Witam! Jeśli ktoś to w ogóle czyta to przepraszam za straszne opóźnienia w dodawaniu rozdziałów. No, ale cóż mogę powiedzieć- szkoła! W każdym bądź razie postaram się to ogarnąć XD
Elen's pov.
Strasznie się spieszyłam! Hanna i Rosie wybrały dla mnie tą sukienkę. Szczerze mówiąc nie przepadałam za nią. Przypominała mi ona o moich pechowych wakacjach. Wolałam nie wracać do nich wspomnieniami. Niestety była to moja najładniejsza sukienka. Muszę przyznać, że nie wyglądałam w niej najgorzej.
Gdy tylko dobiegłam na Time Square od razu zobaczyłam Omara. Prezentował się cudownie....był taki przystojny! Moja mina szybko zbladła: czy mu się spodobam? Prawdopodobnie nie. Ruszyłam w jego stronę. Chyba mnie nie zauważył. Szlag. Zły znak. Z zawrotną prędkością wymijałam ludzi stojących mi na drodze. W końcu stanęłam przed nim.
-Cześć Omar!- powiedziałam.
Zaczerwienił się. Ja również. Zawsze to tak na mnie działa.
-Hej.....wyglądasz ślicznie!
Byłam teraz jeszcze czerwieńsza niż moja sukienka. Zastanawiałam się czy powiedział prawdę czy skłamał żebym się lepiej poczuła? Brawo ty wszytsko potrafisz zniszczyć- skarciłam się w myślach.
-Dzięki! Ty też!- byłam strasznie zdenerwowana. Miałam nadzieję, że wszystko będzie wporządku. Liczyłam już dwunasty raz do dziesięciu. Nie pomagało. Uśmiechnęłam się nerwowo.
-To dla ciebie.- wręczył mi bukiet róż. Poczułam, że moje policzki wręcz płonęły. Były takie piękne....zapatrzyłam się w nie. Widziałam kropelki wody osadzone na szczytach płatków. Kolce były duże i majestatyczne, ale nie wydawały mi się groźne. Czułam delikatny i aromatyczny zapach kwiatów. Uspokajał mnie...
-Coś się stało?- głos Omara wyrwał mnie z zamyślenia. Szybko spostrzegłam, że stoję schylona nad kwiatami w bezruchu. Podniosłam się natychmiast.
-Nie, wszystko ok...są takie piękne....dziękuję.- wyjąkałam zawstydzona i radośnie przyjęłam kwiaty w swe ramiona.
-Cieszę się, że ci się podobają.- kiedy Omar mówił patrzył mi prosto w oczy. Ja również zawsze gdy z kimś rozmawiam muszę utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. W jego oczach zobaczyłam ciekawe lśnienie.
-Może się przejdziemy?- zaproponował Omar.
-Jasne.- skinęłam głową. Ruszyliśmy w stronę parku. Było tu o wiele mniej ludzi. Postanowiłam rozpocząć rozmowę.
-Jaki-
-Co my-
Roześmialiśmy się. Co za żenada. Nie jestem dobra w tych sprawach. Naszczęście Omar mnie wyręczył.
-Czym się interesujesz?
-Hm...no cóż...ogólnie to muzyką i sztuką.
-Czyżbym miał doczynienia z artystką?- roześmiał się.
-Z duszą artystki. Tylko zdolniści brak.- odwzajemniłam uśmiech.- A ty jakie masz pasje?
-Muzyka, taniec. Mam zespół z kumplami.
-Serio? Jaki?- w mojej głowie powstawała już wizja: Omar przy mikrofonie, ja za pianinem albo z notesem w ręku komponująca tekst. Jak zwykle baaardzo realne.
-The Fooo Conspiracy. Może coś o nas słyszałaś.- zamarłam. Czy ja się właśnie spoufalam z moim pracodawcą? Nie może się dowiedzieć, że dla nich piszę. Wyglądałoby to niezdrowo. Na pewno zaraz by ze mną zerwał. Przynajmniej tak to jest w filmach. Uspokoiłam się szybko.
-Super! Moja przyjaciółka mi o was mówiła. Bardzo was lubi.- Rosie faktycznie coś tam wspominała.
-Fajnie haha. A ty co robisz? Grasz gdzieś? Może śpiewasz?
Zastanowiłam się przez moment. Stwierdziłam, że nie będę kłamać.
-Gram na pianinie i skrzypcach. I czasem piszę....w chwili natchnienia.
-Wow serio artystka.- pokiwał z uznaniem głową.- Często miewasz te chwile natchnienia?- wypowiedział te słowa z namaszczeniem. Widocznie bawił go mój sposób mówienia. Roześmiałam się.
-Zdarza się.- rozglądnęłam się.- Gdzie my właściwie idziemy?
Zbaczaliśmy coraz bardziej ze ścieżki w jakieś chaszcze. Zaczęłam mieć dziwne przeczucia.
