Cześć wszystkim! Witam na moim blogu. Jest to mój pierwszy blog więc proszę o wyrozumiałość.
Blog to fanfiction na temat zespołu The Fooo Conspiracy. Polecam obczajenie ich :D
Elen's pov.
Kawiarnia ,,Słodkie grzeszki". Jest to jedna z wielu kawiarenek w Nowym Yorku. Nie różni się ona niczym od pozostałych. Z zewnątrz wygląda dość przeciętnie: ma małe okna, ściany w kolorze łososiowym i spadzisty dach. Jak już wspominałam- nic szczególnego. Jednak przez całe moje życie spędzone w tym mieście, przez całe 18 lat użerania się z korkami, hałasem i krzykiem ludzi, tylko ona wydaje mi się doskonałym miejscem do relaksu. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. Po prostu kiedy tu przychodzę mogę zapomnieć o całym świecie, o wszystkich moich problemach, kłótniach, złamanych sercach. Gdy siedzę na jednej z ,,skórzanych" kanap znika wszystko. Wtedy istnieję tylko ja, ta kanapa i mój laptop. Wtedy moje palce z zawrotną prędkością przyciskają klawisze, by uzyskać efekt. A dokładnie- efekty. O czym mówię? O tekstach. Jestem tekściarą od pół roku, chociaż pasjonowałam się tym już o wiele wcześniej. Jak to zwykle bywa moje zdolności zostają niezauważone. Piszę teksty dla nieznanych artystów. Przeważnie mało kto zwraca na nie uwagę. Moja pensja....cóż nie jest wygórowana. Trudno z niej wyżyć. Nie mam zamiaru jednak narzekać. Każdy kiedyś zaczynał od zera. Wierzę, że pewnego dnia ktoś zachwyci się moim przesłaniem, kogoś zauroczą moje rymy, zainspiruje mój tekst. Marzę o tym. Nie pragnę sławy. Pragnę pomagać ludziom. Dawać im nadzieję. Czy to czyni mnie żałosną?
Mieszkam sama w Nowym Yorku. Miesiąc temu moi rodzice wyjechali do Waszyngtonu. Dostali tam jeszcze lepiej płatną pracę. Mają wrócić w kwietniu. Strasznie to przeżywają. Chyba nawet bardziej niż ja. Haha. Zabrali tam również mojego brata- Michaela. Ja nie chciałam jechać. Tutaj mi dobrze. Rodzice nie namawiali mnie zbyt długo, znając mój stosunek do tego miasta. Nienawidzę Waszyngtonu. Czy to czyni mnie dziwadłem? Rodzice nigdy nie zostawili mnie na dłużej niż tydzień. Nic dziwnego, że mama dzwoni do mnie teraz po kilka razy dziennie. Hmmm może im się przyda krótki odskok od codzienności? Mimo wszystko bardzo mi ich brakuje.
W tym roku piszę maturę. Zwykle to ona zajmuje teraz cetrum moich rozważań. Uczę się (powiem nieskromnie) bardzo dobrze. Nie sprawia mi to żadnego kłopotu. Sprawia go jednak co innego- paniczny strach, który ogarnia moje ciało gdy tylko pomyślę o jakimś teście, sprawdzianie czy klasówce. Innymi słowy- mój ,,przyjaciel" stres. Towarzyszy mi on zawsze w trudnych chwilach. Nie chce mnie również opuścić w innych momentach mojego życia. Co za dupek! Mam nadzieję,że jednak zostawi mnie on w tym (dla wielu) najważniejszym teście życia. Ugh. Zdam czy nie?
-Ej laska! Zamykamy.- warknął syn właściciela kawiarni brutalnie przerywając moją pracę. Jest on wysoki, napakowany i ma czarne włosy. Zwykle czuć od niego alkoholem, a gdy chodzi zatacza się. Przypomina zdeformowaną wersję supermena na emeryturze. Haha.
-Jak to? Jest czynne do 18, a mamy dopiero 17:30.- Nie chcę jeszcze iść. Dzisiaj mam wenę. Chcę skończyć piosenkę.
