niedziela, 1 marca 2015

Rozdział szesnasty

Elen's pov.

-Że co zrobił?!- pytanie Hanny potoczyło się echem przez cały korytarz, odbijając się od ścian niczym mała piłkeczka. Przewróciłm oczami.
-Możesz się ogarnąć?- zapytałam zniecierpliwiona.
-Opowiedz wszystko jeszcze raz!- poprosiła z maślanymi oczkami Rosie. Westchnęłam i zaczęłm opowiadać tą samą historię piętnasty raz.
Dzisiaj wróciłam do szkoły po tygodniu przerwy. W końcu przestałm gorączkować i skończył mi się katar. Ten tydzień spędziłam leżąc w łóżku i pijąc malinowe herbatki. Wykonywałam także krótkie spacery: z sypialni do łazienki i z powrotem. Czułam się okropnie. Te 7 dni można by było nazwać najnudniejszymi w moim życiu gdyby nie jeden fakt.
Omar w końcu (po długich negocjacjach) wydusił ze mnie informacje o moim miejscu zamieszkania. Byłam wtedy w stanie krytycznym fizycznie jak i psychicznie. Kiedy byłam prawie pewna, że zerwie ze mną gdy mnie tylko zobaczy, spotkała mnie miła niespodzianka. A było to tak......
-Już idę!- wrzasnęłam chrapliwym głosem i szybko podeszłam do drzwi. Serce waliło mi w piersi tak mocno, że myślałm, że połmie mi żebra. Dźwięk dzwonka do drzwi brzmiał w mojej głowie jak wezwanie na egzekucję. Westchnęłam po raz ostatni i powoli otworzyłam drzwi.
-Cześć piękna.- przywitał mnie Omar. Zatkało mnie. Podszedł do mnie i mnie przytulił. Natychmiast się ocknęłam.
-Nie dotykaj mnie, bo się zarazisz!- odskoczyłam od niego. Zaśmiał się, a ja tradycyjnie spłonęłm rumieńcem.
-Czym? Gorączką?- uśmiechnął się.
-No na przykład... katarem.- spuściłam głowę czując, że moje policzki płoną ze wstydu.
-Widać, że jesteś chora.- Omar wyszczerzył się przede mną.- Wpuścisz mnie?- zapytał. Zrobiłam się jeszcze czerwieńsza. Przesunęłam się i wpuściłam go do środka. Omar rozebrał się i wyjął coś z torby.
-Ugotowałem rosół.... Znaczy starałem się haha. Mam nadzieję, że się nie otrujesz.- podał mi do rąk mały garnek. Wytrzeszczyłam na niego oczy.
-Kiedy ty to zdążyłeś zrobić?- spytałam zszokowana.
-No wiesz zupki chińskie się szybko szykuje.- zaśmiał się. Ja też uśmiechnęłm się blado.- Tak w ogóle to chyba należy mi się jakieś podziękowanie, co?- zapytał zaczepnie.
-D-dzięki.- wyjąkałam, biorąc od niego zupę i wstawiając ją na gaz. Zapaliłm pod garnkiem.- Chcesz herbaty czy coś?- zapytałam.
-Ty już leć się połóż księżniczko, bo wyglądasz jakbyś się miała zaraz przewrócić.- zaśmiał się i pogłaskał mnie po głowie.
-Nnie... Spoko dam ra-
-No już. Wskakuj pod pierzynę. Poradzę sobie.
Posłusznie udałam się na kanapę wciąż jeszcze rumieniąc się ze wstydu.
Kilka minut później Omar przyniósł mi cieplutką miseczkę rosołu. Z wdzięcznością przyjęłm ten ,,dar".
-Fajne masz mieszkanko.- powiedział podając mi rosół.
-Dzięki.- odpowiedziałam łapczywie sięgają po miskę.
-Sama tu mieszkasz?
-Nie. Właściwie to ja tu mieszkam tylko tymczasowo....
-Yhm rozumiem.- zrobił minę, która prezentowała coś całkiem odwrotnego.
Gadaliśmy i żartowaliśmy cały dzień. Omar zebrał się około 18 i obiecał, że będzie przychodził do mnie codziennie. Tak też robił. To, że teraz czułam się lepiej było zasługą przede wszystkim jego rosołków. Teraz czułam się trochę głupio, że musiał na mnie poświęcać tak dużo czasu. Obiecałam sobie, że tym razem ja go gdzieś zaproszę.
-I tak codziennie? Przychodził codziennie?- zapytała rozmarzona Rosie.
-Tak.- odpowiedziałm z dumą w głosie, że mam takiego chłopaka. Zaraz po tej myśli zastonowiłam się głęboko. To jest mój chłopak. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Och chciałabym być jeszcze dłużej chora!

*
*
*

6 komentarzy: