niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział dziesiąty

Elen's pov.

Było świetnie. Pochodziliśmy sobie po Nowym Yorku, śmiejąc się i rozmawiając. Wyciągnęliśmy nawet Rosie, która zwykle lubi zaplanowane wyjścia i raczej nie przepada za improwizacją. Wszyscy dobrze się bawiliśmy. Połaziliśmy po galeriach i poprzeciskaliśmy się przez zatłoczone ulice w godzinach szczytu. Podsumowując było super oprócz jednego szczegółu- zaczęły mnie znów piec oparzenia. Stwierdziłam jednak, że wytrzymam.
Poszliśmy do parku. Z zachwytem przyglądałam się ośnieżonym drzewom. Były takie piękne! Pospacerowaliśmy trochę, co chwilę rzucając w siebie śnieżkami. Byłam okropnym strzelcem, tak więc szybko stałam się celem wszystkich ataków. Miałam skostniałe palce, bo przemokły mi rękawiczki, a moją twarz pokrywały rumieńce. Musiałam wyglądać okropnie.
Hanna i Matt odłączyli się od nas zaraz po wizycie w parku. Rosie także powiedziała, że wraca do domu. Wkrótce zostałam sama. Pieczenie moich łusek nasilało się. Byłam zbyt daleko  mieszkanka- do głowy przychodziła mi moja kawiarnia. Była najbliżej. Jest tam mała łazienka dla klientów, o której istnieniu rzadko kto wie. Stwierdziłam, że to najlepszy pomysł. Przy okazji może coś napiszę..... Popędziłam, by przemyć moje pęcherze zimną wodą. Weszłam do środka. Zrzuciłam z siebie kurtkę. Zamówiłam herbatę (tym razem) i ukradkiem przemknęłam do łazienki. Było to małe pomieszczenie z kabiną, zlewem i lustrem. Zdjęłam chustkę z szyji. Okazało się, że to nie wystarczy- bluzka ciągle zasłaniała większość oparzeń. Nie namyślając się długo ściąnęłam ją. Na szczęście nie było tu zimno. Szybko podeszłam do kranu. Puściłam wodę. Zamoczyłam w niej ręce i przemyłam nią dekolt. Poczułam ulgę. Przyjrzałam się sobie w lustrze i stwierdziłam, że pęcherzyki trochę się zmniejszyły. Jeeej! Może niedługo będę się mogła umówić z Omarem? Mam nadzieję. Codziennie rozmawialiśmy. Niestety były to bardzo krótkie rozmowy. Miałam wrażenie, że mnie zbywał. Zasmucało mnie to okropnie. Ale przecież to on rozpoczynał nasze konwersacje. Nikt go do tego nie zmuszał. Gdyby nie chciał do mnie pisać, nie musiałby. Ten argument pozwalał mi wierzyć, że moje podejrzenia to tylko głupie spekulacje. Oby.
W tej chwili otworzyły się drzwi i ujrzałam twarz Rubena. Odruchowo zakryłam się rękami. Cholera! Jaka ze mnie idiotka.
-Yyyy...przepraszam.- oblał się rumieńcem i odwrócił się.
-Co ty tutaj robisz?!- zapytałam z pretensją w głosie. Jakby to on był winny temu, że stoję rozebrana na środku publicznej łazienki. Szybko sięgnęłam po bluzkę i zaciągnęłam ją na siebie. Co za wstyd.
-Ja...pomyliłem drzwi.- wymamrotał.- Przepraszam!- powiedział i natychmiast wyszedł. Świetnie. Co to miało być? Jestem kretynką. Mogłam chociaż zamknąć drzwi! Jakoś o tym nie pomyślałam. Zamyśliłam się tylko na chwilę... Swierdziłam, że jestem już dostatecznie skompromitowana. Ubrałam kurtkę, zapłaciłam za nietkniętą herbatę (coż za bezsensowne marnowanie pieniędzy) i wyszłam nazewnątrz. Popędziłam do domu. Czułam się okropnie! Mam nadzieję, że Ruben nie widział zbyt wiele.... Szybko weszłam do domu. Rozebrałam się. Usiadłam do laptopa. Dawno nie pisałam. Najlepiej wychodziło mi to pod wpływem emocji.Miałam zamiar sprawdzić czy uda mi się to gdy byłam zażenowana. Gdy weszłam na internet zobaczyłam, że na mojej skrzynce znajduje się jakaś wiadomość. Od Marii. Szybko ją przeczytałam. Okazało się, że wyjazd do Szwecji odbędzie się dopiero w styczniu. Haha! Mam jeszcze miesiąc życia! Cudowna wieść. Dziwne, że Maria napisała maila- nie mogła po prostu zadzwonić? Co by było gdybym nie weszła na pocztę? Idiotyczne rozwiązanie. Widocznie nie chciała się fatygować. Wylogowałam się i zaczęłam pisać.