-Dzisiaj zamykamy wcześniej. No już spadaj stąd!
-Oczywiście pójdę jeśli wyprosi mnie pan kulturalnie.
Wyglądał jakby zobaczył obcego. Mam swoje zasady. Nie będzie sobie mną pomiatał. Należy mi się trochę uprzejmości. Każdemu się należy.
-Yyyyyy....no...ten....
No wykrztuś to z siebie.
-Yyy.....
Wszyscy klienci się na nas patrzą.
-Yyyyy....dzisiaj zamykamy wcześniej. Czy mogła by pani już wyjść?
Spojrzałam na niego rozśmieszona. Włożyłam laptop do teczki. Na stoliku położyłam pieniądze za kawę.
-Tak przepraszam już wychodzę. Dowidzenia!
Zdjęłam kurtkę z wieszaka. Skierowałam się do wyjścia. Kątem oka widziałam jak wpatrywał się we mnie osłupiały. Może to go czegoś nauczyło. Kto wie?
Wyszłam na ulicę. Zimne grudniowe powietrze owiało moje ciało. Naszczęście byłam przygotowana na warunki nawet syberyjskie. Mama przed odjazdem kupiła mi tą kurtkę, twierdząc,że ,,tutaj łatwo o chorobę", a ona sobie nie wybaczy jeśli się chociaż przeziębię.Mimo czapki włosy latały mi we wszystkie strony. Musiałam śmiesznie wyglądać. Szłam po przeludnionej ulicy nieco przestraszona. Taka masa ludzi budzi we mnie nieopanowaną nieśmiałość i chęć natychmiastowej ucieczki. Kolejny dowód mego wariactwa.Usłyszałam mój dzwonek. ,,Cztery pory roku-Jesień" Vivaldiego. Większość ludzi słyszących to na ulicy gapiła się na mnie jak na wariatkę. Jestem inna. Lubię swoją odmienność. Jednak nie lubię tego oskarżycielskiego wzroku przechodniów. Brrr! Wygrzebałam swoją poczciwą, starą Nokię spod sterty papierów w mojej torebce. Odebrałam.
-Halo?
-Witam. Z tej strony Maria- usłyszałam głos swojej szefowej. Nie pałałam do niej zbytnią sympatią. I wzajemnie.
-Dzień dobry pani Mario! Czy coś sie stało?
-Ty mi to powiedz Elen. Czy skończyłaś swoją piosenkę, która, jak twierdzisz (ponownie) podbije internet?- nienawidzę tej kpiny w jej głosie. Uważa się za niewiadomo co. Głupi babsztyl.
-Haha. Tak się składa,że jest ona prawie gotowa.- udałam, że bawi mnie jej ,,żart"- Dzisiaj ją pani dostanie.
-Mam nadzieję. Wiesz co się z tobą stanie jeśli mi jej nie dostarczysz?
Przełknęłam cicho ślinę.
-Proszę się o mnie nie martwić. Prześlę ją pani gdy tylko wrócę do domu.
-Trzymam cię za słowo. Żegnaj.
Rozłączyła się. Nie zdążyłam powiedzieć ,,dowidzenia". Ugh. Włożyłam telefon do torebki. Nagle poczułam ogromny ból- coś wielkiego we mnie wpadło.
-AAAAAAAAA!- wydarłam się chyba na pół ulicy.
Próbowałam utrzymać równowagę.Nie dałam jednak rady w walce z grawitacją. Wpadłam prosto w zimny śnieg.
*
*
*
Dziękuję za poświęcony czas. Jeśli ktoś to czyta i mu się spodobało to proszę o skomentowanie.
Cudne! Czekam na next! :D
OdpowiedzUsuńDzięki XD
UsuńCzemu ja zawsze o wszystkim dowiaduje się ostatnia? Eh...No ok. Nie będę już marudzić :D Świetnie. Widać pisanie fajnych blogów jest u was rodzinne :D Nie zniechęć mi się tu!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńCudny rozdział <3
OdpowiedzUsuń