Felix's pov.
Pojechaliśmy do szpitala. Strasznie się martwię. Oscara okropnie bolało. Zanieśli go na jakiś noszach do sali. Mieliśmy tam nie wchodzić żeby nie przeszkadzać. Ze zniecierpliwieniem staliśmy pod pokojem. Przechodziła tam jakaś pielęgniarka. Zatrzymała się i uśmiechnęła się do Omara.
-Ty znowu tutaj?
-No cóż wypadki chodzą po ludziach...
-Jak tam twoja dziewczyna?
Zamurowało nas. Omar kogoś ma?
-Yyy....w porządku.- był zmieszany.
-Pożycz jej zdrowia.
-Dziękuję.
Pielęgniarka odeszła. Spojrzaliśmy na niego pytającym wzrokiem. Nie odezwał się. Staliśmy przez chwilę w milczeniu.
-Omar masz dziewczynę?- zapytał w końcu Ogge.
-Ja......nie.
-To o co chodziło tej pielęgniarce?- naciskał.
-To długa historia..
-Mamy czas.- powiedziałem.
Omar westchnął.
-Pamiętacie kiedy poszliście z Oscarem szukać jego laski? Ja wtedy poznałem kogoś.
-Co?!- wykrzyknęliśmy.
-Czy dobrze rozumiem: nie chciałeś pomagać Oscarowi, bo byłeś zajęty szukaniem sobie dziewczyny?!- zapytałem.
-Co? Nie....to nie tak.
-To może nam wytłumaczysz jak?- zdenerwowałem się.
-Ja...yyyyy....
-Wiesz jak mu zależy na znalezieniu jej. Omar to przecież twój przyjaciel! Nie mogłeś mu po prostu pomóc?- nie rozumiałem go.
-Ja.....przepraszam- Omar się poddał.- Powinienem wam pomóc.
Popatrzyliśmy na niego. Poczułem się źle, że tak na niego naskoczyłem. Chciałem go przeprosić, ale wtedy otworzyły się drzwi do sali. Wyszedł stamtąd lekarz. Podeszliśmy do niego.
-Wasz kolega ma skręconą kostkę. Bandaże trzeba zmieniać codziennie. Nie może zbytnio nadwyrężać nogi. Za jakiś miesiąc wszystko powinno wrócić do normy.
Wytrzeszczyliśmy oczy.
-Za...za miesiąc?- wyjąkałem.
-Tak. Raczej do tego czasu wyzdrowieje.
Doktor odszedł. Załamaliśmy się.
-Co z wyjazdem do Szwecji?- spytał Ogge.
Nikt nie odpowiedział. Teraz cała podróż stanęła pod znakiem zapytania. Wiadomo było, że z tańczenia nici. Byliśmy zszokowani.
-Wiecie mogło być gorzej.- odezwał się Omar.- Mógł ją złamać. Teraz wyjazd nie jest najważniejszy. Najwyżej go przesuniemy.
Miał rację. Skinąłęm lekko głową. Weszliśmy do pokoju. Oscar leżał na łóżku.
-Jak się czujesz?- spytał Ogge.
-Nadal boli, ale już lepiej.-powiedział Oscar. Widać było, że kłamie.- Przepraszam was. Przeze mnie nie polecimy do Sz-
-Weź przestań stary!- przerwał mu Omar.- Przecież to nie twoja wina.
-A czyja? To ja skręciłem kostkę.
-To mogło sie zdarzyć każdemu z nas.- powiedziałem.- Weź się w garść i przestań się obwiniać za niewiadomo co.
Spuścił wzrok. Cholera. Nie wiem dlaczego jestem dzisiaj taki zdenerwowany.
-Najwyżej polecicie sami. Ja tu zostanę.
-Co ci odbija?! Nigdzie bez ciebie nie polecimy.- Omar chyba też się wkurzył.- A teraz masz odpoczywać i się o nic nie martwić.
Oscar westchnął.
-Powiedzieli, że wypiszą mnie wieczorem.
-W porządku. Poczekamy na ciebie.
-Przecież nie będziecie tu tyle siedzieć.- powiedział Oscar.- Idźcie do-
-Nie Oscar nigdzie nie idziemy. Poczekamy na ciebie.- powtórzyłem tracąc już cierpliwość.- A ty tu zostaniesz i poleżysz.
-To rozkaz.- dodał z uśmiechem Omar.
Atmosfera stała się trochę mniej napięta.
-No to ustalone! Odpoczywaj.- powiedział Ogge.
Wstaliśmy i szybko się oddaliliśmy zanim Oscar zdążył zaprotestować. To będzie długa noc.
-
-
-
Elen's pov.
Słońce wdzierało mi się przez zasłony do pokoju niczym zawistny ninja, któremu zależy tylko na tym by mnie zdenerwować. Wychodziło mu to świetnie. Sięgnęłam po poduszkę i przywaliłam nią sobie w twarz. Skutecznie odpierała ataki wojownika. Aaaaa w końcu mogłam spać. Uśmiechnęłąm się do siebie. Nagle zadzwonił budzik. Cholera! Teraz to się wkurzyłam. Ninje osiągnęły swój cel.
Wstałam i walnęłam z całej siły w budzik moją poduszką. Spadł na podłogę i roztrzaskał się na płytkach. Jezu co ja wyprawiam? Zebrałam resztki budzika i położyłem je na szafce nocnej. Szybko wygrzebałam z szafy jeanse i bluzkę z długim rękawem. Na szyje planowałam zarzucić jakąś chustkę. Ogarnęłam swoje włosy i twarz po czym wrzuciłam do plecaka śniadanie, ubrałam kurtkę i buty i wybiegłam z mieszkania.
Do szkoły dotarłam w 10 minut. Akurat na czas. Weszłam do środka. Po przebraniu się poszłam w stronę szafek. Wyjęłam kluczyk z plecaka. Miałam właśnie otworzyć szafkę gdy jej drzwiczki przygniotła czyjaś ręka z paznokciami pokrytymi różowymi tipsami. Cudnie.
-Wybierasz się gdzieś dziwadło?- usłyszałam drwiący głos Angeli. Była to blondynka mojego wzrostu. Cechował ją kompletny brak biodek i ogromne miseczki push-upu wypychające jej koszulkę. Nie dało się pominąć tego detalu. Otaczała ją grupa dziewczyn o takim samym poziomie inteligencji. Była ona w drużynie cheerleaderek i uważała się za królową wszechświata. W moich wyobrażeniach przypominała małą, rozwydrzoną chiuaue, ubraną w różową spódniczkę. Była do niej całkiem podobna.
-Tak idę na lekcje.
-Hahahaha nigdzie nie pójdziesz.
-Założymy się?- nie mam czasu na sprzeczki z tą idiotką. Bez trudu wyszarpnełam drzwiczki z jej uścisku. Spojrzała na mnie jak oparzona.
-Co ty wyprawiasz?! Jeszcze tego pożałujesz.- powiedziała z pretensją w głosie.
-Już się boję.- wymsknęło mi się.
-Powinnaś.- syknęła i odeszła. Za nią poczłapała jej asysta. Jak narazie dzień zapowiada się cudownie.
*
*
*
Felix's pov ♥
OdpowiedzUsuńSuper xD
OdpowiedzUsuń