-
-
-
Oscar's pov.

Chłopcy szybko wrócili. Tak jak obiecali. Kupili jakieś leki przeciwbólowe. Natychmiast je łyknąłem w nadziei na poprawę. Przynieśli także sushi. Nie przepadałem za nim, ale nie narzekałem. Wszyscy byliśmy głodni.
Zastanawiałem się co teraz zrobimy. Jeśli nie będę ćwiczył nie wystąpię w teledysku. W naszym teledysku. Omar żartował, że posadzą mnie na złotym tronie i będą wokół mnie tańczyć. W sumie to miałoby sens. Ogge twierdził, że najlepiej wynająć dublera. Miałby on mnie udawać. Uznałem ten pomysł za chory- nie mam zamiaru oszukiwać naszych fanów. Felix natomiast ciągle wierzył, że  do tego czasu wyzdrowieję. Trzymałem go za słowo.
Myślałem o Elen. Zastanawiałem się czy istnieje chociaż cień szansy, że ją jeszcze raz zobaczę. Nie miałem pojęcia jak ją odnaleźć. Chodzenie po ulicach rzeczywiście było bez sensu. Teraz było to dla mnie wręcz niewykonalne. Myślałem o umieszczeniu w internecie jednego z tych ,,zabawnych ogłoszeń." Zdesperowani ludzie pisali tam kogo poszukują- opisywali jego wygląd i zachowanie oraz to gdzie go ostatnio widzieli. Ten pomysł wydawał mi się głupawy jednak nie miałem innego wyjścia. Z nadzieję napisałem to ogłoszenie i umieściłem je na stronie. Miałem nadzieję, że to coś da.

-
-
-
Omar's pov.

Wcinaliśmy sushi. W sumie nie było takie złe. Oscar wydawał się szcześliwy. Może mniej go bolało.
Poczułem wibracje mojego telefonu w kieszeni. Ukradkiem wyjąłem go i spojrzałem na ekran. Wiadomość od Elen. Uśmiechnąłem się. Po mojej sprzeczce z chłopakami w szpitalu, starałem się ją odstawić na drugi plan. W końcu moi kumple byli od niej ważniejsi......teoretycznie. Miałem zamiar zerwać z nią kontakt. Nie zrobiłem tego jednak. Z jakiegoś powodu chciałem koniecznie ją bliżej poznać.
,,Hej co tam u ciebie?"- napisała.
,,W porządku. Jak się czujesz?"
,,Ok. Jest już coraz lepiej. Oparzenia prawie zanikły."
Ucieszyłem się. W sumie minęły dopiero dwa dni, ale....
,,To super! W takim razie może się spotkamy?"
Nie za bardzo wiedziałem co robię.
,,Jasne! Kiedy ci pasuje?"
Zgodziła się. Uffff.
,,Jutro o 18?"
,,A nie mogłoby to być wcześniej? Tak o 16 na Times Square?"
Miałem ochotę się roześmiać. Co ona znowu wymyśliła?
,,Ok może być haha. Skąd ten pomysł? Będzie tam bardzo tłoczno o tej porze."
,,Ok to super! Tak jakoś...."
Niezbyt zrozumiałem o co jej chodzi, ale dyplomatycznie zgodziłem się. Lubiłem jej dziwne pomysły.
Chłopcy stwierdzili, że czas na próbę. Położyłem telefon na toaletce. Zaczęliśmy tańczyć.

*
*
*

2 komentarze: