Elen's pov.
Jestem wykończona! Byłam w szkole- było okropnie. Chciałam zakryć oparzenia. Ubrałam na siebie mój jedyny golf. Był zrobiony z wełny. Rękawy były w nim trochę przydługie, ale to się nie liczyło. Ważne,że przykrywał całą szyję. Miał kolor granatowy i był we wzory norweskie. Muszę przyznać, że wyglądałam dość ładnie. Mimo wszystko cały czas piekły mnie oparzenia. Próbowałam je chłodzić poruszając kołnierzem. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatkę. Przesłałam im parę słodkich uśmiechów. Nie polepszyło to sprawy, a wręcz przeciwnie. Jakimś cudem wytrwałam do końca zajęć, które dzisiaj przeciągały mi się niemiłosiernie. Nauczyciele na szczęście nie zadali dużo pracy domowej.
Po szkole pobiegłam do biura Marii. Gadałam z nią przez jakąś godzinę. Wylatuję za 12 dni w sobotę. Zespół zapłacił za mój lot. Ląduję (jeśli się nie rozbijemy) w Sztokholmie. Później będzie na mnie czekać limuzyna, która zawiezie mnie do jakiegoś ekskluzywnego hotelu. Swoją drogą: po co trwonić tyle kasy? Wystarczyłby mi mały Ford i jakaś przytulna gospoda. Wracając do tematu: w hotelu spędzę jedną noc. Następnego dnia limuzyna zawiezie mnie do siedziby zespołu. Poznamy się bla bla bla. Przez tydzień będę się z nimi widywać i pracować nad piosenką. Potem mi zapłacą, wsiądę po raz kolejny do maszyny śmierci i będę się modlić żeby nie umrzeć. Ta da. Cudowny plan.
Teraz jeszcze zaczęła mnie boleć głowa. Super. Przemyłam moje ,,łuski" zimną wodą. Nadal wszystko mnie piecze. Według mnie wciąż wyglądam tak samo szpetnie. To pewnie przez mój wrodzony pesymizm. Wyszłam z łazienki. Położyłam się na kanapie. Dzisiaj mam ochotę tylko na leżenie i picie herbatki. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. Sms. Wzięłam do ręki moją Nokię. Przecież już dzisiaj pisałam do mamy. Nowa wiadomość od.....Omara. Poczułam, że zalewa mnie fala gorąca i euforii. Szybko otworzyłam wiadomość.
,,Cześć. Jak się czujesz?"
Poczyłam ciepło na sercu. Troszczył się. Natychmiast odpisałam.
,,Hej. Wszystko w porządku. Dzięki za troskę :D."
Niezdążyłam odłożyć telefonu gdy już pojawiła się nowa wiadomość. Szybki jest.
,,W takim razie się cieszę. Nie ma za co."
Uśmiechnęłam się. Jaki słodziak! Znów usłyszałam pyknięcie telefonu.
,,Wiesz... może jak wyzdrowiejesz to byś ze mną gdzieś wyskoczyła czy coś?"
O ja. Czy on mnie zaprasza na randkę? Nie mogę usiedzieć w miejscu. Serce bije mi jak szalone.
,,No jasne, możemy się spotkać."
Czuję się taka szczęśliwa!!! Umówiłam się z nim! Hahaha!
,,To super :D. Jeszcze się zdzwonimy."
Odłożyłam telefon. Ale genialnie!
-
-
-
Omar's pov.
Zgodziła się. Haha. Muszę jakoś odpokutować za to co zrobiłem. Postawię jej milkshake'a i będziemy kwita............................. Nie no co ja gadam? Ona jest cała poparzona. Szlag. Dobrze, że nie skończyła jeszcze gorzej. Jestem idiotą. No cóż muszę przyznać, że nie robię tego wyłącznie z poczucia winy- laska jest na serio ładna. Haha. Kto wie, może będzie z tego coś poważnego?
Dzisiaj znowu ćwiczymy. Ostatnio robimy to coraz częściej. No, ale trzeba przyznać, że wychodzi nam o wiele lepiej. Niedługo jedziemy do Szwecji. Będziemy tam nagrywać piosenkę i kręcić teledysk. Właśnie do niego wymyślamy nowe triki i układy. Będzie to wideo nad plażą. Mamy już kilka ciekawych pomysłów z wodą. Zapowiada się interesująco.
-Dobra. Teraz robimy salto w przód.- planował Felix.- Później nasz układ...ten z obrotami. A na końcu znowu salto tylko, że w tył. Ok?
Ja i Ogge skinęliśmy głowami. Oscar stał zamyślony. Ostatnio był jakiś roztrzepany. Nie mógł się na niczym skupić.
-Oscar? Żyjesz stary?- spytałem.
-Co?
-Salto w przód, układ z obrotami i salto w tył.- powtórzył cierpliwie Felix.
-Ok, ok. Sorki.
Dobra chyba załapał. Ogge włączył muzykę.
-Raz, dwa i trzy!
Zaczęliśmy. Zrobiliśmy salto. Wyszło idealnie równo. Teraz czas na układ. Wykonaliśmy kilka kroków i obrotów. Pora na salto w tył. Perfekcyjnie. Nagle usłyszałem krzyk. Obróciłem się. Oscar leżał na podłodze. Felix natychmiast do niego podbiegł.
-Oscar!! Co ci się stało?!
-Moja noga...- Oscar mówił szeptem. Pojękiwał z bólu. Spojrzałem na jego nogę. A dokładnie na kostkę. Szlag. Była cała czerwona. Napewno coś sobie z nią zrobił.
-Oscar uspokój się. Zaraz ci pomożemy.- Ogge był opanowany.
Wyjąłem telefon. Zadzwoniłem po pogotowie. Po raz kolejny. Łapię w tym wprawę.
-Zaraz przyjadą. Wytrzymaj jeszcze chwilę.
Oscar zwijał się z bólu. Zaciskał jednak zęby i nie odzywał się.
Przyjechała karetka. Zabrali Oscara.
*
*
*
Przepraszam za ten rozdział. Jest to chyba moja najgorsza praca. Cóż mogę powiedzieć- obiecuję poprawę :D
Świetny rozdział, co ty od niego chcesz? Omar <3 Next!
OdpowiedzUsuńHeeej ;D Zostałaś przez nas nominowana do Liebser Arward :* Info tutaj ----> www.felixsandmanff.blogspot.com
OdpowiedzUsuńZostałaś Nominowana do Liebser Arward <3
OdpowiedzUsuńhttp://czasna-na-obrone.blogspot.com/2015/01/liebster-arward.html
Omar <3
OdpowiedzUsuńświetny rozdział