wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział szósty

Elen's pov.

Byłam zmęczona. To szpitalne łóżko zaczęło mi się nagle wydawać bardzo wygodne. Przykryłam się kołdrą i zamknęłam oczy. Staruszka na drugim końcu sali cicho pochrapywała. Stwarzało mi to idealne warunki do kimnięcia się-  chociaż na chwilę. Ułożyłam się w wygodnej pozycji. Ciągle czułam nieznośnie pieczenie na szyi. Stwierdziłam jednak, że jestem zmęczona i dobrze by było usnąć więc ból nie ma prawa zakłócać mojej drzemki. To była skuteczna metoda wymyślona przez naukowców- jeśli czegoś bardzo pragniesz i wierzysz, że dasz radę to zrobić, możesz zapomnieć o czynnikach,  które ci przeszkadzają. Wypróbowałam to parę razy w lecie. Właziłam do zimnej wody powtarzając, że jest mi ciepło. Jakimś cudem zadziałało. Faktycznie było mi ciepło. Nie uniknęłam jednak zapalenia pęcherza. No cóż...skutki uboczne.
Usypiałam. Nawet coś zaczęło mi się śnić. Wow tak szybko? Musiałam być na serio zmęczona. Śnił mi się mój Latynos wchodzący do środka mojej sali. Haha. Podchodził coraz bliżej. Teraz jego twarz znajdowała się jakieś 10 cm od mojej. Zobaczyłam jego piękne oczy. Poczułam jego oddech. Zaraz co jest? Jakim cudem czuję jego oddech?! Zerwałam się natychmiast i odsunęłam się w tył. Cholera. To nie był sen. On tu na serio stał!
-Cześć. Sorki nie chciałem cię przestraszyć.
Serce waliło mi w piersi jakby chciało wyłamać mi żebra. Zaczerwieniłam się. Dyskretnie upewniłam się, że kołdra zasłania moje ,,łuski".
-H-hej. Nic się nie stało.
-Słuchaj chciałem cię przeprosić za tą kawę. Niechcący zaczepiłem o kelnera...
-E tam nie ma sprawy!- powiedziałam to chyba z zbyt wielkim entuzjazmem. Zabrzmiało jakbym był stukniętą masochistką, która tylko czeka żeby zostać oblaną wrzącą kawą. Szlag.
-Jesteś pewna? To wyglądało jakbyś się poważnie oparzyła.
Muszę starannie dobrać słowa.
-Yyyy...tak zostałam oparzona, ale to przecież nie twoja wina. Każdemu mogło się zdarzyć.- ta brawo! Chyba właśnie biorę go ,,na litość." Ja to zawsze potrafię się odezwać.
-CO?! Boże tak mi przykro! Ja....ja naprawdę nie chciałem ci nic zrobić.
-Tak wie-
-Jak ci mogę pomóc? Nie mam pojęcia co mogłoby cię wyleczyć.
Pomógłoby mi gdybyś ze mną poszedł na randkę. Haha. Tego raczej nie wykona.
-Nie, dam sobie radę. Muszę tylko przemywać szyję zimną wodą i obkładać lodem.
-Masz to na szyi?!
Brawo mistrzu dialogu. Chyba dlatego miałam tylko dwóch chłopaków w życiu. Nie potrafię z nimi gadać!
-Tak, ale to nic poważnego...yyyy...dzisiaj mnie już wypisują.
Zobaczyłam, że wytrzeszczył oczy. Co jest? Podążałam za jego wzrokiem...niech to szlag! Opuściłam kołdrę!!
-Boże.....tak mi przykro.....
Szybko zakryłam to spowrotem. Teraz to już nic nie pomoże. ,,To co zostało zobaczone, już się nie odzobaczy."
-To nic takiego. Prawie już nie boli.- nie umiem kłamać. Zabrzmiało to jak żałosna próba obrony.
-Ja...na serio nie wiem jak ci pomóc. Może dasz mi swój numer? Będę do ciebie dzwonił i sprawdzał czy czujesz się lepiej.
Zaniemówiłam. Chłopak-marzenie chce mieć mój numer! Muszę się uspokoić, bo serio weźmie mnie za wariatkę.
-Hmmm....Ok.
-Tak w ogóle to jestem Omar.
Zaczewieniałam się. Znowu.
-Ja jestem Elen.
-Hah ładne masz imię.
Oooooo robię się jeszcze bardziej czerwona. Jeśli to możliwe.
-Dzięki.
Wymieniliśmy się numerami po czym pożegnał sie i poszedł. Och moja sympatia do kawy ponownie wzrosła!!

-
-
-
Oscar's pov.

Biegałem po całym mieście. Muszę się ją znaleźć. Omar stwierdził, że takie szukanie ,,na ślepo" jest bezsensowne.  No, ale to moja jedyna nadzieja! Jak niby inaczej mam ją znaleźć? Najdłużej zatrzymałem się tam gdzie wczoraj na nią wpadłem. Była tu masa ludzi. Niestety żadnego śladu Elen. Postałem tu chwilę. Gdy upewniłem się, że jej tu nie ma zawróciłem. Zobaczyłem Felixa.
-I co?- spytałem z nadzieją w głosie.
-Niestety nie widziałem żadnej podobnej do niej dziewczyny.-odpowiedział ze smutkiem- Tylko się nie załamuj! Odnajdziemy ją. Mamy jeszcze dużo czasu do wyjazdu.
-A co jeśli ona też wyjechała?- była to jedna z moich głównych wątpliwości.
-Proszę Oscar nie świruj. Napewno tu gdzieś jest.
-Przecież to miasto jest ogromne! Co jeśli się z nią mijamy? Albo jeśli akurat teraz siedzi w domu?- te pytania nieustannie mnie dręczyły.
-Oscar uspokój się! Mówię ci nie trać nadziei.
Nadzieja....wygląda, że tylko ona mi teraz pozostała.

*
*
*

2 komentarze: