środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział dwudziesty drugi

Elen's pov.

Nie mogę uwierzyć, że on to zrobił. No co za cyrk! Od kilku godzin dreptałam w kółko wkurzona na maksa, powtarzając sobie w myślach, że nienawidzę idioty. Dobrze jednak wiedziałam, że wmawiam sobie kompletne brednie. Omar nie był idiotą i zdecydowanie nie czułam do niego nienawiści. Czułam jedynie gorzki smak rozczarowania.
Omar jakby nic się nie stało odprowadził mnie do domu, obiecując wizytę kolejnego dnia. Potem poszedł do hali. Zostałam sama przepełniona pustką, zmęczeniem i bólem głowy. Niewiele się zastanawiając, przespałam całe popołudnie.
Kilka dni upłynęło całkiem spokojnie. Właściwie nic ciekawego się nie zdarzyło. Omar odwiedzał mnie regularnie. Aż do piątkowego poranka. Wtedy w szkole panowała swoista atmosfera, która następowała zawsze po jakimś skandalu. Myślałam, że znów gadają o moim siniaku, na którego temat wysłuchałam się wielu teorii spiskowych (podobno w mojej rodzinie panowała przemoc, drudzy mówili, że to Angela mi przywaliła, a ja jej tak oddałam, że od tamtego czasu nie ma odwagi przyjść do szkoły, inni jeszcze twierdzili, że uderzył mnie Matt). Wszyscy gapili się na mnie i szeptali sobie do ucha. Wkrótce jednak kiedy spotkałam Rosie wszystko się wyjaśniło.
-To nie słyszałaś? Pupile Angeli nieźle oberwali.
Spojrzałam krzywo na przyjaciółkę.
-Kto?
-Och no ci trzej idioci co nas chcieli pobić.
-Co im się stało?- spytałam czując narastający niepokój.
-Niewiadomo. Cała szkoła plotkuje już od rana. Twierdzą, że to my ich pobiłyśmy.
Jakby na potwierdzenie jej słów przechodzący obok uczniowie spojrzeli na nas z przestrachem i wyminęli nas szerokim łukiem. Popatrzyłam na Rosie, po czym obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-To chyba najlepsza teoria jaką słyszałam.- roześmiałam się.- Trzy dziewczyny ważące po 50 kilo kontra trzech mięśniaków o wadze ponad 80. Naprawdę musiałyśmy im skopać tyłki.
-No wiem. Niezłe jesteśmy.-powiedziała Rosie, złapawszy oddech.- Swoją drogą zastanawiam się kto to zrobił. Może mamy jakiś wielbicieli w szkole? Jacyś faceci uznali to za bezprawie i napadli naszych oprawców?
Więcej nie musiała mówić. Stanęłam jak wryta, połączywszy wzyzstkie fakty w całość. Poczułam, że robi mi się słabo. Rosie szybko zrozumiała o co mi chodzi. Zrobiła się blada jak ściana.
-Myślisz, że....to on?- spytała zaniepokojona.
Popatrzyłam na nią z nielepszą miną. Lekko kiwnęłam głową.
-O kurde....
W szkole przesiedziałam wszystkie zajęcia, będąc myślami w całkiem innym miejscu. Omar mnie wkurzył i zastanawiałam się co w tej sprawie zrobić.
Po przyjściu do domu bezsensownie krążyłam w kółko po moim salonie. W końcu stwierdziłam, że muszę się z nim spotkać. Wyjęłam telefon z torby po czym szybko napisałam.
,,Możemy się spotkać?"
,,Tak jasne. Przyjadę za pół godziny."
Poszło mi dość szybko i nadal za bardzo nie wiedziałam co mam robić. Rozejrzałam się wokoło. Stwierdziłam, że nie ma szans bym uprzątnęłam dom w pół godziny. Po głębszym zastanowieniu napisałam jeszcze raz.
,,Może lepiej spotkajmy się w kafejce?"
,,Dobra wporząsiu."
