Oscar' s pov.
Wstaliśmy dzisiaj dość późno. Spało mi się bardzo dobrze. Po tych lekach noga bolało mnie o wiele mniej, a czasami całkiem zapominałem o bólu. Niestety gips skutecznie utrudniał mi poruszanie- nie wychodziłem z hali. Ba nie ruszałem się nawet z łóżka.
Ciągle myślałem o Elen. Moją nową obsesją stało się sprawdzanie umieszczonego w internecie ogłoszenia. Robiłem to średnio co pół godziny. ,,Pasujących" do mojego opisu nie brakowało. Przez noc nazbierało się ich 5 tysięcy. Większość osób odrzucałem po kilku sekundach- wystarczyło spojrzeć na zdjęcie. Na prawdę pasujących znalazłem 50. Jednak żadna z nich nie była Elen. Jedne miały zbyt zadarty nos, drugie bardziej wąskie usta lub całkiem inne rysy twarzy. Wkrótce skończyłem. Z rozpaczą stwierdziłem, że jej nie ma.
-Ej stary zostaw w końcu tego laptopa!- odezwał się Felix wyrywając mnie z zamyślenia.- Idziemy na miasto!
Popatrzyłem na niego dziwnie.
-To raczej beze mnie. Jak widzisz tymczasowo jestem kaleką.
Roześmiał się.
-No właśnie w tej sprawie...
-Ta da!- do pokoju wkroczyli Omar i Ogge. Musiałem dwa razy się upewnić czy to co trzymają w rękach jest tym co na prawdę myślę. Był to spory wózek inwalidzki.
-Oto twój tron!- roześmiał się Omar.
-Nie mam zamiaru na to wchodzić.- odpowiedziałem posępnie. Popsuli mi jeszcze bardziej humor.- Nie chcę być uważany za nieudacznika.
-Ogarnij się Oscar! Wsiadaj na to już!- zakomenderował Felix.- To wózek króla, nie ofiary.
Popatrzyłem na niego. Niestety mówił poważnie.
-O co wam chodzi? Nie chcę być dla was ciężarem.
-Oscar przecież nie jesteś!- zawołał Ogge.- Chcemy w końcu gdzieś z tobą wyjść. Nie możesz tu wiecznie siedzieć.
Westchnąłem. W myślach przyznałem mu rację. Minęły wprawdzie dopiero dwa dni, ale czułem, że dłużej tu nie wytrzymam.
-No dobra.- odpowiedziałem.
Ucieszyli się. Natychmiast pomogli mi wejść na wózek.
-No to ruszamy na poszukiwanie przygód!- wykrzyknął Omar.
-
-
-
Elen' s pov.
Tak się cieszyłam! Z podekscytowania nie spałam pół nocy. Rano zaspałam z powodu braku budzika. Wstałam jednak i miałam wrażenie, że unoszę się w powietrzu ze szczęścia. ,,Frunąc" nad ziemią szybko ubrałam się i wyszłam z domu. Z roztargnienia zapomniałam wziąć czapki. Trudno. To się teraz nie liczyło. Myślałam o tym w co się ubrać i jak pomalować żeby się podobać Omarowi. Wciąż był grudzień i nie było zbyt ciepło więc sukienka raczej nie wchodziła w grę. Chyba, że założę grube rajstopy. Z drugiej strony nie wiedziałam czy takie mam. Nie chcę wyglądać jakbym się za bardzo starała, ale mimo wszystko muszę się postarać. I to bardzo. Dawno nie byłam na randce. Na tą myśl zakłuło mnie w sercu. Przypomniałam sobie mojego byłego. Miał na imię Tom. Był bardzo przystojnym i mądrym chłopakiem. Przynajmniej tak mi się wydawało. Nasz związek był długi- chodziliśmy razem przez rok. Wszystko wydawało mi się wtedy takie idealne i kolorowe. Niestety w rocznicę naszego pierwszego spotkania, okazało się, że kręcił na boku z Angelą. Po tym wydarzeniu przeżywałam długą i głęboką traumę. Zawsze uznawałam wyższość Angeli nade mną pod względem wyglądu. Naszczęście przewyższałam ją w sprawach intelektualnych. Widocznie Tom uznał wygląd za ważniejszy. Zastanawiałam się czy tak samo będzie z Omarem. Czy zostawi mnie po roku znajomości? Czy może spławi mnie na samym początku? Miałam nadzieję, że nie.
Nagle uderzyłam w coś stopą. Potknęłam się. Nie zdążyłam zapanować nad sytuacją. Spadłam na ziemię. A dokładnie- prosto w śnieg. Poczułam, że mokną mi ubrania. Czułam także ból spowodowany upadkiem.
-Hahahaha. Uważaj jak leziesz!- usłyszałam pogardliwy śmiech. Od razu go poznałam- to była Agela. Wszystko nagle stało się jasne. Szybko się podniosłam, starając zachować chociaż resztki mojej godności. Angela i jej świta stały obok mnie. Domyśliłam się, że któraś z nich podstawiła mi nogę. Co za idiotki.
-Bawi was to?! Nie macie nic innego do roboty?
Zaczęły się śmiać. Znów. Chyba kiedy nie wiedzą co powiedzieć śmieją się. Nie miałam zamiaru tracić więcej czasu. Podniosłam plecak z ziemi i je wyminęłam. Kiedy już wchodziłam do szkoły, poczułam, że ktoś mocno złapał mnie za rękaw. Odwróciłam się. Stałam twarzą w twarz z jakimś facetem.
-Gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać.- był to jakiś mięśniak. Wyglądał jakby brakowało mu piątej klepki. Od razu skojarzyłam go z Angelą- to pewnie jej nowa ,,zabawka."
Popatrzyłam na niego jak na idiotę.
-W ogóle nie zaczęliśmy rozmawiać. I już nie zaczniemy.
Szarpnęłam z całej siły ręką. Jakimś cudem wyrwałam się z jego uścisku. Szybko pobiegłam w kierunku szafek. Wyjęłam książki i wbiegłam do klasy.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie!- powiedziałam zasapana.
Nauczycielka spojrzała na mnie krzywo.
-Elen wiesz, że jest już 25 minut po dzwonku?
Zdębiałam. Cholera. To przez te idiotki na polu. Całkowicie straciłam poczucie czasu.
-Yyyy...bardzo przepraszam.
-Przykro mi. Będziesz musiała zostać dzisiaj po lekcjach.
Nie. No bez jaj! Tylko nie dziś! Spojrzałam z nadzieją na nauczycielkę. Po jej minie wnioskowałam, że nie mogę się z nią targować. Poddałam się.
-Dobrze.
Usiadłam w ławce. Rosie spojrzała na mnie pytająco. Szybko zobaczyła moje zamoczone rzeczy. Załapała, że chodzi o Angelę. Przysunęła się do mnie.
-Dorwiemy ją.- szepnęła. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością.
-No to wojna.- odpowiedziałam.
-
-
-
Super! Next ♥
OdpowiedzUsuńsuper ♥
OdpowiedzUsuń