poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział siedemnasty

Omar's pov.

Obudziły mnie promienie słońca. Powoli przekręciłem się na bok i leniwie otworzyłem oczy. Zobaczyłem, że chłopcy wciąż spali. Tylko łóżko Oscara było puste. Szukałem go wzrokiem po pokoju, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć. Zrezygnowany wstałem. Najciszej jak mogłem wyszedłem z pokoju. Już po chwili usłyszałem zawzięte klawiszowanie. Dochodziło ono z okolicy kuchni. Zakradłem się tam na paluszkach. Tak jak przewidywałem Oscar siedział na krześle uparcie wbijając wzrok w ekran laptopa. Przewróciłem oczami. Zakradłem się do niego od tyłu.
-Cześć stary!- znienacka walnąłem go ,,po przyjacielsku" w plecy. Oscar podskoczył na krześle i zakrztusił się. Roześmiałem się.- Pobudka! Znów siedzisz przed ekranem? W końcu ci się wzrok  popsuje. Będziesz musiał nosić okulary, a wtedy to cię żadna panna nie zechce!
-Hahaha. Daj spokój, prawie dostałem zawału!- Oscar także się roześmiał. Ucieszyło mnie to. Od jakiegoś czasu był strasznie ponury i smutny. Chciałem się dowiedzieć dlaczego. Kontynuowałem więc swoją tajną misję.
-Co tam oglądasz?- zapytałem dosiadając się do niego i zaglądając mu przez ramię.
-Hmmmm... ciężka sprawa.- Oscar zaczerwienił się natychmiastowo.- Szukam dziewczyny....
-Serio chłopie? Tyle jest super lasek w realu, a ty je wyrywasz online? Wstawaj i ruszamy na miasto!
-N-nie.. znaczy to nie tak. Poznałem kogoś w realu......ale.......
-Ale??- miałem jakieś złe przeczucia.
-No, bo widzisz...- Oscar był jeszcze bardziej czerwony.- My się widzieliśmy tak jakby....... tylko raz. Później nie mogłem jej nigdzie znaleźć......
-Czekaj, bo nie za bardzo rozumiem. Zakochałeś się w dziewczynie, którą widziałeś raz na oczy?- nie mogłem w to uwierzyć.
-Nie....znaczy tak. Tak. A teraz nie wiem jak ją znaleźć.- Oscar momentalnie posmutniał i spuścił głowę. Poczułem, że wzywają mnie moje przyjacielskie obowiązki.
-Nie martw się stary. Znajdziesz ją.
-Wątpię.
-Ej nie bądź taki pesymistyczny.- klepnąłem go po plecach.
-Mówię serio. Szukam jej już dwa tygodnie i nic. Przepadła.
-Hej to przecież Nowy York. Wiadomo, że będzie ją trudno znaleźć. Ale w końcu się uda, zobaczysz.
-Tak uważasz?- Oscar znów się uśmiechnął. Od razu poweselał i znów się zaczerwienił.
-No jasne! Skąd wiesz, że nie spotkacie się choćby dzisiaj? Przecież idziesz zdjąć gips.
-O ja! Całkiem o tym zapomniałem!!- natychmiast zerwał się z krzesła i odsunął stolik.
-Hahaha co ty wyprawiasz?- spytałem.
-Muszę się przygotować! Przecież nie mogę tak wyglądać!- z rozbawieniem przyglądałem się Oscarowi, który ogarnięty jakąś nagłą paniką latał po całej kuchni.
Jakieś dziesięć minut później szliśmy już razem w stronę szpitala. Znaczy ja szedłem, a Oscar siedział na wózku, który pchałem. Miał wypieki na policzkach i nieustannie się wiercił. Do szpitala weszliśmy tylko na chwilę. Opuściliśmy go po 10 minutach. Oczywiście za namową Oscara, który przeczesywał wzrokiem ulicę. Uśmiechnąłem się do niego. Nagle zatrzymał się.
-Tu się spotkaliśmy.- powiedział. Staliśmy pośrodku zatłoczonego chodnika. Szczerze mówiąc nie różnił się on niczym od reszty ulicy.
-Jak się spotkaliście?- zapytałem.
-Wpadłem w nią. Śpieszyłem się na próbę i trochę się zagapiłem....okazało się, że z nią wszystko wporządku. Tylko jej laptop się rozwalił.
-Co?!- przysłuchiwałem się mu z coraz większym zdziwieniem.
-Poszliśmy do naszej siedziby.....chciałm go naprawić, ale nic z tego nie wyszło. Ona się strasznie zdenerwowała i wyszła. Koniec historii.
-Wow...szczerze mówiąc nie wiem co powiedzieć. To mega dziwne.
-No trochę.
Postaliśmy chwilę w tym miejscu,po czym znów zaczęliśmy iść. Oscar dalej przeczesywał ulicę wzrokiem.
-Ej chłopie to weź mi chociaż powiedz jak ona wygląda. Może bym ci trochę pomógł.
-Hmm.. ok. Ma rude włosy, jest wysoka, szczupła i wtedy miała na sobie puchową kurtkę.....  O i tak w ogóle nazywa się Elen.

*
*
*

Dziękuję za poświęcony czas. Tym razem będę wiecznie czekać na 5 komentarzy XD mam nadzieję, że się uda!

5 komentarzy: