mamy nagrać nową piosenkę. Nie mam ochoty na śpiewanie. Muszę ją znaleźć zanim odlecimy. W innym wypadku będę musiał o niej zapomnieć. Wiem, że nie potrafię. Dzisiaj mamy próby. Może pod wieczór będe mógł wyjść na miasto. I co zrobię? Przecież nie mam pojęcia gdzie ona może być.
-Stary wstawaj idziemy ćwiczyć!- Omar zciągnął mi kołdrę z nóg.- Coś ty taki nie w humorze? Znajdziemy twoją kobietę. Zobaczysz.
-Hahah ty to zawsze umiesz pocieszyć.
Mrugnął do mnie.
-No,a teraz wstawaj. Nie będziemy na ciebie czekać w nieskończoność.
Ma rację. Muszę się ogarnąć. Wstałem, szybko się przebrałem i poszedłem do sali ćwiczeń. Chłopcy już na mnie czekali.
-Hej śpiochu!- zawołał Felix.
-Haha hej.
-No dobra bierzmy się do roboty.- Ogge jak zwykle był zorganizowany.
Przytaknęliśmy. Zaczęliśmy tańczyć.

-
-
-

Elen's pov.

W końcu wyszłam z wypełnionego ludźmi sklepu. Miałam ochotę kupić Soniaka, ale ekspedientka wcisnęła mi Apple'a zachwalając jego niebywałe, nowe możliwości. Nie miałam nastroju by się kłócić. Mama się ucieszy, że wydałam choć trochę z zostawionych przez nią pieniędzy. Wysłałam jej drugiego dzisiaj sms-a, w którym zapewniłam, że czuję się bardzo dobrze i nie jestem chora. Jak najszybciej uciekłam ze sklepu.
Poczułam chłodne, ranne powietrze. Na ulicach było o wiele mniej ludzi niż w godzinach szczytowych, ale wciąż trzeba było się przez nich przeciskać. Szukałam w tłumie niecodziennych, wyróżniających się osób. Lubiłam się im przyglądać. Ciekawe czy oni myśleli to samo o mnie. Zobaczyłam przesłodką Chinkę. Miała niebieskie włosy, w których poupinała kokardki. Była ubrana w naćwiekowaną kurtkę, jeanse z dziurami i glany. To całkowicie nie pasowało do jej słodkiej twarzy. Widziałam w niej trzynastoletnią wersję zbuntowanej Mulan, która chce walczyć za swoją ojczyznę dzidą ze zawiązaną na jej końcu kokardką i w mini spódnicy. Ciekawy widok.
Po drugiej stronie ulicy wypatrzyłam jakiegoś faceta. Miał blond włosy, rozpiętą koszulę, spodnie do kolana i trampki. Trząsł się z zimna. Miałam ochotę do niego podbiec i oddać mu moją kurtkę. Jemu bardziej by się przydała. Gdy już miałam wcielić mój heroiczny plan w życie, zobaczyłam kogoś innego.
Był to przystojny Latynos. Miał włosy ścięte na krótko i postawione do góry. Był ubrany w ciemnozieloną, puchową kurtkę i jeanse. O kurde. Był taki piękny. Natychmiast odrzuciłam od siebie tą myśl. Ale jestem płytka. Wystarczy, że jest przystojny, a ja już sobie wyobrażam niewiadomo co. Idiotka- skarciłam się w myślach. Nie spuszczałam go jednak z oczu. Przeszedł przez ulicę i znalazł się po mojej stronie. Jasny gwint! Wszedł do mojej kawiarni!! W pierwszej chwili chciałam ją ominąć i pójść dalej. No, ale to moja kawiarnia! Nie oddam jej jakiemuś przystojniakowi! Nawet jeśli to by był Tom Cruise. Weszłam do środka. Na szczęście mój ulubiony stolik był wciąż wolny. Zamówiłam kawę i usiadłam na moim miejscu. Laptopa w futerale umieściłam tradycyjnie na stoliku. Przystojniak usiadł po drugiej stronie pomieszczenia. Czekałam na kawę i dyskretnie się mu przyglądałam.  Niestety przede mną stanął syn właściciela z tacą. Po raz kolejny. Ten to sobie zawsze znajdzie odpowiedni moment.
-Jestem Ruben.-miał bardzo niski głos. Czego on chce?- Przepraszam, że ostatnio cię tak potraktowałem.
Nie zwracałam zbytnio uwagi na to co mówił. Swoim ciałem zasłaniał mi ciekawszy widok- mojego Latynosa.
-Elen. Taaa nie ma sprawy. Nic się nie stało.- chciałam go spławić. Jednocześnie próbowałam się wychylić żeby zobaczyć obiekt moich marzeń. Wierciłam się jak opętana.
-Yyyyy....wszystko w porządku?- najwyraźniej to zauważył. Niech to szlag. Idź sobie.
-Tak. Po prostu mam owsiki.- co ja wygaduję? Teraz napewno sobie pójdzie.
-Czy mogę ci jakoś pomóc?- a co ty kurna lekarz?! Sytuacja robiła się coraz bardziej niekomfortowa. Moje ciacho wstało. On już wychodził. Też chciałam wstać.
-Wiesz miło się gadało, ale ja już...
Wszystko potoczyło się tak szybko. Latynos zaczepił o Rubena, który przekrzywił tacę z kawą. Jak najszybciej odsunęłam laptopa, by uniknąć kolejnej katastrofy elektronicznej. Celem tej wrednej cieczy stałam się więc ja. Po chwili poczułam wrzącą kawę na moim dekolcie.
-AAAAAAAA!- byłam pewna, że teraz wszyscy się na mnie patrzą. To się teraz nie liczyło, liczył się piekący ból, który odczuwałam na klatce piersiowej.

*
*
*

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział trzeci

Elen's pov.

W końcu Oscar przestał mi się łapczywie przyglądać i zajął się pracą. Przed tym jednak zrobił mi herbatę. Sączyłam ją teraz powoli i ogrzewałam sobie ręce. Ja jako informatyczny ,,geniusz" nie rozumiałam nic z tego co robił. Przyglądałam mu się znudzona. Po jakiś dwudziestu minutach wreszcie się odezwał:
-Chyba nic nie da się zrobić. Przykro mi.
Nie no zaraz trafi mnie szlag. Odstawiłam kubek na stół. Zachwiał sie niebezpiecznie, ale nie potłukł się.Zebrałam resztki mojej świetlistej kariery do torby. Ubrałam kurtkę i zabrałam drugą torebkę. Wstałam od stołu.
-Dziękuję za pomoc.- rzuciłam i zdenerwowana ruszyłam ku wyjściu.
Oscar popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem.
-Elen poczekaj!
Ruszył za mną.
-Nie mam zamiaru!
Zaczęłam biec.
-Czekaj! Przepraszam!
-Zostaw mnie w spokoju!
Zachciało mi się płakać. Zmarnowałam prawie cały dzień i straciłam mój najlepszy tekst. Miałam wrażenie, że zaraz eksploduję. To moja pierwsza praca. Nie mogę zostać zwolniona tak szybko! Mam nadzieję, że pamiętam chociaż fragment mojej piosenki. Muszę ją wysłać do Marii. Dam radę.
Wybiegłam jak najszybciej z budynku. Minęłam jakiś dwóch kolesi, którzy się mi przyglądali.  Super. Nienawidzę kiedy ktoś widzi jak płaczę. Zakryłam twarz czapką. Czuję się poniżona. Biegnę do domu.

-
-
-

Oscar's pov.

Cholera! Chyba ją zdenerwowałem. Nie chciałem jej nic zrobić. Czuję się okropnie. Jak ja ją teraz przeproszę? Nie znam jej nazwiska, nie wiem gdzie mieszka. Nigdy jej nie znajdę.
Nagle do środka weszli chłopaki.
-Koleś kim była ta zrozpaczona laska? Czy my o czymś nie wiemy?- zapytał Ogge.
-Teraz to już nieważne. BYŁA.- usiadłem na krześle.
-Oscar co jej się stało? Ona płakała.- Felix zawsze troszczył się o kobiety.
-Chyba ją uraziłem. Wybiegła jak oparzona.
Do środka wszedł Omar. Jak zwykle ostatni. Zobaczył nasze smutne miny.
-Co jest chłopaki?
-Oscar pokłócił się z dziewczyną.- powiedział Felix.
-To nie jest moja dziewczyna!- natychmiast zaprzeczyłem. Zrobiłem to chyba zbyt szybko. Pokryłem się rumieńcem.
-Oooo stary nie bądź taki skromny. My już wiemy, że sobie tam na boku kręcisz. Zawsze tak robisz.- odezwał się Omar.
-Już nic nie kręcę. Uciekła ode mnie. Co gorsza nie wiem gdzie ją znaleźć.
-Hmmm....nie martw się stary odnajdziemy ją!- Ogge starał sie mnie pocieszyć.
-Ciekawe jak?!
-...znajdziemy jakiś sposób.- odpowiedział Felix.
Schowałem twarz w dłoniach.
-Już dobrze.- Omar troskliwie poklepał mnie po plecach.-Nie przez takie trudności przechodziliśmy. Mówie ci stary ona się przed nami nie ukryje.
Uśmiechnąłem się lekko. Chciałbym im wierzyć.

-
-
-

Elen's pov.

Poszło mi lepiej niż myślałam! Pamiętałam prawie cały tekst. Dopisałam tylko końcówkę i szybko przesłałam piosenkę Marii. Szybko było jednak pojęciem względnym. Po katastrofie mojego kochanego Apple miałam do dyspozycji tylko stary, zakurzony komputer. Działał baaardzo powoli. W końcu się jednak udało.
Teraz ze zniecierpliwieniem czekałam na  telefon Marii. Zawsze do mnie dzwoni żeby powiedzieć czy jej się podoba i zawsze wybiera opcję negatywną. Miałam nadzieję, że tym razem coś się zmieni. Czekałam bardzo długo- było już koło północy.  Stwierdziłam, że odczyta to jutro. Oczy zaczęły mi się kleić do snu. Byłam strasznie zmęczona. Delikatnie położyłam głowe na poduszce.
Zdążyłam już usnąć gdy nagle usłyszałam Vivaldiego. Natychmiast się podniosłam i podbiegłam do telefonu. Po drodze przywaliłam stopą o stolik. Au.
-Tak?- odebrałam zaspana.
-Elen? To ty złotko?- co się dzieje? Czy ona nazwała mnie złotkiem? Czy to sen?
-T-Tak. Coś się stało?
-Twój tekst jest obłędny. Pewien  boysband już go wykupił.
Co? Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła. Czyżby moja twórczość została nareszcie doceniona?
-Jaki boysband?- spytałam drżącym głosem. Miałam nadzieję, że to ktoś sławny....haha. Chyba tak było skoro Maria była w tak wspaniałym nastroju.
-The Fooo Conspiracy- usłyszałam.
Co za dziwna nazwa zespołu. Faktycznie parę razy o nich słyszałam. Mieli niezle teksty. Nie wiem jednak jak śpiewają. Nigdy także nie widziałam ich teledysku. Ojej to będzie super! Mają sporą rzeszę fanów!
-Elen złotko jesteś tam?- głos Marii wydarł mnie z zamyślenia.
-Tak jestem. Po prostu bardzo się cieszę!
-Och jestem taka dumna....zawsze mówiłam, że będą z ciebie ludzie.
Ykhm?! Jakoś sobie tego nie przypominam. Nie mogę się jednak na nią teraz złościć.
-Aaaa i jeszcze jedno.- widocznie więcej dobrych wiadomości. Juuupi!- za dwa tygodnie polecisz do Szwecji żeby się spotkać z nimi i ich menadżerem i odbierzesz swoje wynagrodzenie.-gdy Maria o tym mówiła zrobiło mi się niedobrze. Miałam ku temu dwa powody: nienawidzę pieniędzy i samolotów.

*
*
*

Dziękuję za czytanie :D Jeśli się wam podobało to proszę o komentarz.
Zapraszam do innego fanfiction, w którym pomagam: felixsandmanff.blogspot.com

Rozdział drugi

Oscar's pov.