-Na skróty do kina.- odpowiedział Omar. Zlustrowałam gąszcz wzrokiem znawcy.Odetchnęłam z ulgą. To przecież tylko skrót. Idiotka ze mnie.
-Na jaki seans?
-Hmmm....pomyślmy. Dzisiaj grają horror, komedię i jakąś strzelaninę. Wybieraj.
-A tobie co najbardziej pasuje?- spytałam dyplomatycznie. Nie umiem dokonywać wyborów.
-Jesteś damą. Ty wybierasz.- dygnął lekko przede mną. Uśmiechnęłam się.
-Niech będzie komedia.
*
Po dwóch godzinach wypadliśmy z kina na ulicę. Nie mogłam przestać się śmiać. Film był wyjątkowo zabawny, ale najbardziej rozśmieszał mnie Omar. Czułam się cudownie. Cały czas żartowaliśmy. Od śmiania zrobiło mi się ciepło i szłam teraz z rozsuniętą kurtką. Z pewnością byłam też czerwona. Pomiędzy napadami nagłej głupawki, zerkałam dyskretnie na Omara. Był uśmiechnięty. Widocznie dobrze sie bawił. Po tych kilku godzinach spędzonych razem czułam się jakbym znała go od lat. Był taki prosty ,,w użyciu"- miły, zabawny, inteligentny. Nie to co ja, mieszanka kilku osób, kilku charakterów.
-Masz jakiś pomysł gdzie idziemy?- spytał, przerywając moje rozmyślania. Zastanowiłam się.
-Hmm....szczerze to nie. Chociaż możemy pojechać na Statuę.- wyrwało się to ze mnie zanim zdążyłam się powstrzymać. Lubiłam bardzo to miejsce. Było wprawdzie pełne od turystów, ale stamtąd rozciągał się taki piękny, malowniczy widok! Gdy byłam mała chciałam jeździć tam z rodzicami na okrągło. Obecnie byłam tam jakiś rok temu.
-W sumie czemu nie? Możemy popłynąć.- Omar przystał na mój pomysł. Zdziwiło mnie, że się tak często ze mną zgadza. Chyba, że robił to tylko z uprzejmości.
-Jeśli nie ch-
-Chcę, chcę!- roześmiał się.- Jakbym nie chciał, to bym powiedział.- Chodźmy! Mam znajomego, który nas tam przewiezie o wiele szybciej niż normalnie.
Ruszyliśmy w stronę łódek. Kupiliśmy bilety. Miałam ochotę zapłacić, ale Omar zrobił to za mnie.
-Damy nie płacą!- zawołał.
Weszliśmy na łódkę. Woda wieczorem była taka piękna. Falowała leciutko. W jej tafli odbijały się światła wierzowców. Pod powierzchnią widać było srebrne łuski małych rybek. Płwały beztrosko, ścigając się raz w jedną, raz w drugą stronę. Istniał tam inny, magiczny świat.
-Czyżbym był świadkiem twojej chwili natchnienia?- zapytał Omar. Dopiero wtedy zorientowałam się co robię- pochylałam się nad wodą i wyciągałam w jej stronę rękę. Szybko ją cofnęłam. Łódka zachybotała się niebezpiecznie. Spadłam w tył i wylądowałam prosto w ramionach Omara. Zaczerwieniłam się.
-Sorki...
Śmiał się w najlepsze.
-Hahaha jesteś komiczna!
Uznałam to za komplement jednak przemilczałam komentarz, udając nadąsaną. To rozśmieszyło go jeszcze bardziej. Odwróciłam jego uwagę od tego, że ewidentnie mnie obejmował. Czułam jego silny i pewny uścisk. Wywoływał on we mnie poczucie bezpieczeństwa. Byliśmy podobnego wzrostu. Znacznie utrudniało to mi wtulenie się w jego kurtkę. Nie przeszkadzało mi to jednak zupełnie. I tak czułam się cudownie. Omar dopiero po chwili zorientował się, że mnie przytula. Lekko się zaczerwienił lecz nie wypuścił mnie ze swoich ramion.
Łódka dotarła do celu. Omar wysiadł z niej pierwszy i podał mi rękę. Stwierdziliśmy zgodnie, że chcemy wejśc wyżej. Zaczęła się nasza wędrówka na szczyt- latarnię. Po kilkunastu minutach w końcu dotarliśmy do celu. Byliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Dookoła nas roztaczała się piękna panorama Nowego Yorku. Zapatrzyliśmy się w odległe światła, budynki, ludzi. Wszystko było takie piękne. Poczułam dotyk Omara. Wziął mnie za rękę. Obróciliśmy się do siebie. Nie potrzeba było żadnych słów. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
*
*
*
Pocałowali się *-* kwisnskamsknbsajks
OdpowiedzUsuńChcemy jeszcze <3
OdpowiedzUsuń♥♥♥
OdpowiedzUsuń