Odetchnęłam z ulgą i rzuciłam telefon do torebki. Szybko zarzuciłam na siebie kurtkę i włożyłam buty. Wyszłam z domu. Chciałam być wcześniej w kafejce. Poza tym stwierdziłam, że świeże powietrze pomoże mi poukładać myśli. Omar pobił trzech mężczyzn. Poczułam, że po plecach przebiegł mi dreszcz. Zobaczyłam mojego chłopaka w całkiem innym świetle. Nigdy nie sądziłam, że jest on w stanie posunąć się do przemocy. Ci goście byli tego warci, to już inna sprawa. Nie powinien tego robić. Tym bardziej, że go prosiłam. Znowu poczułam zawód.
Po kilku minutach zajęłam swój ulubiony stolik i od razu pożałowałam tego, że tu przyszłam. Ruben stał przy barze i świdrował mnie spojrzeniem. Uśmiechał się też zawadiacko. Przełknęłam ślinę. Od jakiegoś czasu kelner nabrał pewności siebie. Zaczynało mnie to denerwować i sprawiało, że czułam się niekomfortowo. Już ruszał w moim kierunku, kiedy do środka wszedł Omar. Uśmiech na twarzy kelnera przygasł. Omar powitał go skinieniem głowy. Zobaczył mnie i usiadł się na mojej kanapie.
-Witaj słonko.- powiedział, całując mnie w policzek.
-Cześć.-  odpowiedziałam, tradycyjnie reagując zaczerwienieniem. Kątem oka zobaczyłam, że Ruben się wycofał i stał teraz przy barze.
-Co tam u ciebie królewno?- zagadnął, zakładając mi kosmyk włosów za ucho.
-Musimy pogadać.- odpowiedziałam, starając się by brzmiało to jak najbardziej poważnie.
-Po to tutaj przyszedłem.- uśmiechnął się.
Odetchnęłam głęboko.
-Prosiłam cię o coś...ale ty mnie nie posłuchałeś.- zaczęłam powoli.- Było to dla mnie ważne.
-O co chodzi?- spytał ze zdziwieniem.
Stwierdziłam, że muszą zacząć mówić konkretnie.
-Pobiłeś tych chłopaków.
Popatrzył na mnie spokojnie.
-Tak.
Zdziwiło mnie jego opanowanie.
-Dlaczego to zrobiłeś?- spytałam, czując, że zaraz się rozpłaczę.
-Zasłużyli na to. Elen o co ci chodzi? Nie widzisz co ci zrobili? Nie czujesz do nich żalu?- wyczułam, że Omar zaraz się uniesie.- Masz zamiar mnie opieprzać, a ich będziesz usprawiedliwiać?
-Nie. Nie będę ich usprawiedliwiać. Chodzi mi o to, że oni w odróżnieniu do ciebie są idiotami i nie spodziewałam się, że zachowasz się na ich poziomie.
Zapadła cisza. Poczułam, że przesadziłam i to znacznie.
-Twierdzisz, że jestem idiotą?- zapytał. W jego głosie można było usłyszeć ironię.
-Nie...- poczułam, że głos więźle mi w gardle. To nie miało sensu. Moje zdolności konwesacyjne znowu sprawiły mi kłopoty.
-Elen. Nie rozumiem w czym masz problem. Wydawało mi się, że dobrze się dogadujemy.
-Chodzi mi o to....szukałeś zemsty za coś, co cię nawet nie dotyczy. Wyrządziłeś im większą krzywdę niż oni mi. Poza tym...prosiłam cię...
-Wiesz co, Elen? Zachowujesz się dziwnie. Mówisz mi, że ja jestem idiotą, a sama zachowujesz się jeszcze bardziej infantylnie. Udajesz, że im wybaczyłaś, ale w głębi duszy czujesz do nich nienawiść. Ja nie potrafię skrywać swoich uczuć. Powiedz mi: czy pochwalasz ich zachowanie? Chciałabyś żeby cię jeszcze raz uderzyli?
Spojrzałam na niego czując ból zadany przez jego słowa.
-Chyba masz coś z nimi wspólnego. Kiedy ich pobiłeś, zachowałeś się identycznie jak oni.
Po czym wstałam, chwyciłam moją torebkę i wybiegłam z kafejki.