O Boże! Co się stało? Chyba w kogoś wleciałem. Obraz przed moimi oczami stał się czarny. Kurde. Leżę na ziemi....jest jakoś dziwnie miękka.
-Złaź ze mnie zboczeńcu!!!!!
O cholera. Kogoś przygniotłem.
-Bardzo przepraszam! Już wstaję!
Położyłem ręce na śniegu. Podniosłem głowę. Znalazłem się twarzą w twarz z piękną dziewczyną. Miała zielone oczy, długie rudawe włosy i piękne dziewczęce rysy twarzy. Wpatrywaliśmy się w siebie przez ułamek sekundy. Dziewczyna pokryła się rumieńcem i szybko wstała. Również wstałem.
-Przepraszam. Śpieszyłem się i nie zauważyłem cię. To było niechcący.
Dziewczyna była do mnie odwrócona tyłem- widocznie chciała ukryć swe zawstydzenie.
-W porządku nic się nie stało. Widziałeś mojego laptopa?
Miała śliczny, dźwięczny głos. Dopiero po chwili zrozumiałem o co pyta. Rozejrzałem się wokoło. O cholera. Jej laptop,a raczej jego szczątki leżały obok mojej nogi. Szybko zorientowała się gdzie patrzę.
-O nie....nie....nie.... no bez jaj!!- ku mojemu zdziwnieniu nie była zła, ale zrozpaczona.
-Przepraszam. Naprawdę nie chciałem!
Dziewczyna spadła na kolana. Zatopiła swoje jeanse w świeżym śniegu. Zupełnie jakby jej nie obchodziły . Patrzyła ze łzami w oczach na swój komputer.
-Naprawdę bardzo mi przykro! Jeśli chcesz pokryję jego koszty.
Rozpacz na jej twarzy szybko zmieniła sie w złość.
-Myślisz, że tu chodzi o pieniądze?! Jak według ciebie mam odzyskać wszystkie dane, które tam miałam?!
O tym nie pomyślałem. Zadziwiła mnie tym, że nie obchodziły jej rzeczy materialne. Jakby nie była przywiązana do niczego na ziemi. Była jak anioł- wydawało się, że za chwilę żywcem uleci do nieba.
-Słyszysz kretynie?! Jak mam to odzyskać?!
No, cóż widzocznie anioły także się złoszczą. Poczułem ogromne poczucie winy- ta niebiańska istota przeze została wprowadzona w gniew.
-Nie wiem...jest mi tak przykro! Nie chciałem!
-To już słyszałam. Powiesz mi czy da sie coś z tego ocalić?
Widocznie szybko nad sobą zapanowała. W jej oczach natychmiast pojawiły się ogniki nadziei. Zaczęła się podnosić. Szybko wyciągnąłem do niej rękę. Muszę odkupić swoje winy. Kobieta-anioł znów sie zaczerwieniła. Tym razem z niewiadomych przyczyn ja również. Przyjęła moją pomoc. Przez chwilę mogłem poczuć jej delikatne dłonie. Miała takie długie palce. Pewnie grała na jakimś instrumencie. Wstała i patrzyła na mnie wyczekującym wzrokiem.
-Słuchaj jesteś cała przemoczona. Mieszkam niedaleko. Może pójdziesz do mnie i sie ogrzejesz, a ja spróbuję coś z tego wyciągnąć?
Dziewczyna cofnęła się. Nie wiem dlaczego, ale wydała mi się przestraszona. Znów skierowała wzrok na swojego laptopa.
-Ja..yyyy...nie dziękuję. Sama dam sobie radę.
Odwróciła się i włożyła pozostałości komputera do torby. Szybko ją zasunęła i sie odwróciła.
-Ej poczekaj! Pomogę ci!
-Już wystarczająco dużo zrobiłeś.
-Jeszcze raz przepraszam...jest mi tak głupio. Prosze daj sobie pomóc.
Zatrzymała się.
-Nie będę szła do domu obcego faceta!
-Chcę ci tylko pomóc! Nic ci nie zrobię.
Nerwowo się roześmiała.
-Myślisz, że się ciebie boję?
-Ja...nie nic podobnego. Tak w ogóle to jestem Oscar.
-Elen.
Uścisnęliśmy sobie dłonie. Elen westchnęła głęboko.
-No dobra. Chodźmy.

-
-
-

Elen's pov.

Oscar otworzył drzwi. Wygląd tego budynku zaniepokoił mnie- była to duża, stara hala. Wyglądała na opuszczoną. Zawahałam się. Co ja robię? Oscar to zobaczył. Uśmiechnął się.
-To nasza hala do ćwiczeń.
-Mówiłeś, że idziemy do twojego domu.
-To jest tymczasowo mój dom.
Stop. Co? On jest bezdomny? Pomieszkuje w starych halach? Nie. Powiedział, że to sala do ćwiczeń. Ciekawe co tu ćwiczy. Moja chora wyobraźnia mówiła, że krojenie ludzkich zwłok na kawałeczki. Odsunęłam od siebie obraz Oscara z zakrwawionym nożem w ręku. Postanowiłam mu zaufać. Jeśli to wyobrażenie okaże się prawdą,  Maria uwierzy, że mój laptop został zniszczony przez niego. Weszliśmy do środka. O dziwo środek wyglądał o wiele lepiej. Co ja gadam- wyglądał cudownie! Było to piękne, nowoczesne wnętrze. Podłoga w holu była drewniana. Ściany były pomalowane na kolor żółty. Na oknach zamontowane były rolety. Przeszliśmy do kolejnego pokoju. Było to coś w rodzaju sali gimnastycznej. Na ścianach zawieszone były lustra. A więc koszykówka odpada. Zamiast lakierowanego jesionu (trochę się na tym znam) leżała tutaj gumowa wykładzina. Buty się na niej nie ślizgały. Hmm może Oscar tańczy? Poszliśmy dalej. Zobaczyłam przytulną kuchnię. Na środku stał stolik i kilka krzeseł. Zaczęłam nabierać podejrzeń, że nie jesteśmy tu sami.
-Proszę usiądź sobie Elen.
Wskazał mi krzesło. Skinęłam głową i usiadłam. Laptopa położyłam na stole. Futerał był zamoczony. Miałam złe przeczucia.
-Znasz się na tym?- spytałam.
-Trochę. Haha.
Denerwowałam się. On wydawał się nie koncentrować na moim laptopie tylko na mnie. Co chwilę łapałam go na tym, że patrzył na moją twarz, nogi czy włosy. Idiota.
-Ykhm! I co uważasz?
Czerpał przyjemność z mojej frustracji. Długo tego nie wytrzymam.
-Zobaczę co da się zrobić.

*
*
*
*

Jak tam po Sylwestrze? :D