*
*
*
Dziękuję bardzo za poświęcony czas. Wiem, że nie było mnie wieki. Kiedy powróciłam i zobaczyłam ile osób skomentowało moje ostatnie wypociny, aż mnie zatkało. Moja mina była niezapomniana XD Jeszcze raz dziękuję. Postaram się pisać częściej.

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział dwudziesty pierwszy

Elen's pov.

Co tu się dzieje? Leżałam w ramionach Rubena, ale przecież....nie byłam w kafejce. Dopiero po chwili zrozumiałam o co chodzi. Uratował mnie. Nadal kręciło mi się w głowie. Przed oczami widziałam czarną plamę.
-Skąd...się tu wziąłeś?- wyjąkałam z trudnością.
-Cii....- wyszeptał.- Dorabiam jako woźny. Jak się czujesz?
-Boli mnie trochę głowa i jakoś tak....mi dziwnie. Gdzie on się podział?- spytałam przypominając sobie o kolesiu, który mnie uderzył.
-Spłoszyłem go.- powiedział zaciskając pięści.- Ale jeszcze go dopadnę.
-Co? Po co?- spytałam czując, że kręci mi się jeszcze bardziej w głowie.
-Żeby dać mi nauczkę..
Były to ostatnie słowa, które usłyszałam zanim zemdlałam.

****
-Pieprzony idiota!
-Cicho bądź, bo ją o budzisz!
-Sory...
-Co ty tu właściwie robisz?!
-Możecie się w końcu ogarnąć?
-Cisza!
Powoli otworzyłam oczy. Minęła chwila zanim zrozumiałam co się dzieje. Leżałam w szpitalu. Znowu. Czułam się tak jakby moja głowa miała zaraz eksplodować. Zauważyłam kilka postaci stojących nad moim łóżkiem. Rosie, Hanna......Omar i Ruben?! Co to do cholery ma być?
-Co się stało?- spytałam słabym głosem.
-Elen! Obudziłaś się!
-Boże nic ci nie jest?
-Jak się czujesz?
-Przepraszam to przez nas...- Hanna zwiesiła głowę.- Ten cały pomysł był idiotyczny.
Uśmiechnęłam się.
-Wporządku. A co....z Mattem?
-Nie wiemy....nie widziałyśmy go potem.- odpowiedziała Rosie.- Jak się czujesz?
-Nie jest źle.- odpowiedziałam z uśmiechem.
-To może...my wyjdziemy?- Hanna zwróciła się do Rosie.
-Jasne.- odpowiedziała tamta i zniknęły za drzwiami. W pokoju został Ruben i Omar. Mierzyli się wzrokiem. Nie wyglądało to dobrze.
-Omar zostawisz nas na chwilę?- czułam się nieswojo wypraszjąc go, ale musiałam pogadać z Rubenem w cztery oczy. Był trochę zaskoczony, ale posłusznie wyszedł.
-Dziękuję.- powiedziałam patrząc Rubenowi w oczy. Zawstydził się i odwrócił wzrok.
-Wporzadku. Nie ma za co.
-Jest. Gdybyś wtedy mi nie pomógł na pewno skończyłoby się to o wiele gorzej. Chcę żebyś wiedział, że mam u ciebie dług wdzięczności.
-Haha. Już nie mogę się doczekać aż go spłacisz.- powiedział z uśmiechem. Czy on właśnie ze mną flirtował? Byłam całkowicie zbita z tropu.
-W każdym bądź razie pójdę już. Zdrowiej!- powiedział i pogłaskał mnie po głowie. Zszokowana nie mogłam wydobyć w siebie słowa. Chwilę później do środka wszedł Omar.
-Cześć kochanie! Powiedz bardzo cię boli?- powiedział podchodząc do mojego łóżka. Wciąż jeszcze nie ochłonęłam po spotkaniu z Rubenem. Pokręciłam przecząco głową.
-To dobrze. Już nie mogę się doczekać aż spiorę tyłek temu idiocie.
-Komu?- spytałam nie do końca przytomnie.
-Temu kolesiowi, który cię tak urządził. Pożałuje, że się urodził.
Spojrzałam na niego lekko zdenerwowana. Siedział na moim łóżku i widać było, że jest wkurzony. Trochę się przestraszyłam.
-Omar...nic mi się nie stało. Nie denerwuj się tak.
-Nie mogę uwierzyć, że tak mówisz. Co za kompletnym dupkiem trzeba być żeby uderzyć dziewczynę z pięści w twarz?!
-Nie chcę żebyś mu cokolwiek zrobił.
Spojrzał na mnie krzywo.
-Co?!
-Wiem, że to dupek, ale poniesie za to karę. Na pewno zawieszą go w prawach ucznia...czy coś. Także nie martw się już tak. Uspokój się.
Westchnął głęboko.
-Jestem spokojny. Po prostu nie mogę uwierzyć, że ktoś zrobił ci coś takiego.
Wywróciłam oczami.
-Nie przesadzaj. Przecież nie umieram. To tylko siniak. Dwa tygodnie i będzie po sprawie.
Pokręcił głową.
-Nie wierzę, że tak to odbierasz.- zbliżył się do mnie. Odgarnął z mojej twarzy kosmyk włosów zasłaniający czoło. Delikatnie podtrzymał mi brodę.
-Jesteś niesamowita.- powiedział i cmoknął mnie w usta. Byłam nieco zaskoczona tym gestem. Czułam, że moje policzki płoną.
-Odpoczywaj sobie. Przyjdę po ciebie koło czwartej.
-Nie....nie chcę mi się tu siedzieć. Umrę z nudów!- zaczęłam narzekać.
Uśmiechnął się.
-Nie marudź tylko odpoczywaj. Zobaczymy się popołudniu.
I wyszedł. Siedziałam sama na tym trzeszczącym łóżku. Jak ja teraz usnę?

-
-
-

Omar's pov.

Jestem wkurzony. Cholernie wkurzony. Zabiję tego idiotę. Jak on ważył się ją w ogóle tknąć?! Nie zostawię tak tego. Wiem, że Elen chce uniknąć jakichkolwiek kłopotów. Ale ja nie mam nic do stracenia. Dopadnę go i oddam za to co zrobił. Muszę porozumieć się z tym kelnerem. Nie za bardzo go trawię, ale teraz mamy wspólny cel. Poza tym on wie kim jest lub chociaż jak wygląda ten koleś. Powiniem się zgodzić żeby mi pomóc.
Znów poczułem nawracające wyrzuty sumienia. Elen wyglądała dzisiaj tak ślicznie. Nawet ten wielki siniak nie odebrał jej twarzy piękności. Obiecałem sobie, że to zakończę....ale chyba nie potrafię. Czuję, że to jest coś poważnego. Czuję, że mógłbym zrobić dla niej wszystko. Z drugiej strony wyobrażałem sobie minę Oscara kiedy dowie się o tym wszystkim. W końcu kiedyś to nastąpi. Nie będę mógł ukrywać mojej relacji z Elen przez nieskończoność. Czy może Oscar pogodzi się z losem? Wstąpiła we mnie nadzieja. Przecież widział ją tylko raz. To nie może być miłość. Pewnie tylko tymczasowe zauroczenie. Uśmiechnąłem się. Tak! To jest to! A nawet jeśli nie.....przepraszam cię Oscar.

*
*
*
Dziękuję za uwagę. Ostatnio poważnie zastanawiam się nad istnieniem tego bloga. Jest on, że tak powiem....nieco wyludniony XD No cóż będę się starała pisać rozdziały częściej.